Orlen ściął ceny w hurcie. Wystarczy na powietrze do opon
Po miesiącu podwyżek Orlen w końcu obniżył hurtowe ceny paliw. Benzyna o 7 groszy, diesel o 8. Fanfar ani burzy oklasków nie stwierdzono.

Siedem groszy. Tyle Orlen łaskawie zdjął z litra benzyny w hurcie, a od diesla odjął całe osiem. Przy dystrybutorze trudno jednak wypatrzeć te dobre wieści czy poczuć falę wdzięczności. Osiem groszy na litrze przy baku, który i tak kosztuje ponad czterysta złotych, to jak znaleziona na ulicy dziesięciozłotówka. Miło, ale życia sobie za to nie ułożę.
A jednak to wydarzenie. Bo oto we wtorek 4 sierpnia pierwszy raz od niemal miesiąca hurtowe ceny poszły w dół, przerywając serię podwyżek. Dla diesla to największy jednodniowy spadek od czerwca, dla benzyny od końcówki maja. Po tygodniach pęczniejących cyferek na pylonach samo słowo „obniżka” brzmi dziś egzotycznie.
Tyle że kierowca przy dystrybutorze tej obniżki na razie nie zobaczy. Średnie ceny detaliczne w minionym tygodniu przekroczyły 8 zł za litr, a stacje reagują na hurt dostojnie, bez pośpiechu. Podwyżkę widać tego samego wieczora, obniżkę – kiedyś, może, jeśli się utrzyma. Wszyscy to znamy, bo tak to wygląda od dekad. Teraz tylko jest bardziej widoczne.

Dość powiedzieć, że pod koniec lipca średnia marża detaliczna urosła do prawie 40 groszy na litrze, blisko dwa razy więcej niż historyczna norma. Stacje odrabiały swoje, a płacił klient.
Skąd w ogóle ten oddech?
Ulga płynie zza granicy. W poniedziałek ropa Brent staniała o 7 proc., do niespełna 84 dolarów za baryłkę, najniżej od trzech tygodni. Powód nie jest żadnym zaskoczeniem: Donald Trump odpuścił atak na Iran, licząc na kolejny już szybki deal, a rynek odetchnął. Iran natomiast zaprzeczył, że jakiekolwiek rozmowy z USA w ogóle trwają, więc ta przecena może się rozpłynąć, zanim dotrze na dystrybutory.
Jest to smutne kuriozum, do którego chyba już przywykliśmy. Ceny na stacji zależą nie od tego, ile zarabia Orlen, tylko od tego, czy prezydent USA akurat ma ochotę bombardować Bliski Wschód. Bak twojego crossovera napełnia geopolityka. Pisaliśmy tu zresztą nieraz, jak wojna w rejonie cieśniny Ormuz potrafiła wystrzelić pylony w górę o północy, dosłownie z dnia na dzień.
Polski akcent w całym tym dramacie kierowców to rządowy pakiet CPN, który przez pół roku trzymał stawki w ryzach. Rząd wygasił go z końcem czerwca, co natychmiast odbiło się na cenach. Stacje czekały tylko, aż spadną z nich kajdany, żeby o północy podbić ceny w całym kraju.
Może przywrócimy, może nie
Program miał kosztować budżet około półtora miliarda złotych miesięcznie, więc trudno się dziwić, że rząd nie trzymał go w nieskończoność. Efekt obniżonego VAT-u i ściętej akcyzy wyparował, a kierowcy dostali rachunek z sowitą dopłatą.

Teraz rząd znów kombinuje. Ministerstwo Energii rozmawia o reaktywacji CPN na końcówkę wakacji. Kłopot w tym, że narzędzie do jego włączenia wygasło, a pieniądze utknęły w Trybunale Konstytucyjnym po tym, jak trafiła tam ustawa o podatku od nadmiarowych zysków. Resort mówi więc dziś raczej o powrocie do niższego VAT-u niż o pełnym pakiecie. Plan jest, budżetu na plan brak.
Do tego dochodzi wątek okoliczności. Bo skoro Orlen obniżył ceny, przerywając tym samym passę wzrostów, to czy nadal są to specjalne okoliczności wymagające interwencji państwa? Może uda się bez? Może trzeba jeszcze poczekać? Może potrzebne są dalsze analizy? Chwileczkę, bo foliowa czapka zsunęła mi się na oczy.
Zapłacimy mniej?
Znów – może. Jeśli hurt będzie zniżkował dalej, a złoty się nie wywróci, kierowcy w kolejnych tygodniach powinni poczuć jakąś ulgę przy tankowaniu. Ale to wielkie „jeśli”, oparte na notowaniach ropy, kursie dolara i widzimisię jednego niespecjalnie stabilnego w swoich decyzjach człowieka po drugiej stronie Atlantyku. Na razie mamy pierwszy sygnał zmiany trendu. Do przełomu daleko.
Tak więc dziękuję Orlenowi za te osiem groszy. Schowam je do skarbonki obok wdzięczności za darmowe powietrze do opon. Kierunek jest dobry, gest symboliczny, a diesel dalej kosztuje więcej niż butelka budżetowego wina w markecie.
Obudźcie mnie, jak z przodu znów pojawi się szóstka. Wtedy uwierzę, że tanieje.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.