REKLAMA

Po 40 tys. km porównał Teslę z dieslem. Oszczędnościom i naciąganiu kołdry nie było końca

Właściciel Tesli Model 3 prowadzący profil „Zmieniłem Diesla na Elektryka” pochwalił się na Facebooku rachunkami z 40 tys. km. Na paliwie zaoszczędził 6–8 tys. zł względem diesla. Tylko że jego wyliczenie ma pewne wygodne braki.

Po 40 tys. km porównał Teslę z dieslem. Oszczędnościom i naciąganiu kołdry nie było końca
REKLAMA

Wpis zdobył spore zasięgi na Facebooku, bo ma wszystkie elementy dobrej anegdoty. Konkretne liczby, kwoty, kategorie operatorów, średnie zużycie 17,5 kWh/100 km, trasy od 400 do 1600 km dziennie i obowiązkowa puenta o tym, że „elektryk nadaje się tylko po mieście, a u mnie 95 proc. to trasy”.

Autor zsumował wszystkie wydatki za prąd: Orlen, Elocity, Ionity, GreenWay, Supercharger, TeslaPass plus domowe ładowanie bez fotowoltaiki. Razem 9355,38 zł, z abonamentami 10 155 zł. Na 40 tys. km wychodzi 25 zł za 100 km, co niewątpliwie przemawia do wyobraźni.

Po stronie diesla na samo paliwo wyszłoby (według przyjętych przez autora liczb) 16 300–18 700 zł. Stąd spektakularny wniosek, że elektryk wyszedł taniej o 6–8 tys. zł. Duża różnica? Jak dotąd tak, dopóki nie przyjrzymy się bliżej tym liczbom.

Jabłka vs gruszki

Autor podaje, że jego Skoda Superb IV 2.0 TDI z 2024 r. spala średnio 6,2 l/100 km. I „internety” to mniej więcej potwierdzają, ale dla jazdy 140 km/h, którą sam zresztą zadeklarował. Tymczasem Tesla – wedle jego własnego wyliczenia – pokonywała trasę ze średnią 100–110 km/h razem z ładowaniem. Jadący w tym samym tempie diesel w nowej generacji Superba pali 4–5 l/100 km, co potwierdzają zarówno raporty użytkowników, jak i fora pasjonatów marki. Przy cenie 7 zł za litr to 11 200–14 000 zł, a nie 18 tys.

skoda 4x4

Czyli z początkowych 8 tys. różnicy wyparowała już ok. połowa. Gdy oba auta jadą tak samo, różnica topnieje do 1–4 tys. zł. Mniej niż jedna wymiana opon. No ale nadal sporo taniej.

Olej to nie bielizna, żeby go codziennie zmieniać

Autor chwali się dalej oszczędnością na „5 wymianach oleju (w tym pierwsza po 2 tys. km)”. Wiem, że ludzie mają różne „pasje”, a nadgorliwość w kwestii wymiany oleju nie jest wcale takim rzadkim zjawiskiem, ale bądźmy poważni.

Nowy Superb 2.0 TDI ma w standardzie interwał Long Life, który zakłada wymianę oleju maksymalnie co 30 tys. km lub raz na dwa lata. Przy 40 tys. km i takim okresie eksploatacji to dwie wymiany – nie pięć. „Pierwsza po 2 tys. km” to legenda forumowa, której producent nie wymaga. Ale nawet jeśli, to wykonanie jej dobrowolnie kosztuje ok. 250 zł, nie tysiąc. Dorzućmy roczny przegląd (jeden, nie dwa) i AdBlue przy 40 tys. km (do 200 zł).

Tesla co prawda nie ma sztywnego rocznego przeglądu w klasycznym sensie. Producent podaje tylko listę czynności z osobnymi interwałami. Realny koszt to 800-1200 zł rocznie według polskich źródeł, czyli ok. 2 tys. zł na 2 lata. Plus opony, które w Teslach znikają szybciej (3-4 tys. zł komplet co 20-40 tys. km – dla autora 1 komplet w okresie 40 tys. km).

Czyli taniej, ale…

Tu dochodzimy do pozycji pt. „wartość rezydualna”. A raczej sami musimy ją sprawdzić, bo autorowi jakoś wygodnie wypadła z zestawienia.

Tesla Model 3 Long Range RWD Highland (taka, jaką w poście przywołuje autor) kupiona w 2024 r. kosztowała w salonie 204 990 zł. Tesla od tamtej pory zrobiła dwie rundy obniżek cennikowych, a każda taka korekta uderza w wartość używanych egzemplarzy. Identyczny samochód z 40 tys. km na liczniku można dziś znaleźć za 140–150 tys. zł. Czyli względem ceny zakupu mówimy o stracie rzędu 55–65 tys. zł.

Skoda Superb 2.0 TDI 150 KM w wersji Selection z 2024 r. miała wyjściową cenę ok. 192 tys. zł. Dzisiaj sztuki z 40 tys. km wystawiane są za 150–160 tys. zł. Strata: 30–42 tys. zł.

Tesla traci po pierwszych dwóch latach o 25–30 tys. zł więcej niż Skoda w dieslu. Co oznacza, że nawet jeśli przyjęlibyśmy te sześć tysięcy oszczędności na paliwie, które wyliczył autor, to taka kwota nadrabia zaledwie ok. 1/3 różnicy w wartości rezydualnej. Dla formalności dodam, że z czasem te straty rozjeżdżają się jeszcze mocniej.

I to jedno zdanie, które autor wpisu sam rzucił

Na koniec cytat, który najwyraźniej rozumiemy inaczej. Dla autora to żaden problem, dla mnie jednak trochę tak.

„Najciekawsze jest to, że przez całe 40 tys. km czas spędzony na ładowaniu wyniósł u mnie 1934 minuty, czyli około 32 godziny. To mniej więcej 4 dni robocze”.

Cztery dni robocze życia z kablem w aucie. Dla kogoś, kto dużo jeździ, to konkret. Czas, w którym dieslem byłby już dawno z powrotem, po obiedzie i wyspany.

Tesla Model 3 to dobry elektryk. Tani w użytkowaniu, szybki, cichy, coraz tańszy w polskim cenniku. I właśnie dlatego, gdy rozliczamy go uczciwie, musimy zerknąć też na sam dół tabelki – w pole pt. „amortyzacja”.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-23T13:58:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-23T11:23:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T22:50:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T18:09:07+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T17:11:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T13:23:57+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T11:10:29+02:00
Aktualizacja: 2026-05-22T11:07:01+02:00