Tesla brnie w swoje brednie. Ja nucę pod nosem hit Britney Spears

Tesla mogła dostać holenderskie zatwierdzenie dla Full Self-Driving na bazie statystyk, które badacze nazwali marketingiem. Teraz te same liczby trafiły do Szwedów i nagle przestało iść jak po maśle.

Tesla brnie w swoje brednie. Ja nucę pod nosem hit Britney Spears

Są takie piosenki, które wracają w najmniej spodziewanym momencie – i w przypadku Tesli idealnie pasuje nieśmiertelny hit z początku tego stulecia. „Oops, I did it again", śpiewała ćwierć wieku temu Britney Spears, a firma Elona Muska zdaje się traktować to jako instrukcję i przepis na sukces. Raz się udało, może uda się znowu.

Reuters, korzystając z wniosku o dostęp do dokumentów, dotarł do korespondencji firmy z regulatorami i okazało się, że do wniosków o zgodę na FSD dołączano te same kontrowersyjne dane, które agencja rozebrała na części miesiąc wcześniej. Pisałem o tym rozbieraniu tutaj.

W skrócie: Tesla od lat powtarza, że FSD jest nawet dziesięć razy bezpieczniejsze od człowieka. Reuters pokazał te wyliczenia jedenastu badaczom bezpieczeństwa ruchu i dziesięciu uznało je za marketing, a nie rzetelną analizę. Powód jest prozaiczny – po stronie Tesli do statystyk trafiają poważne zdarzenia z odpaleniem poduszek, a po stronie danych federalnych liczy się znacznie szerszy wachlarz stłuczek. Porównuje się więc poważne kraksy z każdym otarciem lakieru, a wynikiem jest prezentacja z opisem cudownej technologii ratującej miliony żyć.

Czy Holendrzy się nabrali?

W listopadzie 2024 roku Tesla wysłała do holenderskiego RDW pismo, w którym twierdziła, że częstsze korzystanie z FSD prowadzi do bezpieczniejszych dróg, i dorzuciła link do swojego raportu. Po ponad roku RDW zatwierdził system w Holandii. Stało się to 10 kwietnia 2026 roku, a teraz holenderska agencja stara się o zgodę dla całej Unii w imieniu Tesli.

RDW broni się, że decyzja o zatwierdzeniu nie opierała się na marketingowych deklaracjach ani zewnętrznych statystykach, bo urząd prowadzi własne testy na drogach i torach. Brzmi rozsądnie. Tyle że nie usłyszeliśmy odpowiedzi na pytanie, czy to, ile warte są amerykańskie dane Tesli, było w ogóle sprawdzane. Innymi słowy, zrobiliśmy swoje, ale czy cudze bzdury weszły do akt i wpłynęły na decyzję, to już wolimy nie komentować.

Tuż po holenderskim zielonym świetle menedżer Tesli Ivan Komusanac napisał do szwedzkiego urzędu z prośbą o podobne zatwierdzenie. Do maila dołączył prezentację z twierdzeniem, że auta na FSD przejeżdżają ponad siedem razy dłuższy dystans między kolizjami niż przeciętny amerykański kierowca. W tej samej prezentacji padły liczby jeszcze bardziej spektakularne: że FSD mogłoby uratować 32 000 osób i zapobiec 1,9 miliona obrażeń.

znika Full Self-Driving

Skąd takie cyfry? Z założenia, które trudno czytać bez uśmiechu politowania. Badacze ustalili, że taka teza zakłada wymianę wszystkich pojazdów w USA na tesle z FSD, łącznie z motocyklami i ciężarówkami. Czyli policzono świat, w którym tir wjeżdża na autostradę jako elektryczny SUV z autopilotem, a kurier rozwozi paczki teslą zamiast skuterem. Tak, proszę Państwa, robi się marketing!

Skandynawia z umiarkowanym zaufaniem

I tu robi się ciekawie, bo Szwedzi nie kupili tego w ciemno. Anders Eriksson ze szwedzkiego urzędu transportu stwierdził, że regulatorzy patrzą dalej niż na same nagłówkowe liczby. Norweg Stein-Helge Mundal poszedł dalej i odpisał teslowym entuzjastom dopominającym się o zgodę, że dane są samodzielnie produkowane przez firmę, więc trudno postrzegać je jako odpowiednik oficjalnych statystyk wypadków. Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu też nie zostawiła na tym suchej nitki: jej przedstawiciel Dudley Curtis uznał, że jeśli Tesla chce twierdzić cokolwiek o bezpieczeństwie, niech odda swoje dane na uczelnię i podda je niezależnej recenzji naukowej. Potem pogadamy.

Można tylko domniemywać, czy materiał Reutersa i śledztwo dziennikarskie miały wpływ na zwiększoną ostrożność kolejnych urzędników. Na pewno nie zaszkodziły – tak jak na pewno nie zaszkodzi dokładniejsze zbadanie liczb podsyłanych przez Teslę, jak i samej technologii.

Stawka jest spora

Zatwierdzenie FSD w Europie Tesla traktuje jako sposób na odzyskanie rynku, który w zeszłym nie był dla niej łaskawy. Dla zgody ogólnounijnej trzeba głosów krajów reprezentujących 55 procent państw i 65 procent ludności bloku. Można też zbierać kraj po kraju i właśnie taką „boczną drogą” FSD przeszło już w Holandii, na Litwie, w Belgii oraz w Danii.

Co z tego wynika? Tyle, że jedna europejska instytucja nie zapytała głośno o jakość liczb, co w połączeniu z wynikami śledztwa dziennikarskiego ciągnie za sobą szereg wątpliwości. Kilka innych zaczęło zadawać niewygodne pytania. Różnica między prezentacją a dowodem jest dokładnie tym, co Curtis ujął najkrócej: dane można zweryfikować naukowo albo zostawić na slajdzie jako hasła marketingowe. Tesla na razie wybiera slajdy.

Cała ta historia to nie spór o kilka procent w statystykach. To pytanie, czy urząd, który ma chronić ludzi na drodze, da się przekonać ładnym wykresem, czy jednak poprosi o surowe dane. Piosenka Britney sprzed lat pasuje tu zaskakująco dobrze: „Ups, zrobiliśmy to znowu!”. Pytanie, czy następnym razem ktoś powie „sprawdzam”, zanim slajd stanie się decyzją. I czy znów będzie do tego potrzebna afera dziennikarska.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.