REKLAMA

Kupujesz osobówkę, płacisz jak za busa. Znaczenie ma jedna rzecz

Na jednej z motoryzacyjnych grup rozgorzała dyskusja o nowym Mercedesie VLE, który w niektórych konfiguracjach cierpi na lekką nadwagę. Postanowiliśmy sprawdzić, co na ten temat tak naprawdę mówią przepisy.

Kupujesz osobówkę, płacisz jak za busa. Znaczenie ma jedna rzecz
REKLAMA

Pretekst był prosty. Ktoś wrzucił zdjęcie świeżo zaprezentowanego elektrycznego vana Mercedesa i okrasił to hasłem, że „takim czymś i tak nie pojedziesz na zwykłym prawku”. Pod spodem rozkręciła się klasyczna internetowa rąbanka: jedni twierdzili, że elektryk to elektryk i kategoria B wystarczy zawsze, drudzy – że powyżej 3,5 tony kończy się zabawa i zaczyna kurs na ciężarówkę. Jak to zwykle bywa, prawda leży gdzieś pomiędzy, a konkretnie w ustawie.

Zacznijmy od źródła, czyli ustawy o kierujących pojazdami. Artykuł 6 mówi, że kategoria B uprawnia do kierowania pojazdem samochodowym zasilanym paliwami alternatywnymi o DMC powyżej 3,5 t, ale nieprzekraczającej 4250 kg. Warunek jest prosty – przekroczenie progu musi wynikać z zastosowania paliw alternatywnych. Po ludzku: jeśli auto jest cięższe wyłącznie dlatego, że dźwiga na pokładzie potężny akumulator, urząd przymyka oko.

Tylko że to nie wszystko. Ustawa dorzuca dwa warunki, które łatwo przeoczyć w euforii. Po pierwsze, informacja o przekroczeniu masy musi być wpisana do dowodu rejestracyjnego. Po drugie, kierowca musi mieć prawo jazdy kategorii B od co najmniej dwóch lat. Świeżo upieczony posiadacz prawka odpada, choćby bardzo chciał.

Wróżenie z fusów

To co z tym Mercedesem, od którego cała awantura się zaczęła? VLE to samochód klasy M, czyli pojazd osobowy, a nie typowy dostawczy blaszak. Producent na razie nie opublikował oficjalnego DMC w polskim cenniku, więc dyskusja o tym, czy konkretna wersja przekracza 3,5 tony, opiera się bardziej na szacunkach niż na rubryce w dowodzie. Przed ogłoszeniem, że „na pewno zmieści się na kat. B”, wypadałoby poczekać na homologację.

Bo właśnie wokół klasy pojazdu toczy się najciekawszy spór. Część komentatorów upiera się, że przywilej 4250 kg dotyczy wyłącznie pojazdów do przewozu rzeczy, czyli kategorii N. Natomiast ustawa pisze wyłącznie o „pojeździe samochodowym” i nie wspomina ani słowem o ograniczeniu do dostawczaków.

Załóżmy jednak, że gwiazdy się ułożą: dwuletni staż jest, wpis w dowodzie jest, masa mieści się w widełkach. Można jechać. I tu pojawia się druga część rozterek z grupy – co z opłatami drogowymi?

Jak to jest z tym e-TOLLem?

Tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, bo internet notorycznie je miesza. Obowiązek opłaty elektronicznej w systemie e-TOLL wynika z ustawy o drogach publicznych. Jej artykuł 13 nakłada opłatę za przejazd drogami krajowymi na „pojazdy samochodowe” o DMC powyżej 3,5 tony. Definicja pojazdu samochodowego z kodeksu drogowego jest banalnie szeroka: to każdy pojazd silnikowy zdolny przekroczyć 25 km/h, z wyłączeniem ciągnika rolniczego. Nie ma tam ani słowa o podziale na osobowy i ciężarowy.

autopay etoll czy działa

To mamy ustalone. Owszem, samochody osobowe bywają zwolnione z e-TOLL, ale w praktyce chodzi o auta do 3,5 tony, które i tak nie łapią się na próg. Powyżej 3,5 tony rzecz wygląda inaczej. Ustawowy katalog zwolnień z opłaty elektronicznej obejmuje służby, wojsko, ratownictwo i zarządców dróg – elektryków ani osobówek tam nie ma (artykuł 13 pkt. 3a). Co więcej, osobne zwolnienie dla pojazdów elektrycznych w tej samej ustawie dotyczy opłat za parkowanie oraz mosty, tunele i promy (artykuł 13 pkt. 3), a nie z opłaty elektronicznej za przejazd drogą krajową. Dwóch odrębnych punktów z dwoma zestawami wyłączeń nie sposób uznać za pomyłkę.

Takie są intencje ustawodawcy

Rozstrzygnięcie brzmi: decyduje dopuszczalna masa całkowita, a nie rodzaj napędu czy nadwozia. Jeśli elektryk ma DMC powyżej 3,5 tony i wjeżdża na płatny odcinek objęty systemem, to jako pojazd samochodowy przekraczający próg wagowy podlega obowiązkowi e-TOLL – niezależnie od tego, czy w papierach figuruje jako osobowy, czy jako dostawczy. Bycie elektrykiem samo w sobie też z tej opłaty nie zwalnia.

A stawki nie są symboliczne. Dla pojazdów ciężkich obowiązuje cała siatka opłat zależna od masy i klasy emisji spalin, a w 2026 roku sieć płatnych dróg rozszerzono i podniesiono stawki. Elektryk podlega obowiązkowi e-TOLL tak samo jak diesel, ale per kilometr płaci najniższą stawkę z racji zerowej emisji.

Morał z tej całej grupowej dyskusji jest więc mało romantyczny, za to praktyczny. Elektrykiem powyżej 3,5 tony na kategorię B owszem, da się jechać, ale dopiero po przejściu przez listę kontrolną: dwuletni staż, wpis w dowodzie, przekroczenie masy wyłącznie z powodu napędu. Natomiast o e-TOLL decyduje masa, nie nadwozie: ciężki elektryk na płatnym odcinku płaci jak każdy pojazd powyżej 3,5 tony, choćby był najbardziej osobowy pod słońcem. Dzięki zerowej emisji zapłaci najniższą stawkę z tabeli. Tyle pocieszenia.

Zanim więc ktoś na grupie ogłosi ostateczny werdykt, warto najpierw zajrzeć do dokumentów i do ustawy. Nuda, wiem.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.