Męczysz się na lewym pasie autostrady. Znamy przyczynę
Przepisy nie nadążają za rzeczywistością – odcinek 210. Nawet jeśli kupiłeś zwykłego Golfa, to przy remoncie autostrady lewy pas może być dla ciebie niewskazany. Będziesz się tam męczył, a może nawet nie powinieneś wjechać.

W dzisiejszym odcinku rolę główną odgrywa wszystkim nam dobrze znane uczucie. Autostrada, zwężenie na odcinku robót drogowych, prawym pasem sunie kolumna TIR-ów wielkości katamaranu, betonowe bariery po obu stronach. Zjazd na lewy pas i przeciskanie się na żyletki to idealne okoliczności do ujawnienia się niezdiagnozowanej dotąd klaustrofobii.
Okazuje się, że to coraz częstszy problem. Niemiecki ADAC policzył, że dziś prawie 80 proc. nowo rejestrowanych aut z lusterkami przekracza szerokość dwóch metrów. A taką minimalną szerokość może mieć remontowany pas niemieckiej autostrady.
Do tego dochodzi mylący szczegół. Otóż w specyfikacji technicznej samochodu znajdziemy szerokość, ale samego nadwozia – bez lusterek. Natomiast w kontekście pasa drogowego liczy się całość, razem z tymi dwoma odstającymi po bokach elementami, które potrafią dorzucić kilkanaście centymetrów z każdej strony. Całkowitą szerokość trudno gdziekolwiek znaleźć.
Epidemia otyłości
Cofnijmy się do lat 70. Debiutujący w 1974 roku VW Golf MK I miał nadwozie szerokości 1610 mm. Z lusterkami było to ok. 1,8 m. Dzisiejsza, ósma generacja włącznie z lusterkami bocznymi mierzy 2072 mm. Blisko 30 cm więcej. Sprawdza się to w zasadzie w odniesieniu do dowolnego modelu.
Puchnięcie nowych aut jest zjawiskiem znanym i wielokrotnie opisywanym. Auto klasy kompakt z lat 80. miało średnio 1,6 metra szerokości. Dziś ten sam segment urósł o jakieś 20-30 centymetrów, do ponad 1,8 metra samego nadwozia. Po dorzuceniu lusterek zdecydowana większość z nich przekracza dwa metry – a więc nie mają czego szukać na pasie z ograniczeniem do 2 m. Do tego dochodzi fakt pojawienia się SUV-ów, których kilkanaście lat temu w ogóle nie było.

Skąd ta otyłość? Czynników sprzyjających jest co najmniej kilka: normy zderzeniowe, poduszki i kurtyny boczne, grubsze drzwi, moda na potężne nadkola i słupki. Auto ma nas chronić, więc rośnie. Problemem jest to, że przepisy pisano w czasach, gdy przeciętny samochód mieścił się w rozmiarze S. Dziś natomiast dominują kształty rubensowskie.
W Polsce jesteśmy bezpieczni
W Polsce wytyczne dla organizacji ruchu na czas remontów są inne. U nas minimalna szerokość pasa ruchu nie może być mniejsza niż 3 metry dla ruchu wahadłowego lub jednego kierunku ruchu. Jeśli remont prowadzony jest na drodze z poboczami, dolny limit szerokości wynosi 2,75 m. Minimalna szerokość to 2,25 m, ale w trudnych warunkach, dla drogi klasy D, czyli dojazdowej. To spory zapas ponad rzeczone 2 metry za naszą zachodnią granicą. My swobodnie przejedziemy, a w Niemczech przeciętny hatchback – mimo teoretycznego zapasu w danych technicznych – może się już nie łapać.
Kara? To już zależy od lokalizacji i dotyczy sytuacji, gdy naruszony jest zakaz ruchu pojazdów przekraczających określoną na znaku drogowym szerokość. Niemcy takie wykroczenie traktują ze sporą pobłażliwością, naliczając karę w wysokości dwudziestu euro. Ale już w Austrii za jazdę zbyt szerokim autem po zwężonym pasie można zapłacić nawet 726 euro, czyli grubo ponad trzy tysiące złotych.
Złożenie lusterek, żeby zmieścić się w wymiarze, też nie jest rozwiązaniem. Przepisy wymagają, żeby auto w czasie jazdy miało lusterka zapewniające widoczność do tyłu i na boki, a za jazdę ze złożonymi grozi osobny mandat. To nie są elementy dekoracyjne, a jazda ze złożonymi lusterkami to karkołomny pomysł, zwłaszcza autostradą.
Znaj swoje miejsce
Rozwiązanie jest nudne, ale skuteczne: jeśli nie masz pewności, zostań na prawym pasie. Według ADAC na remontowanym odcinku rozciągniętym na pięć kilometrów jazda o 10 km/h wolniej będzie cię kosztować zawrotne 25 sekund. Ryzykowanie mandatu czy – co gorsza – kolizji dla niespełna pół minuty to matematyka wyłącznie dla twardzieli, których odstęp na drodze nudzi.
Auta utyły, a wraz z modą na wysokie, napakowane SUV-y ten trend tylko przyspiesza. Drogowcy rysują pasy według tabel, tyle że te w większości zatrzymały się w poprzedniej epoce, podczas gdy producenci rok w rok dokładają centymetrów. Najprostszym rozwiązaniem byłoby zwiększenie dopuszczalnej szerokości chociaż do 2,5 metra. Ale – jak to z najprostszymi i najrozsądniejszymi rozwiązaniami bywa – pewnie zajmie to parę ładnych lat. ADAC wystosował apel, więc można odpalić licznik. Na razie trzymajcie się w Niemczech prawego pasa.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.