REKLAMA

Utrzymywanie odstępu jest dla słabych. Twardziele się w to nie bawią

Stosunek rodaków do przepisów ruchu drogowego i ich egzekucji to bardzo drażliwy temat do rozmów. Ostatnio, będąc gdzieś w Polsce, zostałem zupełnie przypadkiem członkiem spontanicznie wywołanej rozmowy o utrzymywaniu właściwego odstępu. Jestem załamany.

Utrzymywanie odstępu jest dla słabych. Twardziele się w to nie bawią

Nie była to żadna długotrwała dyskusja przy piwie, prowadzona do późnych godzin nocnych, lecz raczej sytuacyjna rozmowa sprokurowana całkowicie przypadkowym spotkaniem na stacji paliw. Znacie to - siedzicie chwilowo gdzieś w pojedynkę, ktoś obok powiedział coś niby do siebie, niby w eter, ktoś inny odpowiedział, mimochodem włączyliście się do tej wymiany zdań, a ze wszystkiego wywiązała się luźna rozmowa.

Tematem przewodnim okazało się utrzymywanie właściwego odstępu, a dokładniej kwestia, kto jest kim

Wątek ów pojawił się jakoś przypadkiem, jako kolejny etap rozmowy rozpoczętej narzekaniem na “mistrzów lewego pasa”. Już zaczynałem wyczuwać, że moi rozmówcy nie nadają ze mną na tych samych falach, ale nie dawałem jeszcze niczego po sobie poznać.

Kiedy natomiast temat odstępów i tego, kto jest dobry, a kto zły eskalował, mój stoicki spokój został mocno zachwiany. Nie będę relacjonował przebiegu rozmowy krok po kroku, lecz zdążyłem w jej trakcie przekonać się dobitnie, że jest w Polsce grupa kierowców, która nigdy nie powinna poruszać się po drogach szybkiego ruchu.

Wyszło na to, że winny jest nie ten, który uderzył, a ten, który zahamował

To jeden z wniosków, jaki wyciągnąłem z tej dyskusji, zaś jej członkowie byli w tej kwestii jednomyślni. Jeżeli ktoś komuś wjedzie w tył, winę ponosi ten, który bez sensu zahamował - bo oczywiście ten z tyłu na pewno ma czas na kalkulację, z jakiego powodu auto przed nim nagle stanęło. Nikt specjalnie nie pojął, że do kolizji doszłoby w każdym przypadku - obojętnie, jaka byłaby przyczyna gwałtownego hamowania.

Jednocześnie żaden z rozmówców nie dopatrywał się niczego nieprawidłowego w jechaniu w odległości 10 metrów za innym samochodem. Jak to zostało powiedziane, “no nie moja wina, że jedzie tak wolno”. Refleksji, że istnieje coś takiego, jak dostosowanie prędkości do innych uczestników ruchu, nikt nie wykazał.

Nie da się jechać tak daleko za innym samochodem, bo ktoś w końcu będzie musiał się zatrzymać

Kiedy próbowałem przekonać zebranych do swojej wersji, że po coś te odstępy trzeba zachowywać, spotkałem się z zaskakującym przemyśleniem, że przy większym ruchu jest to technicznie niemożliwe. Dlaczego? Bo każdy następny w kolumnie jedzie wolniej od poprzedzającego, tak że któryś w końcu będzie musiał stanąć. Ciekawe, czy w takim układzie następni zaczną jechać do tyłu, ale na to pytanie wpadłem już dopiero po tym, jak wszyscy się rozjechali.

Muszę przyznać, że potrzebowałem pewnej chwili, aby zrozumieć tę koncepcję. Na tej samej zasadzie, co ja nie pojmowałem tego rozwiązania, oni nie rozumieli tego, że utrzymywanie dużego odstępu nie jest równoznaczne z poruszaniem się z mniejszą prędkością. Można jechać tak samo szybko, tylko np. w odległości 50 metrów od innego pojazdu, a nie 15.

Wyszło na to, że uczestniczący w rozmowie to Prawdziwi Kierowcy, a ja jestem jakimś leszczem

Ja wiem, że kilka osób nie stanowi ogółu, ani nawet większości kierowców, niemniej doskonale zilustrowało pewną ich grupę. Jeżeli zastanawiacie się, kto powoduje te wszystkie wypadki związane z najechaniem na tył, to właśnie miałem okazję wejść z tym gatunkiem w interakcję.

Nie obnosiłem się z tym, że pracuję jako instruktor nauki jazdy i jakieś tam pojęcie o prowadzeniu samochodu mam, bo to i tak niczego by nie zmieniło, a co najwyżej dostarczyło powodów do szykan. Generalnie, nikt nikogo wprost nie szkalował i nie obrażał, ale na odchodne usłyszałem jedynie ironicznie wypowiedziane “szerokiej drogi”.

Ja ze swojej strony życzyłem “długich prostych i dobrej widoczności”, ale chyba żaden z nich nie wyłapał ironii.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.