Toyota: mamy za dużo modeli. Ja: pomogę w typowaniu
Największy producent samochodów na świecie szuka rozwiązań na poprawę swojej sytuacji. Dyrektor generalny Toyoty przyznał niedawno, że marce potrzebna jest redukcja gamy. Pobawmy się w wyliczankę - który model na naszym rynku może być niepotrzebny?

Podobno nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Toyota to przecież światowy lider przemysłu motoryzacyjnego - w 2025 r. sprzedała ponad 10,5 mln samochodów. Jednak mimo utrzymywania pozycji lidera też ma swoje problemy, które planuje rozwiązać.
Zamiast dużego wolumenu - zyski
Chociaż wyniki sprzedaży są godne pozazdroszczenia, to najważniejszym jest sam zysk, a nie wolumen sprzedaży.
Nowo mianowany prezes Toyoty Kenta Kon szuka sposobów na poprawę kondycji finansowej firmy, poprzez identyfikację utrzymujących się problemów wymagających rozwiązania. Po wizycie w centrach badawczo-rozwojowych zauważył, że inżynierowie mogą być zbyt obciążeni pracą w przypadku szerokiej gamy modeli i wersji. Szef największego na świecie producenta samochodów sugeruje, że rozbudowane portfolio mogłoby skorzystać na pewnych ograniczeniach:
Jeśli zwrócisz się do działu rozwoju, zobaczysz problemy, takie jak rosnąca liczba tworzonych specyfikacji i wariantów, co z kolei podnosi koszty. Jeśli w ramach tych działań istnieją obszary, które nie generują prawdziwej wartości dodanej lub w których praca nie jest wykonywana efektywnie, musimy się im bliżej przyjrzeć
Potrzebna jest zatem pewna redukcja - ale kto zostanie poświęcony?
Ene, due, rike, fake...
Jest za wcześnie, aby Toyota ujawniła, które modele mogą zostać wycofane. Wiemy jedynie, że koncept Lexus LF-ZC nie będzie już rozwijany i wprowadzany do produkcji - plany dotyczące elektrycznego sedana zostały odłożone na półkę z powodu "wahań popytu na rynku".
Nikt nam jednak nie zabroni rozważań na własną rękę. Toyota oferuje potężną liczbę różnych modeli na całym świecie, jednak naturalnie ograniczymy się do modeli oferowanych w Europie.
Jeżeli pan Kon stwierdziłby że "na pewno jeden model musi być wycofany z Europy", to wybór może być tylko jeden - Mirai. Ten model to obecnie bardziej pokaz technologii, niż faktyczny produkt, bardzo niszowy, który sprzedaje się w niewielkiej liczbie (586 szt. w całej Europie w 2025 r.). Do tego świat nie pomaga w rozwoju modelu - infrastruktura wodorowa nie rozwija się tak szybko, jak można by się spodziewać. Z czysto biznesowego punktu widzenia, lepiej zostać przy modelach elektrycznych, którym idzie coraz lepiej.

Kolejne modele już nie będą tak oczywiste. Osobiście wskazałbym model Highlander, gdyż szukając tak dużego SUV-a raczej nikt nie patrzy na Toyotę - albo szuka czegoś premium, albo wręcz przeciwnie, jak największego auta za rozsądne pieniądze, idąc w tym celu do salonów producentów z Chin. Wyniki sprzedaży zdaje się to potwierdzać, szczególnie porównując to z popularnym, mniejszym RAV4 - w 2025 r. na jednego Highlandera sprzedano 52 "rafki".

Na kolejnej pozycji można by ewentualnie wskazać któryś z dostawczaków pożyczonych od Stellantis - one bronią się wypełnieniem istotnego segmentu, kosztami produkcji (spadającymi na kogoś innego), ale także sprzedażą. Może dobrym kandydatem byłby osobowy Proace Verso, bo jest zbyt... osobowy.

Więcej o Toyotach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.