80 km/h na autostradach w całym kraju. Poważnie rozważają ten ruch
Limit prędkości 80 km/h na całej sieci autostrad w kraju? To niestety możliwe. I to nie dla bezpieczeństwa, nie dla klimatu, tylko po to, żeby było co wlać do baku. Szwajcaria przygotowuje się na sytuację kryzysową, a dokument już krąży po urzędach.

Wygląda to absurdalnie, przynajmniej do momentu zajrzenia do szwajcarskich magazynów paliwa. Federalny urząd ds. zaopatrzenia gospodarczego kraju (OFAE) ocenia sytuację z ropą jako „bardzo napiętą”. Efektem jest dokument, który trafił do konsultacji w administracji – pomysł, żeby maksymalną prędkość na autostradach ściąć ze 120 do 80 km/h. Na razie to wewnętrzne uzgodnienia, a nie decyzja. Ale sam fakt, że ktoś to rozpisał i rozesłał, wiele mówi o nastrojach w Bernie.
Chodzi o oszczędności w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu. Pod koniec października Szwajcaria uruchomiła rezerwy obowiązkowe: 45 mln litrów oleju napędowego, czyli niecałe 4 proc. zapasów, z terminem do 22 listopada. Wcześniej urząd sięgał już po rezerwy nafty lotniczej. Tyle że to plasterek, a nie lekarstwo. Dlatego na zapleczu pojawia się wolniejsza jazda, bo mniej gazu oznacza mniej spalonego diesla i wolniej pustoszejące magazyny.
Kłopoty w raju
Skąd te problemy w kraju, który słynie z porządku? Złożyło się na to kilka powodów naraz. Ren ma tak niski stan, że ledwo umożliwia ruch barek, a dostawy rurociągiem z południa Francji opóźniły się po ulewach. We wrześniu stanęła dodatkowo rafineria w Cressier. Do tego dochodzą napięcia wokół Zatoki Perskiej i raz po raz zamykana kolej w dolinie Renu. Paliwo fizycznie istnieje, tylko ma problemy z dotarciem na miejsce.
Przed wprowadzeniem twardego nakazu Berno sięga po łagodniejszy repertuar. Pojawiają się apele o dobrowolne oszczędzanie, zachęty do wspólnych dojazdów i przesiadki do transportu publicznego. Jeśli to nie wystarczy, do gry może wejść odgórne 80 km/h na autostradach.

Najlepsze jest to, że urząd nie podał nawet, ile dzięki temu zaoszczędzi. Policzyli to za niego inni. Według TCS obniżenie prędkości ze 120 do 80 km/h to mniej więcej 1-1,2 litra na 100 km, czyli jakieś 11-13 mln litrów miesięcznie w skali kraju. Stowarzyszenie ATE idzie dalej i mówi o 0,5-1 mln litrów dziennie. Nawet w tym najbardziej optymistycznym wariancie odłożenie tylu litrów, ile właśnie wypuszczono z rezerw, zajęłoby od półtora do trzech miesięcy.
Objazd procedur
Gdyby niedobory się pogłębiły, limitu nie trzeba by przepychać przez parlament. Rada Federalna mogłaby go wprowadzić rozporządzeniem. Szybko, odgórnie, na czas kryzysu. Kierowcy dowiedzą się pewnie z radia.
Przejechanie stu kilometrów autostradą przy 120 km/h zajmuje około 50 minut. Przy 80 km/h jest to już 75 minut. Paradoks jest taki, że wolniej niekoniecznie znaczy gorzej dla ruchu: federalny urząd drogowy od lat testuje 80 km/h na najbardziej zatłoczonych odcinkach i utrzymuje, że poprawia to płynność ruchu. Nie wiadomo natomiast, czy limit objąłby tylko spalinówki, czy również elektryki.
To zresztą nie pierwszy raz, gdy Szwajcaria zwalnia z konieczności. W 1973 roku, w czasach kryzysu naftowego, Rada Federalna wprowadziła ograniczenie do 100 km/h na autostradach i niedziele bez samochodu, które szybko zamieniły się w pikniki na pustych jezdniach. Ropy wtedy realnie nie zabrakło – po prostu mocno zdrożała. Pół wieku po kryzysie wraca ten sam odruch: odpowiedzią na braki paliwa ma być nakaz zdjęcia nogi z gazu.
Szwajcaria nie jest sama
Pomysł wisi w europejskim powietrzu od dawna. Eksperci Banku Światowego rekomendują wyraźne obniżenie limitów prędkości na drogach szybkiego ruchu, w imię bezpieczeństwa. W Niemczech Zieloni od lat wracają z projektem ograniczenia na autobahnach. W samej Szwajcarii temat też dzieli: ekolodzy od dawna naciskają, by iść dalej, a prawica ostrzega przed kosztami dla gospodarki. Berno dokłada do tego świeży argument, którym jest wizja pustego baku.

A u nas? Jak pokazują obserwacje z polskich autostrad, mało kto korzysta z obowiązującego limitu. Większość kierowców jeździ wolniej. Gdyby rząd chciał oszczędzić krajowi paliwa, wystarczyłoby nie robić nic. I tak już zwalniamy – dobrowolnie i bez rozporządzeń.
Szwajcarski scenariusz jest więc mniej egzotyczny, niż się wydaje. Prędkość najłatwiej ściąć rozporządzeniem i najtrudniej jej bronić, nie wychodząc przy tym na pirata drogowego. Raz Szwajcarzy już to przećwiczyli i świat się nie zawalił. Tyle że wtedy było to kilka niedziel, a nie o 1/3 niższy limit na czas nieokreślony.
80 km/h na autostradach w całym kraju to wciąż czarny scenariusz z urzędniczej szuflady. Tylko takie szuflady w kryzysie otwierają się zaskakująco łatwo.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.