Chery wskrzesiło europejską markę. A ta się rozkręca
Hiszpańska marka Ebro, po latach reaktywowana przez Chery, właśnie zaczęła eksport na nowy rynek zbytu - do Chorwacji. Powstają pytania, dlaczego chiński koncern chce sprzedawać identyczne samochody pod dwoma różnymi markami na różnych rynkach.

Ebro powstało w Hiszpanii jako marka należąca do Motor Ibérica. Specjalizowało się przede wszystkim w samochodach użytkowych: ciężarówkach, dostawczakach, ciągnikach rolniczych i pojazdach terenowych. Marka była mocno związana z hiszpańskim przemysłem. Jej historia zaczęła się od produkcji pojazdów użytkowych, czy rolniczych. Niestety, w latach dziewięćdziesiątych jej produkcja została zamknięta.
Do reaktywacji doszło w 2023 r. za sprawą hiszpańskiej firmy EV Motors, która postanowiła wykorzystać historyczną nazwę. Kluczowym partnerem przedsięwzięcia został chiński koncern Chery, który de facto dostarczał gotowe zestawy do zmontowania. Docelowo zakład miał zwiększać zakres lokalnej produkcji i udział hiszpańskich dostawców.
Kolejny etap - eksport
W 2026 r. Ebro rozpoczęło eksport swoich pojazdów poza Hiszpanię. Pierwsza była geograficznie najbliższa Portugalia, a kolejna Bułgaria. Nowym rynkiem została Chorwacja, w której 29 października otwarto pierwszy salon, a kolejna ma być Słowenia.
Za dystrybucję w Chorwacji i Słowenii odpowiadać będzie sieć dealerska Auto Hrvatska. Firma planuje stworzenie nad Adriatykiem sieć ośmiu punktów sprzedażowo-serwisowych w ciągu 12 miesięcy. Wszystkie samochody tam trafiające będą powstawać w zakładach w Barcelonie.
Gama Ebro w Chorwacji ma się składać ze wszystkich czterech SUV-ów, dotychczas oferowanych przez markę. Są to modele S400 (oparty na Chery Tiggo 4), S700 (Tiggo 7), S800 (Tiggo 8) i S900 (Tiggo 9).

Czy Chery zamierza się dublować?
Podczas tegorocznego International User Summit 2026 Chery zapowiedziało, że chciałoby uczynić z Ebro markę globalną, zdolną do konkurowania w segmencie premium. Problem w tym, że wciąż mówimy de facto o samochodach marki Chery, którym - z całym szacunkiem - daleko do statusu marek premium. Do tego chodzi o markę znaną w przeszłości w zasadzie tylko na jednym rynku (hiszpańskim) i to produkującą nie luksusowe limuzyny, a traktory i dostawczaki.
Jest to zatem takie swoiste Chery 2.0, które jest wprowadzane na kolejne rynki - wygląda to tak, jakby chciano tworzyć linie marek opartych na tych samych modelach. Choć póki co, Chery jednak nie zamierza się dublować - na rynkach, gdzie obecnie wprowadzana jest marka Ebro, nie ma oficjalnej sieci marki Chery jako takiej. W Bułgarii, Portugalii i Chorwacji oferowane są tylko marki Omoda i Jaecoo, a w Słowenii i Hiszpanii doszła także marka Lepas, na którą w Polsce wciąż czekamy.
Ale czy powinniśmy czekać także na Ebro? To pytanie na które trudno wskazać wyraźną odpowiedź. Z jednej strony, mamy deklaracje globalnego wejścia Ebro. A z drugiej, w Polsce mamy już samo Chery, a do tego Omodę, Jaecoo, Jetoura, a niedługo dojdzie jeszcze Lepas. Chery zrobiło by samo sobie już taki tłum, że klienci mieliby zawroty głowy próbując się w tym połapać.
Wrzucanie Ebro na inne rynki ma sens, kiedy nie ma tam Chery - wtedy można próbować przekonywać ludzi, że to europejskie samochody. Ale wtedy powstaje kolejne pytanie: czemu na jednych rynkach ma być Ebro, a na innych Chery? To byłaby strategia niepotrzebnego dualizmu, który tylko mieszałby ludziom w głowach.
Owszem, Opel i Vauxhall potrafiły koegzystować przez dekady, ale tutaj mamy przyklejenie jeden marki do jednego rynku na wyłączność, a drugiej do całej reszty. A u Chery to jest bardziej pogmatwane. Nie wiem, czy nie aż za bardzo.
Więcej o Chery przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.