To już przesądzone. Tak będą wyglądać nowe tablice rejestracyjne
Ministerstwo Infrastruktury odwraca kolejność znaków na skróconych tablicach rejestracyjnych i dorzuca do puli ćwierć miliona nowych numerów. Powód jest zaskakująco prozaiczny, a winne są auta zza oceanu. Projekt trafił już do rządowej maszyny legislacyjnej, choć na podpis jeszcze poczeka.

Skrócone tablice wyglądają fajnie, ale same z nimi problemy. Nie dla użytkowników, bo im akurat gładko wpasowują się w fabryczną wnękę. Dla państwa. Małe blachy istnieją od 2018 roku i narobiły dużego problemu. Przed lipcem 2018 nie było dostępnych mniejszych tablic. Właściciele aut z USA i Japonii mieli tylko dwa wyjścia: montować standardową polską blachę i wyginać ją albo kombinować z zamiennikami. Wyginanie było zresztą karane mandatem.
Później pojawiły się mniejsze tablice i sprawa na chwilę przycichła. Taki skrócony numer ma tylko jedną literę województwa i trzy znaki wyróżnika pojazdu. Mniej pól to mniej kombinacji, a Polacy pokochali sprowadzanie aut ze Stanów i Japonii tak bardzo, że pula numerów zaczęła się kończyć. Najszybciej na Mazowszu, gdzie nawet dorzucenie litery A obok warszawskiego W niewiele dało, bo kody znów są na wyczerpaniu.
Skala tego importu robi wrażenie. Według danych w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku zarejestrowano w Polsce ponad 46 tys. używanych aut z samych Stanów – ok. 7 procent więcej niż rok wcześniej. USA awansowały już na trzeci najważniejszy kierunek importu samochodów nad Wisłę.
Ćwierć miliona kombinacji
Ministerstwo wymyśliło sprytne rozwiązanie tego problemu. Zamiast dokładać znaki na i tak ciasnej tablicy, postanowiono je po prostu przestawić. Wyróżnik pojazdu wędruje na lewo, tuż za symbol unijny, a litera województwa ląduje na samym końcu, po prawej. Ta sama liczba pól, ten sam rozmiar blachy, a pula możliwych kombinacji rośnie. W uzasadnieniu projektu resort podaje 255 852 dodatkowe numery rejestracyjne w skali kraju.
Litera województwa przestaje otwierać numer, a od teraz może go też zamykać. Dla przeciętnego kierowcy to raczej kosmetyczna zmiana, bo skróconych tablic nadal nie zobaczy zbyt często, ale dla właściciela Dodge'a czy RAM-a jak najbardziej realna. Z kolei urzędnikom odpadnie sesja gimnastyki przy wynajdowaniu dostępnych numerów.

Co ważne, stary układ z literą województwa na początku wcale nie znika, bo przepis dopuszcza oba równolegle. Nie będzie więc konieczności wymiany dotychczasowych blach. Stary i nowy wzór mają funkcjonować jednocześnie, a właściciele obecnych skróconych tablic zachowują swoje numery. To tylko dorzucenie drugiego wzoru do obiegu.
Idzie jak po grudzie
Warto to rozłożyć, bo nie jest tak, że przepis już obowiązuje. Pierwsze podejście resort zaliczył w czerwcu, ale okazało się ono falstartem. Wtedy w papierach widniała nawet data wejścia zaplanowana na 10 czerwca, która okazała się pobożnym życzeniem, bo prace przerwano. Część zapisów z pierwotnego projektu wymagała zgłoszenia do Komisji Europejskiej, co potrafi rozciągnąć procedurę na miesiące.
Ministerstwo zrobiło więc sprytny zabieg. Nietechniczną część pierwotnego pakietu wprowadziło osobno trzeciego lipca, a sam odwrócony układ tablic z rysunkami technicznymi wydzieliło do osobnego projektu, datowanego na 18 sierpnia. Rzecz w tym, że rysunek techniczny na tablicy oznacza notyfikację w Komisji Europejskiej, więc ten mniejszy projekt musi przejść przez Brukselę, zanim minister go podpisze.

A zatem dokument realnie istnieje, mieli się w rządowej ścieżce legislacyjnej i ma jasno opisaną specyfikację. Ale między projektem a podpisem ministra oraz wpisem do Dziennika Ustaw jest jeszcze kawałek drogi, którą trudno przyspieszyć.
Zamieszanie z tablicami
Jest jeszcze jeden wątek, który łatwo omyłkowo podpiąć pod te zmiany. Dwa powiaty, chełmiński i tarnogórski, dostały nowe wyróżniki dla tablic, w tym dla pojazdów zabytkowych. To jednak zupełnie inna, wcześniejsza nowelizacja. Dla właściciela leciwego malucha czy warszawy informacja warta zapamiętania, dla reszty świata ciekawostka na poziomie krzyżówki panoramicznej.
Zmiana tablic nie bierze się z wizji urzędników, mody czy unijnej dyrektywy. Wymusiła ją proza życia. Ktoś w warszawskim urzędzie policzył, że numery zaraz się wyczerpią, napisał pismo i uruchomił machinę, która przemebluje polskie blachy.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.