Byłem na polskiej premierze Audi Q9. Nowy, flagowy SUV marki z Ingolstadt jest bardzo amerykański, choć nie pod każdym względem.

W minionym tygodniu do Warszawy przyjechał bogaty wujek z Ameryki – nowe Audi Q9. Co prawda, tak właściwie to pochodzi ze Słowacji (bowiem wraz z Q7 i Q8 zjeżdża z taśmy montażowej fabryki w Bratysławie), ale Bawarczycy nie ukrywają, że ten samochód powstał przede wszystkim z myślą o klientach w USA.
Oglądałem Q9 z bliska i mogę powiedzieć jedno – to czuć na każdym kroku. A przynajmniej do momentu, gdy zajrzy się pod maskę, ale i to niebawem powinno się zmienić.
Audi Q9 jest ogromne, to nie podlega dyskusji
Ma 530,9 cm długości, 201,0 cm szerokości i 179,4 cm wysokości, a jego rozstaw osi mierzy 313,8 cm. Tym samym jest większy od każdego dotychczas oferowanego SUV-a Audi. Przerasta też obu bezpośrednich rywali spod znaku BMW i Mercedesa – X7 i GLS.

Krótko mówiąc, Q9 jest tak duże, że oprócz numeru rejestracyjnego powinno automatycznie dostawać także własny kod pocztowy. Ale trzeba też przyznać, że bryła auta wygląda spójnie – nie ma tu zbędnych, zbyt głębokich przetłoczeń ani nietypowych zabiegów stylistycznych.
Z przodu auta uwagę zwraca ogromny grill z pionowym żebrowaniem, przez co niektórym przypomina Jaecoo 8. Aby uniknąć takich skojarzeń, trzeba dopłacić do opcjonalnego pakietu S line – wówczas osłona chłodnicy otrzyma wypełnienie w kształcie plastra miodu zamiast srebrnych poprzeczek.

Z tyłu to już natomiast typowe Audi – charakterystyczny kształt tylnych lamp i cieniutki pas świetlny powoli stają się znakami rozpoznawczymi marki. Można się pomylić z mniejszym Q7.
Projektanci zadbali też, żeby nowe Q9 z profilu nie wyglądało jako Dacia Lodgy, i wyposażyli je w odpowiednio duże felgi – dostępne są rozmiary od 20 do 23 cali. Egzemplarz ze zdjęć był wyposażony w największe (i zarazem najdroższe, wymagające 25 440 zł dopłaty) obręcze kół Audi Sport, które na żywo prezentują się naprawdę fenomenalnie.

Światła zasługują na specjalne wyróżnienie
Flagowy SUV Audi otrzymał reflektory Digital Matrix LED z modułem micro-LED oraz cyfrowe tylne światła OLED trzeciej generacji, które w takiej formie w samochodzie produkcyjnym zostały zastosowane po raz pierwszy na świecie. Do tego tak samo jak w innych modelach marki można zmieniać sygnaturę świetlną – LED-owe kwadraciki w lampach mogą tworzyć różne wzory.





Prawdziwym hitem są jednak zaawansowane kierunkowskazy, choć znane już z nowego Q7. Abyśmy mogli zobaczyć to rozwiązanie w pełnej okazałości, w pewnym momencie podczas prezentacji na sali zgaszono światła, a w aucie włączono migacze. I wtedy na posadzce zaczęły wyświetlać się pulsujące strzałki, zsynchronizowane z dynamicznymi kierunkowskazami z przodu i z tyłu.
Jak przekonują przedstawiciele marki, to istotny krok w stronę poprawy bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych. Żyjemy bowiem w czasach, gdy spora część przechodniów patrzy w smartfon, a nie przed siebie, więc dzięki rozwiązaniu zaproponowanemu przez Audi jest większa szansa, że zauważą samochód obok siebie.
We wnętrzu, wiadomo, lepiej niż w domu
Jednak żeby się do tego wnętrza dostać, najpierw trzeba jakoś otworzyć drzwi. A to można zrobić na co najmniej trzy sposoby. Można po prostu złapać za klamkę albo zdać się na automat – drzwi mogą bowiem otworzyć się samoczynnie, także po naciśnięciu przycisku na kluczyku. Tak samo też się zamykają. I nie trzeba się martwić, że w coś uderzą, bo mają system wykrywania przeszkód.
Szczerze mówiąc, nie przypuszczałem, że tak prostą czynność można tak skomplikować, ale w porządku, opcja zdalnego otworzenia wszystkich drzwi z pilota za pierwszym razem robi wrażenie. Za drugim w sumie też.





Dość jednak o tym, ponieważ w kabinie czekają trzy rzędy siedzeń, w zależności od wybranej konfiguracji, w układzie 2+3+2 lub 2+2+2. Auto prezentowane na warszawskiej premierze było w wersji 6-miejscowej, z fotelami kapitańskimi w środkowym rzędzie.
Bez względu jednak na wybrany wariant, wszystkie fotele są regulowane elektrycznie, a przednie opcjonalnie mogą być nie tylko podgrzewane, ale także wentylowane i wyposażone w funkcję masażu. Co więcej, podgrzewane mogą być nawet podłokietniki w drzwiach.

Tradycyjnie dla tego typu SUV-ów, miejsca w przednim i środkowym rzędzie jest pod dostatkiem, natomiast w tylnym najwygodniej będą miały dzieci. Zresztą taki wydaje mi się zamysł tego auta – tu nie chodzi o to, żeby pomieścić drużynę koszykarską, tylko rodziców z maksymalnie piątką pociech. A w wersji 6-miejscowej to substytut A8 – prezes będzie mógł dostojnie zasiąść na tronie w drugim rzędzie, a zamiast dodatkowych foteli z tyłu pewnie będzie wolał skorzystać z większego bagażnika.
A skoro o tym wspomniałem – pojemność kufra za drugim rzędem siedzeń wynosi 700 l, a po złożeniu środkowej kanapy (rzecz jasna tylko w wersji 7-miejscowej) można uzyskać maksymalnie 2308 l.

Kokpit jest równie monumentalny, co sam samochód
Kierowca ma przed sobą pionową taflę szkła, która obejmuje 12,3-calowy cyfrowy zestaw wskaźników oraz 14,5-calowy ekran dotykowy. Do tego dochodzi jeszcze trzeci, 12,3-calowy wyświetlacz, który w standardzie pasażer z przodu otrzymuje tylko dla siebie.

Pokładowe multimedia działają pod kontrolą systemu Android Automotive OS i co za tym idzie zapewnia szerokie możliwości – dostęp do wielu zewnętrznych aplikacji, a nawet integrację z ChatGPT. Sam interfejs nie różni się zbytnio od tego, co znamy z innych Audi, więc przesiadka z Q5 czy Q7 nie będzie wiązała się z koniecznością uczenia się wszystkiego od nowa.
No i oczywiście, jak przystało na markę premium i jej flagowy model, jakość materiałów oraz mnogość opcji wykończenia są na wysokim poziomie. Jedynym ograniczeniem jest w zasadzie tylko zasobność portfela.
Pod maską TDI, ale w nowoczesnym wydaniu
Na widok gamy silnikowej nowego Audi Q9 wszystkim fanom diesli na pewno od razu robi się cieplej w serduszku. Model ten jest bowiem w naszym kraju aktualnie oferowany wyłączeni z wysokoprężnym V6 o pojemności 3,0 l w dwóch wariantach mocy do wyboru – 245 KM lub 299 KM.
Nie jest to jednak takie zwykłe 3.0 TDI, ponieważ zostało wyposażone w układ MHEV plus, elektrycznie napędzaną sprężarkę EPC oraz dwustopniowe turbodoładowanie. Uzupełnienie tej konfiguracji stanowią seryjny, 8-biegowy automat Tiptronic i napędem na cztery koła Quattro.

Wszystko fajnie, ale biorąc pod uwagę, że Q9 to nowy okręt flagowy marki z Ingolstadt, pod jego maską widziałbym najchętniej 4-litrowego turbodiesla V8, znanego chociażby z SQ8 TDI. To byłoby coś.
Niestety, norm emisji spalin się nie przeskoczy, ale nie oznacza to, że na tych dwóch dieslach V6 gama Q9 się skończy. Według oficjalnych zapowiedzi, „wkrótce do oferty dołączą także wydajne jednostki hybrydowe typu plug-in oraz benzynowe”.
Pod tym lakonicznym komunikatem kryją się na pewno dwa warianty e-hybrid. Mimo wszystko zakładam, że bazujące na benzynowym V6, bo wykorzystanie napędów opartych na 2-litrówkach z A6 czy Q5 trochę jednak mi do flagowego SUV-a nie pasuje.
Trudniej za to zgadnąć, jakie silniki benzynowe Audi ma na myśli. Niewykluczone, że chodzi o wersje z rynku amerykańskiego – 2,9-litrowe V6 rozwijające 435 KM i 600 Nm oraz topowe SQ9 z 4-litrowym V8 generującym 600 KM i 800 Nm. Jeśli to się potwierdzi, to bez dwóch zdań będzie to bardzo szybka salonka.
Bez pół bańki nawet nie podchodź
Według konfiguratora na polskiej stronie Audi, za nowe Q9 trzeba zapłacić:
- TDI quattro 180 kW tiptronic – od 516 600 zł
- TDI quattro 220 kW tiptronic – od 533 900 zł
I nie sądzę, żeby zapowiadane hybrydy plug-in czy benzyniaki były tańsze.
Ale w sumie przecież właśnie o to chodzi w tego typu autach – mają podkreślać status właściciela i wzbudzać respekt wśród innych. A nowe Audi Q9 bez wątpienia doskonale się z tego zadania wywiązuje.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.