REKLAMA

Rząd łata budżet. Zapłacą kierowcy aut elektrycznych

Od 1 kwietnia 2028 roku właściciele samochodów elektrycznych w Wielkiej Brytanii mają płacić 3 pensy za każdą przejechaną milę. Dla hybryd plug-in stawka będzie o połowę niższa.

Rząd łata budżet. Zapłacą kierowcy aut elektrycznych
REKLAMA

Na Wyspach auta elektryczne już płacą podatek drogowy, więc tym samym rząd dokłada im kolejne obciążenie. Islandia podobny eksperyment prowadzi od 2024 roku, a od tego roku rozlicza w ten sposób również samochody spalinowe.

REKLAMA

Nowa brytyjska opłata dostała swoją nazwę: Electric Vehicle Excise Duty, w skrócie eVED. Mechanizm jest prosty: im więcej jeździsz, tym więcej płacisz. Według planów brytyjskiego rządu stawka wyniesie 3 pensy za milę dla samochodów elektrycznych i napędzanych wodorem oraz 1,5 pensa dla hybryd plug-in. Od roku podatkowego 2029/2030 opłata ma być waloryzowana zgodnie z inflacją.

Rząd potwierdził, że zamierza wprowadzić eVED od kwietnia 2028 roku. Ustawa ma zostać uwzględniona w kolejnym pakiecie legislacyjnym dotyczącym finansów publicznych. Poznaliśmy planowane stawki i ogólne zasady, ale nie wszystkie szczegóły przyszłego systemu są jasne.

REKLAMA

Kto, jak i ile?

Nowa opłata ma objąć samochody osobowe zarejestrowane w Wielkiej Brytanii: elektryczne, hybrydowe typu plug-in oraz napędzane wodorem. Nie obejmie na początek wszystkich kategorii pojazdów elektrycznych – motocykle i samochody dostawcze pozostaną poza systemem.

Co ważne, eVED nie zastąpi istniejącego podatku drogowego Vehicle Excise Duty (VED), który właściciele samochodów elektrycznych już od kwietnia 2025 roku. Będzie jego uzupełnieniem.

REKLAMA

Według projektu przy odnawianiu MOT-u kierowca będzie podawać stan licznika i szacować przebieg na kolejny okres, zazwyczaj rok. Opłatę będzie można uiścić z góry albo rozłożyć na raty. Na koniec okresu nastąpi rozliczenie na podstawie rzeczywistego przebiegu, a dane z badań technicznych pozwolą na weryfikację wskazań licznika.

Rząd chce jednak ułatwić kierowcom życie. W październiku zapowiedział narzędzie pomagające oszacować roczny przebieg, które ma być dostępne od uruchomienia systemu. Rozwija też opcjonalny eVED Connect – rozwiązanie, które ma wykorzystywać łączność samochodu, dzięki czemu kierowca nie będzie musiał ręcznie zgłaszać przebiegu. To jednak nadal zapowiedzi, a nie działająca usługa.

REKLAMA

Zapowiadany jest również rozwój automatycznych zwrotów nadpłaconych opłat do 2030 roku. Mają one ułatwić odzyskiwanie pieniędzy między innymi wtedy, gdy ktoś zawyży szacowany przebieg albo sprzeda samochód.

jaki przebieg

Ciekawe natomiast, co w przypadku, kiedy znaczną część nakręconych mil pojazd wyjeździ poza Wielką Brytanią. Obecne założenie opiera się na tym, że licznik wskaże, ile dany pojazd przejechał po lokalnych drogach, zupełnie lekceważąc to, że mimo całej wyspiarskości nadal można wsadzić auto na brytyjskich blachach na prom albo pociąg, dostać się na drugą stronę kanału i pozwiedzać Europę.

REKLAMA

Jak to rozliczyć na koniec okresu? Tego na razie chyba nikt nie przewidział.

Państwo chce odzyskać pieniądze z akcyzy

Powód wprowadzenia nowej opłaty jest prozaiczny: kierowcy samochodów benzynowych i wysokoprężnych płacą opłatę akcyzową przy tankowaniu. Właściciele aut elektrycznych nie kupują tych paliw, więc nie płacą też związanej z nimi akcyzy. Im więcej samochodów na prąd jeździ po drogach, tym większa dziura w budżecie.

REKLAMA

Według prognoz nowa opłata zasili budżet o około 1,1 mld funtów w roku podatkowym 2028/2029 oraz 1,9 mld funtów w 2030/2031. Stawka 3 pensów za milę ma odpowiadać mniej więcej połowie obciążenia akcyzą paliwową, jakie ponosi przeciętny kierowca samochodu spalinowego.

To kolejny krok w stronę zrównania zasad finansowania dróg. Pozostaje pytanie, czy dodatkowa opłata nie zniechęci części kierowców do przesiadki na samochody elektryczne. Brytyjski urząd odpowiedzialny za prognozy budżetowe przewiduje, że eVED zwiększy całkowity koszt posiadania takiego auta, a w konsekwencji ograniczy popyt w porównaniu z wcześniejszymi prognozami.

REKLAMA

Rządzący odpowiadają, że planowane są inne działania, które mają częściowo zrównoważyć ten efekt, ale szczegółów jeszcze nie znamy.

Islandia zrobiła to wcześniej

Wielka Brytania nie jest pierwszym krajem, który postanowił powiązać opłaty drogowe z przebiegiem samochodów elektrycznych. Islandia wprowadziła takie rozwiązanie już 1 stycznia 2024 roku.

REKLAMA

Właściciele aut elektrycznych i na wodór płacili wtedy 6 koron islandzkich za kilometr, a użytkownicy hybryd plug-in – 2 korony. Od tego roku islandzki system objął również samochody spalinowe. Opłata zależy teraz od przebiegu i masy pojazdu, a nie od tego, czy samochód jeździ na benzynę, olej napędowy czy prąd.

Islandzki system również opiera się na deklarowaniu przebiegu i jego późniejszym rozliczaniu. Kierowcy mogą podawać stan licznika między innymi przez internet, aplikację lub podczas okresowego badania technicznego. Na podstawie dostępnych odczytów urząd szacuje średni przebieg i nalicza miesięczne opłaty. Przy kolejnym odczycie następuje rozliczenie wcześniejszego okresu.

REKLAMA
Volkswagen Islandia

Islandia zaczęła więc wcześniej i rozszerzyła swój system na samochody spalinowe. Nie oznacza to jednak, że oba kraje stosują identyczne zasady. Różnią się zarówno stawki, jak i sposób rozliczania opłat.

Koniec taniej jazdy na prąd?

Problem jest realny: jak finansować utrzymanie dróg, gdy coraz więcej samochodów nie zużywa paliwa obciążonego akcyzą. Islandia postawiła na opłatę kilometrową wcześniej i rozszerzyła ją na wszystkie samochody. Wielka Brytania zamierza dołożyć taką opłatę do istniejącego podatku drogowego, zaczynając od aut elektrycznych, hybryd plug-in i aut wodorowych.

REKLAMA

Czy to koniec taniej eksploatacji samochodów elektrycznych? Niekoniecznie. Koszt przejechania kilometra nadal zależy od ceny energii, sprawności auta i sposobu ładowania. Nowa opłata po prostu zmniejszy część przewagi podatkowej, którą auta na prąd miały nad samochodami spalinowymi.

Najważniejsza zmiana jest jednak inna: rządy zaczynają szukać sposobu, by kierowcy płacili za korzystanie z dróg niezależnie od tego, czym napędzają samochód. Dla państwa to próba załatania dziury w budżecie. A dla kierowcy? Kolejny rachunek do kolekcji.

REKLAMA

Zdjęcie główne wygenerowane z użyciem sztucznej inteligencji.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA