REKLAMA

Na autostradach dochodzi do marnotrawstwa. Tysiące kierowców gardzą luźną dyszką

Nikt w Polsce nie czeka na podwyższenie limitu prędkości na autostradzie. W zasadzie można go śmiało obniżyć i nikt nie zapłacze. Potwierdzają to obserwacje z OPP.

Na autostradach dochodzi do marnotrawstwa. Tysiące kierowców gardzą luźną dyszką

Przejechałem w weekend przez trzy odcinkowe pomiary prędkości na autostradzie A1 i nie nadążałem ocierać łez wzruszenia z policzków. Nie spotkałem ani jednego kierowcy, który pragnąłby wykorzystać dostępny limit prędkości, i to było piękne.

Jeśli ktoś uważa, że trzeba podnieść obowiązujący na autostradach limit prędkości, to doznał rozłączenia z Wszechmogącym i chyba nigdy nie jechał polską autostradą. 99,99 proc. kierowców jedzie znacznie poniżej formalnej możliwości, a z tymi nielicznymi, którzy potrzebują więcej prędkości, właśnie sobie poradzono.

Autostrada A1 pod czułym nadzorem

Niedawno pisałem, że wielu kierowców obudzi się w lipcu w nowej rzeczywistości drogowej. Jeśli nie podróżują zbyt często po Polsce, mogli nie zetknąć się z ostatnim dobrodziejstwem, czyli z wysypem odcinkowych pomiarów prędkości. Dla wiecznie spieszących się oznaczają one zupełnie nowy rodzaj podróżowania.

OPP pojawiły się na drogach ekspresowych i autostradach. Ich prawdziwa inwazja, dzięki wsparciu finansowemu z KPO, nastąpiła w ostatnim roku.

Na odcinku autostrady A1 między Łodzią a aglomeracją śląską, którym ostatnio jechałem, napotkałem trzy odcinkowe pomiary prędkości, które ciągnęły się kilometrami. Było to piękne przeżycie, bo OPP to najlepszy wynalazek do dyscyplinowania polskich kierowców, ale domyślam się, że wielu z nich teraz płacze.

Jeśli ktoś do każdego ograniczenia prędkości dokładał +30 km/h albo najlepiej + „ile fabryka dała”, po przejeździe z takim natężeniem OPP mógł doznać szoku i może już nawet zapisał się do jakiejś skrajnej formacji politycznej i zaczyna walczyć o szeroko rozumianą wolność.

Pozostałym 99,99 proc. kierowców OPP nie robi kompletnie nic. Nie potrzebują nawet obecnego limitu prędkości na autostradzie, podejrzewam, że nawet nie wiedzą, ile wynosi.

OPP leczy chorobę prędkości

Łączna długość OPP na autostradzie A1 między aglomeracją śląską a Łodzią to około 50 km w jednym kierunku. Nie są to jedyne OPP na tej autostradzie. Długość monitorowanych odcinków wymusza całkowicie inny styl jazdy, taki miły, a nie bucowaty.

Nie opłaca się przekraczać prędkości nawet poza OPP, bo kilometrów, na których da się prędkość przekraczać bez czujnego oka kamery, zostało już niewiele. Szybsza jazda na odcinkach poza obszarem monitorowanym nie wpłynie na czas podróży.

OPP w Polsce, lipiec 2026 r. Źródło: CANARD

Kierowcy jadą grzecznie, jest miło, pięknie, kulturalnie i bezpiecznie. OPP wprowadzają nas w cywilizowany świat. A jednocześnie pokazują, że polski limit prędkości na autostradzie jest zbyt wysoki.

Nieosiągalne 140 km/h

Na każdym z tych monitorowanych odcinków kierowca jadący z prędkością równą limitowi, czyli 140 km/h, wyprzedziłby wszystkich z łatwością. Tylko że tak szybko jadących kierowców w ogóle nie było.

Mimo że na autostradzie obowiązywał limit prędkości 140 km/h dla samochodów osobowych, nikt nie miał ambicji, żeby do niego dobić. Większość pojazdów podróżowała ze stałą prędkością licznikowych 130 km/h, a sporo jechało wolniej. Tysiące mijanych pojazdów i nikt nie potrzebował jechać szybciej.

Kierowcy nie chcą jechać szybciej, bo w wielu naszych autach przy prędkości 140 km/h jest niefajnie, głośno i mało stabilnie, a auto zużywa więcej paliwa. Zgaduję też, że wielu z mijanych kierowców nawet nie wiedziało, z jaką prędkością może się poruszać.

Skoro odcinek jest monitorowany, a na znaku informującym o jego początku nie jest podany limit prędkości, to może lepiej dla pewności jechać wolniej? Tak robili i nikomu to nie przeszkadzało.

Opowieści o podwyższeniu limitu

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak jeszcze w lutym tego roku nie wykluczał podniesienia limitu prędkości na autostradach, tak do 150 km/h. Ta myśl przyświecała mu szczególnie w przypadku dróg z trzema pasami ruchu w jednym kierunku, czyli wypisz, wymaluj autostrady A1 na opisywanym fragmencie.

Panie ministrze, pan się nie wysila. Wiemy, że sąsiedzi Czesi wprowadzili testowo taki podniesiony limit, ale na razie sami nie potrafią sprecyzować wniosków z tego pilotażu. Nie wiedzą, czy z prędkością 150 km/h na niewielkim fragmencie żyje im się lepiej, czy gorzej. Podpowiem: gorzej, bo to niczemu pożytecznemu nie służy.

Po tym, co dzieje się na naszych autostradach, widać, że nikt na żaden wyższy limit nie czeka. 140 km/h to aż za dużo i możemy przestać się wygłupiać i ten limit obniżyć z powrotem do 130 km/h.

Zyskalibyśmy niższą średnią przelotową u tych wszystkich lotników, którzy dodają stały naddatek do ograniczenia prędkości, a tym samym spokojniejszy ruch. Zapewniam, że nikt nie oczekuje 150 km/h i nikt nie zatęskni za 140 km/h. To dla większości kierowców i tak jest za szybko.

Grzegorz Karczmarz
Redaktor

Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.