REKLAMA

Obniżka gubi się w drodze do dystrybutora. Minister ma plan

CPN miał wrócić na finał wakacji, ale okazało się, że w kasie pusto, a pieniądze utknęły w Trybunale Konstytucyjnym. Zamiast tego minister energii rzuca nowy pomysł: ustawowo ograniczyć, jak szybko stacje windują ceny.

Obniżka gubi się w drodze do dystrybutora. Minister ma plan

Pamiętam, jak byłem jeszcze w szkole i chciałem od ojca parę złotych, ten zwykle półżartem, półserio odpowiadał, że „musi się obliczyć”. Kończyło się to tak, że wracał do pracy, a ja na kolejnej imprezie znów kupowałem z kumplami piwo na trzech. Ta odpowiedź stała się swoistym żartem w naszej rodzinie i funkcjonuje do dziś. Zdaje się, że podobną taktykę przyjął teraz minister Motyka.  

Wszyscy znamy ten rytuał. Latem ceny na stacjach idą w górę, kierowcy jęczą, a rząd ogłasza, że coś z tym zrobi. Potem pada słowo „analizujemy” i wszyscy wracają do tankowania po osiem złotych za litr diesla, bo tyle mniej więcej trzeba dziś zostawić przy dystrybutorze.

Przetrącony CPN

Od 31 marca do końca czerwca działał pakiet CPN. Rząd ściął VAT i akcyzę, a minister energii codziennie ogłaszał cenę maksymalną, powyżej której stacja nie mogła sprzedać choćby litra. Mechanizm zna każdy, kto tankował wiosną, więc nie ma sensu go rozkładać na czynniki pierwsze. Ważne, że działał i że skończył się z ostatnim dniem czerwca. Od lipca zrobiło się drogo, bo wolny rynek nie zna litości.

Przez kilkanaście dni premier i ministrowie karmili kierowców nadzieją, że CPN wróci choćby na ostatnie dwa tygodnie wakacji. Kłopot w tym, że narzędzie do ścinania akcyzy rząd sam sobie wpisał na czas określony i uprawnienie wygasło razem z programem. Żeby je odtworzyć, trzeba nowej ustawy: Sejm, Senat i podpis prezydenta. Miało pójść gładko. Miało.

Bo powrotu CPN nie da się sfinansować z powietrza. Miał go opłacić podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, wyceniany na około 4 mld złotych. Tyle że ustawa leży w Trybunale Konstytucyjnym, bo prezydent skierował ją tam w trybie prewencyjnym. Jego zarzut: danina miała objąć zyski od marca, a wchodziła w życie dopiero w sierpniu, czyli działała wstecz. Rząd maluje to inaczej: prezydent zablokował 4 mld złotych, które miały pójść na osłonę dla kierowców.

Nazewnictwo też poszło w ruch. Zamiast CPN w rządowej narracji pojawiło się CKN, czyli Ceny Karola Nawrockiego. Politycznie zgrabne, dla portfela kierowcy bez znaczenia. Politycy się przepychają, a my płaczemy i płacimy.

Podatek miał obciążyć wyłącznie nadzwyczajną część marży, tę powyżej średniej z ubiegłego roku powiększonej o jedną piątą, i to stawką sięgającą sześćdziesięciu procent. Największym płatnikiem byłby Orlen.

Nowy pomysł z szuflady

Skoro CPN utknął, resort energii wyciągnął inny pomysł. W Radiu Zet minister Miłosz Motyka ponownie zwrócił uwagę na coś, co wkurza każdego kierowcę: gdy hurt drożeje, stacje podnoszą ceny z dnia na dzień, a gdy hurt tanieje, obniżki spływają do dystrybutorów w żółwim tempie. Minister nie wykluczył, że warto ustawowo ograniczyć tempo tych podwyżek, i wskazał, że w Unii różne modele już działają.

W praktyce byłaby to pochodna cen maksymalnych z CPN, tyle że przywiązana na stałe do wahań cen hurtowych. Innymi słowy: koniec z sytuacją, w której podwyżka wlatuje błyskawicznie, a obniżka gubi się gdzieś po drodze. Presję na koncerny, a zwłaszcza na Orlen, ma wywierać też Ministerstwo Aktywów Państwowych jako nadzorca. Na razie to jednak pomysł, nie ustawa, a od pomysłu do dziennika ustaw droga w polskiej polityce bywa daleka i kręta.

Co z podatkiem

Podatek od nadmiarowych zysków nie trafił do kosza, tylko do poczekalni. Minister zapowiedział, że rząd wróci do niego jesienią, ale nie odgrzeje starej ustawy. Nowy projekt ma uwzględnić zastrzeżenia, przez które poprzednia wersja wylądowała w Trybunale. Brzmi rozsądnie, tyle że kierowca, który dziś płaci za pełny bak o kilkadziesiąt złotych więcej niż na początku lata, na jesienne obietnice patrzy z rezerwą.

I tak koło się domyka. Rząd chce tańszego paliwa, ale narzędzie sam wyłączył. Miał pomóc podatek, ale ustawa leży w Trybunale. Minister ma nowy pomysł, ale to dopiero pomysł. Kierowcy w tym czasie robią jedyną rzecz, która naprawdę działa: szukają stacji, gdzie taniej i gdzie krótsza kolejka.

Reszta to doskonale już wszystkim znane „analizujemy” i kolejne komunikaty prasowe, a tych do baku nikt jeszcze nie wlał.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.