Różnice w zdawalności egzaminów porażają. To nie plac jest problemem

Jesteś z Łodzi i chcesz prawo jazdy? No to trudne się wylosowało. Statystycznie masz najmniejsze szanse w kraju. Posłanka wreszcie zapytała ministra, jak to możliwe.

Polskie prawo jazdy

Z analizy ogólnodostępnych danych WORD-ów za 2025 rok, którą przytacza posłanka Danuta Jazłowiecka, wynika, że w Ostrołęce egzamin praktyczny na kategorię B zdaje około 58 procent kandydatów na kierowców. W Rzeszowie jest to około 50, w Opolu 39, w Zamościu 29, a w Łodzi – jedynie 22,69. Za tę samą stawkę, w tym samym kraju, według tych samych przepisów.

1 czerwca Jazłowiecka złożyła w tej sprawie interpelację do ministra infrastruktury. Pyta wprost o to, o czym w każdej łódzkiej szkole jazdy mówi się od dekad: czy te różnice biorą się z infrastruktury, czy może z tego, że kryteria oceny każdy egzaminator interpretuje po swojemu.

Najwyższa pora się temu przyjrzeć

Zresztą egzamin w województwie łódzkim to jak spacer po bagnach. W Piotrkowie Trybunalskim zdawalność egzaminów praktycznych wyniosła 22,84 proc., czyli o całe 0,15 proc. więcej niż w stolicy regionu. W Sieradzu i Skierniewicach było to nieco ponad 32 proc. W kutnowskim WORD-zie wynik był najwyższy i sięgnął 34,75 proc.

Co ciekawe, w przypadku teorii, gdzie pytania i zasady są jednolite w całym kraju, zdawalność jest w miarę wyrównana. Magia zaczyna się dziać w momencie, gdy człowiek siada za kierownicą i jedzie na plac.

A tak, plac. Polska jest jednym z dwóch krajów w Europie, gdzie kategorię B zdobywa się, wykonując obowiązkowe zadania między liniami namalowanymi na asfalcie. Drugim takim krajem jest Łotwa. W Niemczech, gdzie zdawalność części praktycznej sięga blisko 70 procent, obowiązkowy plac zniknął z egzaminu trzynaście lat temu. U nas dalej legendarny łuk zbiera swoje żniwa.

Ot, weźmy chociażby okrutne w swojej prostocie dane z Warszawy. Na 1408 egzaminów aż 871 zakończyło się wynikiem negatywnym, czyli oblewa ponad 60 procent zdających. Połowa z nich nawet nie wyjechała za bramę – poległa na placu. A wśród nich blisko 70 procent skończyło karierę na jeździe po łuku do przodu i do tyłu. Nikt w prawdziwym życiu tak nie jeździ. Łuk testuje głównie to, czy w stresie najedziesz na linię na ziemi. Tyle wiemy o twojej umiejętności bezpiecznej jazdy.

Czynnik ludzki

Druga sprawa, o której wstydliwie się milczy, to czynnik ludzki. Jakiś czas temu media opisywały przypadek egzaminatora z Ciechanowa, który oblewał 97 procent kursantów na kategorię B.

Dziewięćdziesiąt siedem procent.

Po kontroli urzędu marszałkowskiego i „zaleceniach” zdawalność u niego cudownie podskoczyła o 62 procent. Czyli problemem nie była fizyka ani infrastruktura, tylko nastawienie.

Podobnie jest u „Rzeźnika z Piotrkowa” – na sto osób przystępujących do egzaminu na prawo jazdy zdają zaledwie trzy, może cztery, podczas gdy u innego egzaminatora w tym samym ośrodku aż 45 proc. Ten sam WORD, ta sama trasa, ten sam plac, a różnica w wynikach egzaminów potrafi przekraczać 40 procent.

Według doniesień za pieniądze z KPO powstaje system, który upubliczni dane o zdawalności u każdego egzaminatora. Premiera planowana na połowę tego roku. Ciekawe, ilu egzaminującym nagle poprawi się humor.

Ministerstwo zapowiada zmiany

W marcu Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło reformę, która likwiduje egzamin na placu manewrowym dla kategorii B i powołuje nowe Centrum Egzaminowania w miejsce dotychczasowej komisji od pytań. Brzmi jak odpowiedź na wszystkie modlitwy kursantów z łódzkiego. Tyle że to nie jest odpowiedź na pytanie posłanki. Bo posłanka pyta nie o to, gdzie zdajemy, tylko dlaczego ten sam manewr w Łodzi jest oblewany, a w Ostrołęce zaliczany.

Likwidacja placu zabiera łuk, górkę i parkowanie między tyczkami. To realnie zlikwiduje sporą część oblań, bo dziś około 40 procent kandydatów przepada właśnie na placu. Ale też przenosi całą ocenę do ruchu miejskiego, gdzie pole do interpretacji egzaminatora jest jeszcze większe. W Łodzi – z tramwajami, korkami i skrzyżowaniami z piekła rodem – ta sama jazda będzie oceniana zupełnie inaczej niż na pustej obwodnicy małego miasta. Czyli jedno źródło dysproporcji znika, a drugie zostaje, a może nawet rośnie.

Nowe Centrum Egzaminowania ma tworzyć lepsze pytania i pilnować jakości. Świetnie. Tylko że instruktorzy już teraz studzą zapał: jeśli reforma kończy się na zabraniu łuku i skróceniu bazy pytań, to system oceny praktycznej zostaje ten sam, instruktor dalej za nic nie odpowiada, a egzamin nadal sprawdza umiejętność pokonania testowej trasy, a nie bycia bezpiecznym kierowcą.

Czekam na odpowiedź ministra

Co to mówi o nas? Że wolimy zmieniać dekoracje niż reformować mechanizm. Plac manewrowy to wdzięczny wróg – linia, tyczka, najechałeś, oblałeś. Dysproporcje między WORD-ami i między egzaminatorami są trudniejsze, bo wymagają policzenia, kto i jak ocenia, a potem przeanalizowania tych obliczeń i wyciągnięcia konsekwencji. Posłanka akurat o to dopytuje – o audyty, o jednolite standardy, o jawność danych. I to jest właściwe pytanie.

Trzymam kciuki za reformę, ale bez euforii. Chciałbym wierzyć, że za rok statystyka się wyrówna. Tylko podejrzewam, że dopóki nie zobaczymy nazwisk i liczb przy każdym egzaminatorze, żadne zniesienie łuku tu nie pomoże.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.