Stolica policzyła hałaśliwych. 1 419 290 zł w mandatach
Warszawska drogówka podliczyła polowanie na głośne wydechy od marca do października. Bilans: 4592 skontrolowane pojazdy, 3382 mandaty i grzywny na łączną kwotę 1 419 290 zł. Tyle że sonometr, a więc bohater całej akcji, poszedł w ruch zaledwie 104 razy.

Komenda Stołeczna Policji ogłosiła 15 października bilans akcji „Ciche Miasto”, prowadzonej w Warszawie od marca. W komunikacie nie zabrakło konkretów: 4592 skontrolowane pojazdy, 3382 mandaty karne na 1 419 290 zł, 143 zatrzymane prawa jazdy i 477 zatrzymanych dowodów rejestracyjnych. Do tego 104 badania sonometrem, 76 przypadków naruszenia wymagań ochrony środowiska oraz 144 sprawy skierowane do dalszego postępowania, w tym do sądu.
Półtora miliona robi wrażenie, ale kiedy podzielimy jedno przez drugie, wychodzi już mniej spektakularne 419,66 zł średnio na jeden mandat. Z drugiej strony na każde 100 kontroli przypadały prawie 74 mandaty, więc warszawska drogówka raczej nie zatrzymywała na chybił trafił.
Sonometr siedział w radiowozie
Przy 4592 kontrolach sonometrem wykonano raptem 104 pomiary. Czyli mniej więcej jeden pomiar na 44 zatrzymane pojazdy. Reszta to normalna robota drogówki: prędkość, agresja za kierownicą, stan techniczny. KSP zresztą sama zastrzega, że „Ciche Miasto” to nie wyłącznie walka z hałasem. Ta nazwa to chyba tak dla niepoznaki.

Podobnie wygląda sprawa dowodów rejestracyjnych. Zatrzymano 477, z czego 76 w związku z naruszeniem wymagań ochrony środowiska, w tym nadmiernym hałasem niesprawnych lub przerobionych układów wydechowych. To niespełna 16 proc. puli. Czy wszystkie 76 przypadków wynikało z pomiaru sonometrem, komunikat nie rozstrzyga.
Kiedy auto jest za głośne
Głośność samochodu zależy od tego, co stoi w papierach. Rozporządzenie o warunkach technicznych pojazdów wymaga, żeby poziom hałasu zewnętrznego mierzony na postoju z odległości 0,5 m nie przekraczał wartości ustalonej w homologacji o więcej niż 5 dB(A). Pojazdy bez homologacji rozlicza tabela z załącznika nr 1: 93 dB dla silnika o zapłonie iskrowym i 96 dB dla samoczynnego.
Gdy pomiar wypadnie źle, dowód rejestracyjny zostaje w radiowozie. Podstawą jest art. 132 ust. 1 pkt 1 lit. c Prawa o ruchu drogowym, czyli uzasadnione przypuszczenie, że pojazd narusza wymagania ochrony środowiska. Policjant nie może wówczas zezwolić nawet na siedmiodniową jazdę. Górna granica grzywny z art. 97 Kodeksu wykroczeń wynosi 3000 zł.
Przeglądy? A na co to komu?
Na stacji kontroli pojazdów kwestia hałasu właściwie nie istnieje. Diagnosta ogląda układ wydechowy i ocenia go organoleptycznie, a po miernik sięga dopiero wtedy, gdy coś mu zabrzmi podejrzanie. RPO zauważył, że ludzki słuch nie jest przyrządem pomiarowym, a Ministerstwo Infrastruktury odpowiedziało w kwietniu 2025 r., że zmiany w badaniach technicznych nie są planowane. O tym, co dałby obowiązkowy sonometr na przeglądzie, pisaliśmy już zresztą jakiś czas temu.
Wychodzi z tego układ, w którym auto z wyciętym tłumikiem może nieniepokojone przejść badanie techniczne, a potem wjeżdża w Marszałkowską prosto pod patrol z miernikiem. I oprócz dwóch stówek za przegląd dopłaci jeszcze kilka za decybele.

Warszawa nie wymyśliła tego sama
Stołeczne kontrole wpisują się w szeroko zakrojone zaciskanie pętli wokół kierowców. Krajowe fotoradary produkują mandaty w tempie, o jakim drogówka może tylko pomarzyć. Za granicą bywa jeszcze dziwniej: w Minnesocie karę za zbyt głośny wydech dostał kierowca elektryka, który wydechu nie ma w ogóle.
„Ciche Miasto” nie ma daty końcowej, a komenda stołeczna nie zapowiedziała jej nawet orientacyjnie. Póki co kontrole koncentrują się na Marszałkowskiej, Grzybowskiej, Królewskiej i Świętokrzyskiej, w Alejach Jerozolimskich oraz wokół placów Grzybowskiego, Teatralnego, Zamkowego i Piłsudskiego. W akcji biorą też udział patrole nieoznakowane. Kto wymienił tłumik na coś, co słychać trzy przecznice dalej, dostał właśnie 4592 powody do namysłu.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.