BMW drażni kierowców Spider-Manem. Spotkał i całkiem nowy dzień
Po internecie rozprzestrzeniają się nagrania niezadowolonych klientów marki BMW, których dręczy Spider-Man. Ale spokojnie, nie chodzi niszczenie ich samochodów wskutek walk z czarnymi charakterami, a o natarczywe reklamy, pojawiające się na ekranach na desce rozdzielczej.

Zapewne wciąż pamiętacie, że w 2023 r., samo szefostwo BMW mówiło, że samochód powinien być prywatną przestrzenią, a nie nośnikiem reklam. Jeżeli jednak nie pamiętacie, to się nie martwcie - bo samo BMW też już zapomniało.
Spider-Man wyskakuje z lodówki kokpitu BMW
Od 27 lipca do 10 sierpnia, BMW prowadzi globalną akcję promującą film Spider-Man: Całkiem Nowy Dzień. No i nie byłoby w tym nic złego – przecież to normalne, że producenci sponsorują dzieła kultury i tworzą reklamy z ich bohaterami.
Tyle, że BMW robi to - delikatnie mówiąc - nachalnie. W samochodach wyprodukowanych po lipcu 2020 r., wyposażonych w odpowiednie wersje systemu BMW Operating System (7, 8, 8.5, 9 lub X), sprzedanych w 70 krajach świata, po uruchomieniu auta mogą się pojawić takie spoty:
Samodzielnie na ekranie pojawia się tylko baner - animacja nie odtwarza się automatycznie, a kierowca musi kliknąć baner, żeby obejrzeć trailer. BMW uważa jednak, że jest to "tematyczne doświadczenie", a nie klasyczna reklama.
Ludziom się jednak nie za bardzo podoba
Nie będę ukrywać, moja pierwsza reakcja, była bardzo podobna do tej słynnej sceny z filmu Spider-Man 2:
Gorzej zapatrują się jednak właściciele BMW. Sama postać Petera Parkera w czerwono-niebieskim stroju nie jest problemem samym w sobie - na pewno nie brakuje też fanów Marvela. To też nieważne, że kierowca musi klikać, włączyć kierunkowskaz, czy zrobić fikołka żeby film się włączył.
Najgorszy jest sam fakt, że reklama w ogóle trafia do auta. Bo w tym momencie twój samochód, który kupiłeś, przestaje być twoją przestrzenią, a staje się kolejną platformą do komunikacji marketingowej - kolejnym TikTokiem, gdzie co trzy filmiki z kociętami krzyczy na ciebie Skolim, pokazujący swoje nowe parówki.
Sama współpraca z Marvelem też nie jest niczym niezwykłym - producenci samochodów od lat lokują swoje modele w różnych filmach, a samo BMW też choćby pojawiło się w serii filmów z Jamesem Bondem. Różnica polega na tym, że wcześniej reklama była w kinie lub telewizji, a nie na ekranie samochodu, za który klient już zapłacił.
Jakbym chciał sobie popatrzyć na Spider-Mana, czy Wolverine'a, to bym kupił sobie figurkę akcji, albo już poszedł do kina na ten film. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że przez taką akcję ludzie będą na tyle zniesmaczeni, że część z nich zrezygnuje z pójścia na film w celu swoistego protestu.
Żyjemy w bardzo fajnych czasach
Jeśli producenci uznają, że deska rozdzielcza to kolejne miejsce do sprzedaży reklam, mogą spotkać się z bardzo silnym oporem. Ale jeśli taka akcja rzeczywiście pozostanie jednorazowym wydarzeniem, bo wszyscy nauczą się na błędzie BMW, sprawa zapewne ucichnie.

Ale może być też tak, że nie wydarzy się nic. BMW to marka o przeogromnej rzeszy bardzo oddanych fanów na całym świecie - patrząc na media społecznościowe, mam wrażenie że dosłownie połowa miłośników czterech kółek na świecie to właśnie fani bawarskiej marki. W tym momencie, szefostwo może zrobić wszystko, co nie odbije się zanadto na opinii co do jej samochodów.
Następnym etapem po Spider-Manie na desce rozdzielczej mogą być banery na karoserii - takie, jak na choćby autobusach, lub tramwajach. Myślę że fanom nie będzie przeszkadzać, że na ich wyleasingowanej serii 4 będzie wielka reklama skupu katalizatorów z twarzą Jarosława Jakimowicza. A kto wie - może dzięki sprzedaży przestrzeni marketingowej, trafi się też jakaś zniżka?
Więcej o BMW przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.