Toyota zrobiła skrzynię biegów w elektryku. Silnik zgaśnie, jak się zagapisz
Toyota doszła do wniosku, że najbardziej tęsknicie za ręczną skrzynią biegów, więc ją dostaniecie. Doznanie ma być tak realistyczne, że samochód zgaśnie, jak źle ruszycie. Szkoda tylko, że nadal mówimy o samochodzie elektrycznym.

Toyota postanowiła cofnąć się w czasie i złożyła wniosek patentowy, który ma sprawić, że wasz następny samochód elektryczny będzie udawał samochód sprzed lat. Otóż symulowana skrzynia biegów ma znacząco rozszerzyć katalog doznań, jakie można przeżyć w tym samochodzie. Według zgłoszenia patentowego jeżeli kierowca będzie źle zmieniał biegi, np. wrzuci bieg zbyt wcześnie, to samochód się zatrzyma, co ma symulować zgaśnięcie silnika. Wiecie, takie charakterystyczne szarpnięcie jak za dawnych lat.
Gdy wrzuci bieg zbyt wcześnie, to auto będzie wolniej nabierać mocy, dokładnie tak jak ma to miejsce w klasycznych manualach. Do tego auto ma umożliwić uczenie kierowcy i ocenę jego umiejętności za kierownicą. Sprawdzi, jak sobie radzisz z biegami, jak reagujesz na sytuacje na drodze i w zależności od twojego poziomu inaczej będzie aktywować funkcje bezpieczeństwa. Toyota tej kwestii nie opisała zbyt dokładnie, ale podejrzewam, że będzie to zakładało zwiększenie tolerancji czasowej i odległościowej przed interwencją systemu. Jeżeli system uzna, że jesteś amatorem, to automatyczne hamowanie rozpocznie się znacznie wcześniej. Jeżeli zaś będziesz miał lepsze umiejętności, to zainterweniuje później.
Takie rozwiązanie ma zwiększyć zaangażowanie kierowcy prowadzącego samochód elektryczny. Niektórzy z nich skarżą się, że samochody nie zapewniają odpowiedniego poziomu bodźców, odczuć, więc czas je dać kierowcy. To nie pierwsze tego typu rozwiązanie na rynku. Hyundai wprowadził symulowane biegi w swoich autach z literką N na końcu. Tam, gdy nie zmienisz biegu o czasie, to obroty wskakują na czerwone pole, a samochód przestaje przyspieszać, a ty czujesz to, co ostatni raz czułeś w manualu.
Wszystko spoko, ale może czas na prawdziwe doznania?
A nie można było po prostu wrócić do starej motoryzacji? Do zapachu palonego sprzęgła, do brutalnego wbicia trójki, gdy na obrotomierzu wskazówka trafia na czerwone pole? Do tego specyficznego uczucia, gdy operując nogami i rękami przed ciasnym zakrętem, czułeś się jak Lauda? Do czystej radości z jazdy? Automat jest szybszy, lepszy, człowiek nigdy nie zmieni tak szybko biegu, ale jednocześnie nie daje tyle radości. Rozwiązanie Toyoty jest ciekawe inne, ale co z tego, skoro to nadal udawanie. A przecież i tak żyjemy w udawanym świecie. Celebryci, influencerzy, makijaże, fotoszopy, by dobrze wyglądać w social mediach, liftingi, by oszukać starość. To wszystko nas otacza. I smutno mi się robi, bo dojdzie znowu udawanie.
Niedawno przejechałem się zwykłym autem, nic specjalnego. Ot E60 z trzylitrową benzyną i manualem, i czułem taką radość, jak dawno nie miałem. A przecież to wolnossące auto, zaledwie 7 sekund do setki, co jest wiecznością, a ja bawiłem się jak dziecko. To zmienianie biegów, zdenerwowanie, że za szybko lub za wolno wbiłem wyższy albo radość, że idealnie trafiłem w punkt z redukcją, sprawiły, że byłem naładowany pozytywnie na resztę dnia. Zero udawania, sama radość. I tego mi teraz brakuje w tych bezdusznych automatach. Owszem, mogę włączyć tryb manualnej zmiany biegów, ale to już nie jest to samo. Nie wiem, po co Toyota chce mnie oszukać, ale to się nie uda. Tej motoryzacji już nie ma albo jest w wersji dla najbogatszych, bo przecież Porsche 911 nadal można zamówić w manualu.
Samochody elektryczne są jak sprzęty AGD. Potrafią zachwycić designem, możliwościami, ale na końcu i tak liczy się tylko to, że potrafią zawieźć mnie z jednego punktu do drugiego. Wiem, że ich przełożenia są symulowane, że te dźwięki pochodzą z głośników, że znakomicie udają, że są czymś innym. Tylko w tym całym zalewie sztuczności mam już dość udawania. Toyoto, nie bój się, daj nam mocne spalinowe coupe z manualem, a nie jakieś biegi w elektryku na kiju.



















