Utknęli przy ładowarce. Byłem dla nich koniem na białym rycerzu
Korzystanie z publicznych stacji ładowania może i nie jest tanie, ale za to bywa problematyczne. Przynajmniej dzięki temu mogłem zabłysnąć w roli eksperta.

Moje osiedle przez długi czas było białą plamą na mapie elektromobilności – żeby podładować samochód elektryczny, który akurat testowałem, musiałem udać się do którejś z galerii handlowych, poza obszarem mojej dzielni.
Na szczęście w zeszłym roku bóg elektromobilności wreszcie się zlitował i uruchomił punkt ładowania przy supermarkecie popularnej sieci dyskontów, zaledwie kilkaset metrów od mojego bloku. Co prawda do tej pory korzystałem z niej cały jeden raz, ale zawsze lepiej w ogóle mieć taką możliwość, niż nie mieć.

Ostatnio tamtędy przechodziłem i usłyszałem wołanie o pomoc
No dobrze, może nie było to dokładnie takie wołanie, ale doszło interakcji.
Faktycznie, zmierzałem na pobliski przystanek (żeby było zabawniej, akurat tego dnia miałem odebrać samochód elektryczny do testu) i postanowiłem skrócić sobie lekko drogę przez parking wspomnianego sklepu. Gdy mijałem tę słynną ładowarkę, podeszła do mnie starsza kobieta i zapytała, czy znam się na samochodach elektrycznych.
W pierwszej chwili lekko się zdziwiłem i zacząłem się zastanawiać, czy może mam na czole wypisane „dziennikarz motoryzacyjny”, ale darowałem sobie barwną odpowiedź o tym, że pani świetnie trafiła – w końcu nie jestem studentem prawa. Powiedziałem więc tylko krótkie „tak” i postanowiłem się dowiedzieć, o co chodzi.
Okazało się, że mąż mojej rozmówczyni od dobrych kilku minut bezskutecznie próbuje odłączyć kabel do ładowania od ich Mercedesa GLC Coupe. Darowałem sobie uwagę o tym, że w przypadku hybryd plug-in korzystanie z publicznych stacji ładowania średnio ma sens, zamiast tego od razu zacząłem działać.

Wyszło na to, że Państwo podłączyli swojego Mercedesa fabrycznym przewodem do gniazda AC w ładowarce i teraz nijak nie mogą go odpiąć – ani od samochodu, ani od urządzenia.
Odblokowałem ekran ładowarki, który pokazywał błąd na wszystkich trzech stanowiskach, mimo że w użyciu było tylko jedno. Wcisnąłem na próbę wyłącznik bezpieczeństwa, ale poza zresetowaniem urządzenia niewiele to pomogło.

Czasami najprostsze rozwiązania bywają najskuteczniejsze
W związku z tym zapytałem pana, czy ma może przy sobie kluczyk od auta. Podał mi go, a ja zrobiłem to, co doradziłby każdy pracownik działu pomocy technicznej w IT – wyłączyłem i włączyłem samochód, to znaczy – zamknąłem go z pilota i otworzyłem.
No i nie zgadniecie co – pomogło. Stary trik, ale praktycznie zawsze działa w przypadku zablokowanego przewodu do ładowania, niezależnie, czy w hybrydzie plug-in, czy w samochodzie elektrycznym.
Poinstruowałem więc państwa, żeby następnym razem w pierwszej kolejności od tego zaczęli. Z tego co zauważyłem kątem oka, na samochodzie były dość świeże tablice, dlatego nie dziwię się, że nie znali jeszcze tego prostego sposobu.
Podziękowali za pomoc i radę, a mi nie pozostało nic innego, jak udać się na przystanek z poczuciem zrobienia dobrego uczynku. Ale też trochę z lekką obawą, co to będzie, gdy elektromobilność naprawdę się upowszechni.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.