Kierowcy dostawali nie swoje mandaty. Jedna litera problemem
W stanie Kolorado w Stanach Zjednoczonych ktoś wpadł na głupi pomysł rozwiązania problemu, który nie powinien istnieć. Przez błędy systemów automatycznego odczytu tablic kierowcy dostawali nie swoje mandaty, to władze postanowiły zakazać umieszczania litery "O". Nie pomogło.

W Stanach Zjednoczonych myśli się trochę inaczej niż w Europie. Kiedy kamera ma problem z odczytaniem którejś z liter, u nas by rozpracowano jak poprawić ich jakość odczytu. To znaczy, na Zachodzie - u nas pewnie ktoś by wymyślił spółkę mającą opracować nowe kamery, powołał radę nadzorczą stworzoną z rodzin i przyjaciół członków partii rządzącej, którzy zarabialiby po kilkaset tys. zł miesięcznie, a po kilku latach wciąż by nic nie powstało.
Tak czy inaczej, w Ameryce postanowiono podejść do tego od jeszcze zupełnie innej strony.
Zakazano litery "O"
Amerykański stan Kolorado słynie m.in. z pięknych Gór Skalistych, kształtu idealnego prostokąta, czy z bycia miejscem akcji serialu animowanego Miasteczko South Park. Niestety, jak ujawnił lokalny kanał 9, mierzył się on również z plagą błędów systemu automatycznego odczytu tablic - kamer drogowych, bramek na autostrady, systemów parkingowych, czy policyjnych rejestratorów.
Owe systemy często myliły literę "O" z cyfrą "0". Skutkiem były błędnie wystawione mandaty, opłaty drogowe, a nawet zatrzymania niewłaściwych kierowców. Problem pojawił się szczególnie po zmianie formatu tablic w 2018 r., kiedy litery i cyfry zaczęły występować obok siebie (układ XXX-XXX) w sposób zwiększający ryzyko pomyłki.

W odpowiedzi władze Kolorado przestały wydawać nowe tablice z literą "O" na pozycji czwartej, a także zmodyfikowały czcionkę na tablicach, aby lepiej odróżnić "O" od "0".
Problem rozwiązany?
Oczywiście stare tablice zawierające "O" pozostają ważne, a jeżeli ktoś znowu dostanie nie swój mandat, może złożyć wniosek do wydziału komunikacji o przyznanie nowej.
Miało to oczywiście swoją zaletę - od strony technicznej było to prostsze i tańsze niż wymiana całej infrastruktury kamer i oprogramowania. Z drugiej strony, doprowadziło to do powstania całkiem zgrabnego żartu w amerykańskich mediach społecznościowych, gdzie komentatorzy stwierdzili, że w Kolorado zamiast naprawić kamery, postanowiono naprawić alfabet.
Obecnie problemy nieco ucichły, jednak "niesmak wciąż pozostaje", a i pojedyncze problemy wciąż mają być zgłaszane. Rozwiązanie problemu zdaje się dość nietypowe, choć innego nie było - wydział komunikacji stanu Kolorado przyznał że nie ma dostępu do wszystkich kamer i to było jedyne rozwiązanie, którego mógł dokonać sam z siebie.
Osobiście uważam, że jest jednak nieco lepsze rozwiązanie - można by uczynić cyfrę 0 bardziej charakterystyczną. W kilku krajach świata (np. Nowej Zelandii) cyfra 0 na tablicy rejestracyjnej jest przekreślona (jak w naszych dowodach rejestracyjnych), albo np. w Niemczech cyfra 0 ma małą przerwę, która odróżnia je od O - to bardzo dobry pomysł, który nie kłuje w ludzkie oko, a elektronicznemu bardzo pomoże.

Więcej o tablicach rejestracyjnych przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.