Plac znika z egzaminu na prawo jazdy. Ale szkoły nauki jazdy ciągle muszą go mieć
Ministerstwo Infrastruktury pokazało poprawioną wersję reformy egzaminów na prawo jazdy. Plac manewrowy ma zniknąć z egzaminu kategorii B od stycznia 2027 roku. Przy okazji wraca do szkół jazdy tylnymi drzwiami, pod nową nazwą.

Nowa wersja projektu nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami robi dokładnie to, co resort zapowiadał od wiosny: kasuje część praktyczną na placu manewrowym dla kategorii B i B1. Egzaminator sprawdzi przygotowanie do jazdy i stan techniczny auta, po czym kursant od razu wyjedzie między tramwaje, rowerzystów i ludzi na pasach. Termin: 1 stycznia 2027 r.
W rządowym wykazie projekt otrzymał oznaczenie UD402, a osobą odpowiedzialną jest sekretarz stanu Stanisław Bukowiec. W uzasadnieniu celem jest ograniczenie wpływu „zadań o charakterze odtwórczym” i przeniesienie oceny do rzeczywistego ruchu. Po latach w końcu zrozumieliśmy, że cofanie po łuku mierzyło głównie odporność na stres, a nie umiejętność jazdy.
Resort przytacza też liczbę, która powinna była zamknąć dyskusję lata temu: średnio 30 proc. kandydatów kończy egzamin na placu i tym samym nie pokazuje, jak radzi sobie w ruchu drogowym.
Jest też zagwozdka
Czerwcowa wersja projektu zwalniała szkoły jazdy przygotowujące do kategorii B i B1 z obowiązku posiadania placu manewrowego, który dziś wynika wprost z art. 28 ustawy o kierujących pojazdami. W nowej wersji zwolnienie zostało, ale w miejsce placu manewrowego wpisano nowy wymóg: plac szkoleniowy, zabezpieczony przed dostępem osób trzecich. Projekt nie określa jednak jego parametrów ani wyposażenia, więc na razie nie wiadomo, jak bardzo będzie się on różnił od obecnego placu manewrowego.

Według doniesień mediów branżowi lobbyści chcieli ponoć dodatkowo wpisać konkretne wymiary takiego placu do ustawy, co wykosiłoby małe szkoły albo zmusiło je do dzierżawy od dużych. Na tę chwilę takiego zapisu w projekcie nie ma, ale gra ma się toczyć dalej – tylko teraz o rozporządzenie ministra.
Zmieniają się też wymagania wobec instruktorów. Dziś, zgodnie z art. 33 tej samej ustawy, kandydat na instruktora musi mieć prawo jazdy kategorii A, B albo T od co najmniej dwóch lat. W czerwcu resort proponował trzy. Teraz mówi o pięciu. Jednocześnie w ocenie skutków ministerstwo stwierdza, że wymóg „może w krótkim okresie ograniczyć dopływ nowych instruktorów”.
Teoria przestanie być ważna bezterminowo
Czerwcowy projekt zakładał, że zdany egzamin teoretyczny będzie ważny przez 24 miesiące. Wersja po konsultacjach skraca ten termin do 12. Kto zda przed wejściem przepisów w życie, zachowa bezterminową ważność. Docelowo ustawowy limit bazy pytań spada zaś z 4000 do 1500.
Znika też przy okazji jeden z filarów egzaminacyjnej turystyki: seryjne podchodzenie do praktyki tego samego dnia. Po oblaniu kolejna próba będzie możliwa dopiero nazajutrz. Resort argumentuje, że takie seryjne powtórki nie poprawiają przygotowania zdającego, a jedynie zapychają terminy innym kandydatom. I akurat z tym trudno się kłócić.
Pilotaż zamiast obowiązku
Najdalej idący zwrot w nowej wersji projektu dotyczy cyfrowej karty kursanta. Jeszcze w czerwcu miała być obowiązkowa dla wszystkich ośrodków, a termin pełnego wdrożenia wyznaczono na 1 stycznia 2029 r. Teraz ma to być dobrowolny pilotaż: ośrodek ma sam zgłaszać chęć udziału i w każdej chwili może się wypisać z programu.
Po co ta karta była? Kurs kategorii B obejmuje minimum 30 godzin jazd, a samo ministerstwo przyznaje, że dziś nie ma czym zweryfikować, czy wszystkie się odbyły. Cyfrowa karta dołożyłaby obowiązek rejestracji tras na podstawie danych GPS.

Po konsultacjach doszła też jeszcze jedna nowość: od 1 lipca 2027 r. ma pojawić się obowiązek nagrywania praktycznego egzaminu wewnętrznego w OSK. Najnowsza wersja projektu przewiduje rejestrowanie obrazu bez dźwięku, a nagrania mają być przechowywane przez 90 dni. Obowiązek ma dotyczyć wszystkich kategorii poza AM, A1, A2, A i T.
Krok do przodu, dwa kroki do tyłu
Reforma nie rusza przy tym dwóch kluczowych rzeczy, które od lat stanowią najpoważniejsze problemy. Pierwszą z nich jest struktura finansowania WORD-ów, które utrzymują się z opłat egzaminacyjnych. Druga to ogromne różnice w zdawalności, jakie dzielą poszczególne ośrodki i samych egzaminatorów. Projekt nie przewiduje zmian w tym zakresie, a to właśnie te dwie składowe mają gigantyczny wpływ na takie, a nie inne działanie całego systemu.
Nowością są za to symulatory. Projekt dopuszcza prowadzenie na nich zajęć z rozpoznawania zagrożeń w ramach praktycznej części kursu. I tyle. Na szczegóły dotyczące wymagań technicznych czy liczby godzin musimy jeszcze poczekać.
Ogólny kierunek zgadza się z unijną dyrektywą 2025/2205, którą państwa członkowskie mają przyjąć do 26 listopada 2028 r. i zacząć stosować dokładnie rok później.
Bilans jest więc taki: jedna naprawdę dobra zmiana, kilka drobnych porządków i dwa wyraźne kroki w tył – obowiązkowy plac szkoleniowy oraz karta kursanta zdegradowana do pilotażu. W rządowym wykazie wciąż widnieje przy tym planowany termin przyjęcia projektu przez Radę Ministrów: III kwartał 2026 r. Jest październik. Reforma, która ma nauczyć Polaków płynnego włączania się do ruchu, właśnie przegapiła własne miejsce postojowe.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.