Volvo EX60 to samochód, który jest dla swojej marki w wielu kategoriach „naj”. O pewnej z nich nawet w Szwecji już nie pamiętają. Obejrzałem gorącą nowość na własne oczy.

680 KM i przyspieszenie od zera do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy. To wprost rewelacyjne wyniki, rodem z klasy naprawdę drogich aut sportowych. Niemal 700 KM jeszcze niedawno było parametrem zarezerwowanych dla aut z ceną zaczynającą się w okolicy miliona złotych, albo i mocno przekraczającą tę granicę. Teraz niepozorny, rodzinny SUV, który wjechał na scenę, oferuje tak wielkie stado elektrycznych koni, za mniej niż jedną trzecią takiej sumy.
Jeszcze nigdy nie było tak mocnego Volvo

Mogłoby się wydawać, że takie parametry będą powodem do dumy szwedzkiej marki - zwłaszcza że rywale spod znaku Mercedesa, Audi, a nawet BMW, aż tak mocni nie są (przynajmniej jak na razie). Ile w takim razie miejsca poświęcono tej informacji podczas hucznej, prasowej premiery EX60 w Sztokholmie? Ile zdań na ten temat powiedzieli ważni menadżerowie marki, występujący na wielkiej scenie?
Odpowiedź brzmi: ani trochę. Zero
O mocy i osiągach nie wspomniano nawet słowem. Nie powiedziano też nic o prowadzeniu, układzie kierowniczym ani o innych kwestiach, którymi interesują się tak zwani entuzjaści, wiedzący, że nie każde Spa jest rajem dla miłośników pielęgnacji ciała i pamiętający, kim był Colin Chapman. Czy to źle? Nie - po prostu to pokazuje, że dla firmy liczy się zupełnie co innego. Co dokładnie?
Przede wszystkim, podkreślano parametry dotyczące zasięgu i ładowania. Rzeczywiście mogą robić wrażenie: wprost mówiono o „końcu ery lęku przed zasięgiem (po angielsku ten zwrot brzmi zgrabniej: „end of range anxiety”). We wspomnianej najmocniejszej wersji, która choć zużywa najwięcej energii, ma też największą baterię, EX60 pokona według WLTP aż 810 km. Przypomnijmy: w ofercie są akumulatory o pojemnościach użytecznych 80, 91 i 112 kWh. Są zestawiane z silnikami o mocach odpowiednio 374, 510 i 680 KM. Bazowa wersja ma napęd na tył, ale - szczerze mówiąc - raczej nie zostanie hitem sprzedaży, bo dopłata zaledwie 13 000 zł załatwia nam jednocześnie więcej mocy, większy akumulator i napęd na cztery koła.

Skupiono się też na bezpieczeństwie (przeprojektowane pasy mają lepiej pasować osobom o różnych sylwetkach), opowiedziano o nowym superkomputerze sterującym większością funkcji auta i o tym, że dzięki sztucznej inteligencji można sprawniej dogadać się z autem. Do tego podkreślano znaczenie aktualizacji „over the air”, czyli „z chmury”. Samochód ma być aktualizowany bez przerwy, przez cały swój cykl życia - co oznacza, że po kilku latach będziecie jeździć wozem z zupełnie innymi funkcjami i możliwościami niż w dniu wyjechania z salonu. Ma też mieć sukcesywnie usuwane wady, a armia czujników na bieżąco analizuje sytuacje drogowe i przesyła dane dalej, co ma sprawić, że systemy wspomagające kierowce będą działać lepiej niż u rywali.
Miałem okazję zobaczyć Volvo EX60 na żywo

Można ubolewać, że jazda tak naprawdę nikogo już nie interesuje, a osiągi nie są „cool” (chociaż jednocześnie producenci produkują tak szybkie auta, jak nigdy wcześniej) i że to już nie jest samochód dla kierowcy. Prawda jest jednak taka, że EX60 zapewne i tak będzie przyjemnie jeździć, a potencjalny klient na ten wóz i tak nie miał nigdy plakatu z kierowcą wyścigowym w pokoju.
Jak EX60 - nazywany przez przedstawicieli marki wieloma przymiotnikami zaczynającymi się na „naj” (najważniejszy, najnowocześniejszy, no i oczywiście teoretycznie najlepszy z całej gamy) - wygląda na żywo? Jestem pod wrażeniem pracy stylistów Volvo. Niby od lat nie zmieniają zbyt wiele, nie wymyślają swoich aut na nowo, a jednak nowe modele i tak wyglądają atrakcyjnie i świeżo. EX60 to urodziwy samochód - owszem, zachowawczo i spokojnie narysowany, ale widać, że patrzymy na nowość. Szczególnie podoba mi się jego bok z „podciętą” linią szyb. Całość ma udane proporcje.

Pokazano też wersję Cross Country
Podobnie jak w przypadku EX30, wóz dostał bardziej „terenowe” akcenty w rodzaju nakładek na błotniki i bagażnik dachowy. To wszystko, wraz z możliwością zwiększenia prześwitu o 20 mm (za pomocą pneumatycznego zawieszenia) to idealna recepta, by zmniejszyć sobie zasięg. Umówmy się jednak, że punkty za styl - a tych z pewnością tu nie brakuje - są ważniejsze. Zwłaszcza że w kwestii zasięgu jest tu z czego schodzić. Cross Country jest bardziej „cool” - i o to chodzi.

Wnętrze jest bardzo minimalistyczne
Nowa, dwuramienna kierownica, ekran umieszczony za nią (bliżej szyby) i ekran główny. Oto właściwie całe wnętrze EX60. OK, są jeszcze indukcyjne ładowarki, pokrętło i dwa przyciski na środku na dole, pod wyświetlaczem. Niby to krok w przód pod kątem funkcjonalności względem np. EX30 - ale z drugiej strony, aby ustawić lusterka, znowu trzeba klikać przyciskami na kierownicy. Tego nie lubię.

Tradycyjnie dla marki Volvo, środek wygląda dobrze i „premium”, gdy jest jasny, a w ciemnych kolorach robi się trochę smutno i aż za prosto. Jest cienka granica między minimalizmem a skromnością. Materiały robią dobre wrażenie i są oczywiście tak bardzo eko i z recyklingu, jak tylko mogą być.

Ekran ma nie tylko nowy system operacyjny (nadal tworzony we współpracy z Google), ale i wykorzystuje nowy font, który ma być czytelniejszy i mniej odwracający uwagę kierowcy, a co za tym idzie, bezpieczniejszy. Na pierwszy rzut oka całość wygląda… po prostu zwyczajnie. I właśnie o to chodzi.

Volvo EX60 jest znacznie większe od XC60
W wielu domach elektryk zapewne zastąpi dobrze znane i lubiane XC60 - klienci, którzy się na to zdecydują, zauważą, że EX60 szczelniej wypełnia ich garaż (długość większa o 10 cm, sięgająca 480 cm), ale i docenią, że przekłada się to na większą ilość miejsca w drugim rzędzie. XC60 nie jest przepastne, a w EX60 nawet wysoki pasażer może rozsiąść się za wysokim kierowcą.

Duży jest także bagażnik (do 634 litrów po odpowiednim ułożeniu tylnej kanapy i z uwzględnieniem schowków pod podłogą). Do EX60 dobrze się wsiada, choć ma dziwne klamki, a fotele z przodu robią wrażenie wygodnych. Przy okazji nieźle wyglądają.

Czy to będzie przebój?
EX60 ma wszelkie argumenty, by świetnie się sprzedawać. Nie jestem pewien, czy aż tak, jak arcypopularne XC60 (zerknijcie za okno, na pewno jakieś gdzieś stoi), które w Polsce od 16 lat bez przerwy jest liderem segmentu premium - ale jeśli już jakiś elektryczny SUV ma być popularny, to właśnie ten - no i Tesla Model Y. Tyle że Tesla jest stara, a Volvo świeże. Owszem, jest też droższe (start od nieco ponad 280 tysięcy), ale to z drugiej strony tyle, co za XC60 plug-in.

Pozostaje jeszcze pytanie o to, jak jeździ - i choć to raczej nie jest tu najważniejsze, to ja mimo wszystko chętnie się przekonam.







































