W tym mieście nie można skręcać w lewo. Chyba, że jest noc albo sobota, albo...
Jeżdżąc po świecie, lubię sobie przy okazji popatrzeć, jak robią to inni. Niektóre rozwiązania są genialne w swojej prostocie, jak na przykład sieć okresowych nakazów jazdy i zakazów skrętu.

Chodzi dokładnie o taką organizację ruchu, gdzie na wielu mniejszych i większych skrzyżowaniach obowiązują odpowiednie zakazy lub nakazy, ważne wyłącznie w określonych godzinach. W skrócie, przy spodziewanym dużym natężeniu ruchu można jechać wyłącznie prosto, natomiast przy mniejszym, np. wieczorami, można bez żenady skręcać i zawracać.
Nie jest to oczywiście fizyka jądrowa, ponieważ takie okresowe modyfikacje organizacji ruchu spotkałem również w Polsce - tyle, że nigdy i nigdzie na taką skalę. W tym przypadku akcja dzieje się w Rydze, gdzie ostatnio spędziłem kilka godzin przy okazji zlotu samochodów AvtoZAZ.
W ścisłym centrum w godzinach szczytu prawie nigdzie nie można skręcać w lewo
To chyba najbardziej oczywisty przejaw omawianej organizacji ruchu - kiedy ruch jest duży, najbardziej kolizyjne manewry są zabronione. Kierowcy mogą jechać jedynie prosto lub w prawo, natomiast nie mogą w lewo, bo to mogłoby skutecznie zatamować ruch na drodze.
Tak sytuacja wygląda na głównych drogach. W przypadku dróg poprzecznych, w większości przypadków na wylotach stoją nakazy skrętu w prawo, eliminując możliwość przecinania głównej drogi w poprzek. Inaczej mówiąc, można płynąć wyłącznie z prądem.
W wielu miejscach znaki zakazu i nakazu są uzupełnione tabliczkami, które wskazują godziny ich obowiązywania
Sam fakt tak mnogiego zakazywania i nakazywania nie jest niczym niezwykłym. Czym innym jest jednak sztywna zasada, a czym innym taka obowiązująca wyłącznie czasowo. W Rydze wiele znaków jest czynnych jedynie w określonych godzinach albo określonych dniach tygodnia.
Najczęściej spotykanym wariantem jest znak funkcjonujący wyłącznie w godzinach 7-22. Wtedy np. można jechać wyłącznie na wprost albo nie można skręcać w lewo. W godzinach wieczornych, nocnych i wczesnoporannych można już wszystko, bo ruch jest zdecydowanie mniejszy.



Czasami znak był ważny jedynie w dni robocze, kiedy przez większe stężenie samochodów lewoskręty mogły spowodować zamieszanie. W weekendy jest luźniej, dlatego kierowcom można pozwolić na więcej.
Wariantów może być nieskończenie wiele - można wyznaczyć konkretne dni, konkretne godziny albo jedno i drugie jednocześnie.

Taka dynamiczna organizacja ruchu znacznie poprawia płynność jazdy po mieście, ale ma też swoje duże wady
Z jednej strony, jest to bardzo sprytne w swojej prostocie rozwiązanie. Kiedy samochodów jest więcej, ruch na głównych drogach ograniczony jest do funkcji tranzytowej, tak aby wyeliminować jakiekolwiek zakłócenia. Wszystko płynie z prądem - nikt nie stoi w oczekiwaniu na przejazd, tylko wszyscy poruszają się do przodu.
Z drugiej zaś strony, chociaż rozwiązanie ma swoje plusy, rozchodzi się o to, aby plusy nie przesłoniły Wam minusów. Kiedy wszystkie ograniczenia w ruchu odpalone są jednocześnie, na głównych ciągach komunikacyjnych praktycznie nie da się skręcić w lewo albo zawrócić.
I to nie tak, że problem da się rozwiązać sposobem i skręcić trzy razy w prawo - na końcu labiryntu stoi znak nakazu skrętu w prawo, tak że po prostu wraca się z powrotem na ten sam kurs. I koniec.
Czy w Warszawie coś takiego miałoby szansę się przyjąć?
Myślę, że tak, ale wymagałoby to dłuższego przyzwyczajenia ludzi do takiego wynalazku. Do tej pory wszyscy byli kształceni w taki sposób, że jak nie wolno, to nie wolno i bez dyskusji. Wyjątki, jeżeli nawet były, to tak marginalne, że nie było warto im poświęcać czasu antenowego na wykładach teoretycznych.
Dla przykładu, aktualnie w warszawskim Śródmieściu w wielu miejscach obowiązuje stały zakaz skrętu w lewo, a przy małym natężeniu ruchu w późnowieczornych godzinach raczej nic nie stałoby na przeszkodzie, aby pozwolić skręcać we wszystkich kierunkach.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.