Zwrot w sprawie orającego asfalt. Dojechała wycena asfaltu
Rolnik, który zaorał ciągnikiem świeżą drogę, usłyszał zarzut i trafił za kratki. Tydzień później wychodzi na wolność, bo rzeczoznawcy przeliczyli szkodę i wyszło im kilkanaście tysięcy za mało na areszt.

Przypomnijmy, o co poszło, bo temat obrósł już własną legendą. Siódmego sierpnia sześćdziesięcioletni mężczyzna wjechał Ursusem na świeżo wylany asfalt na ulicy Rybackiej w gliwickiej Ostropie i pługiem przeorał jakieś 200 metrów jezdni. W biały dzień, przy pracujących obok drogowcach, z pełnym przekonaniem, że to on jest „na prawie”. Twierdził, że droga należy do niego, a remont jest nielegalny. Zapowiedział też, że wróci dokończyć dzieło.
Nie wrócił, bo został zatrzymany na gorącym uczynku – najpierw przez drogowców, a później przez policję. Prokuratura postawiła mu zarzut zniszczenia mienia znacznej wartości, sąd zgodził się na trzy miesiące aresztu, a nad sprawcą zawisła groźba kary od roku do dziesięciu lat więzienia. Wszystko dlatego, że wstępnie szkodę oszacowano na setki tysięcy złotych – pierwotnie była mowa nawet o 400 tysiącach.
Chłopa zamknęli, rachunek się nie zgodził
Cała ta piramida konsekwencji stała na jednej liczbie. Kodeks karny mówi jasno: mienie znacznej wartości to takie, którego wartość przekracza 200 000 zł. Po przekroczeniu tego progu wchodzi surowszy przepis i widełki skaczą do dziesięciu lat. Poniżej zostaje „zwykłe” zniszczenie mienia, zagrożone maksymalnie pięcioma latami odsiadki. Cały dramat rozgrywał się więc w kosztorysie.
Nad proporcjonalnością całej awantury pochylił się Rzecznik Praw Obywatelskich, którego katowicki pełnomocnik z urzędu wszczął postępowanie i poprosił sąd o uzasadnienie, dlaczego za zaoranie drogi sięgnięto po najcięższy z możliwych środków wobec kogoś, kto od początku się przyznał. Pytanie zasadne, bo trudno o lepszy dowód, że system czasem najpierw zamyka, a dopiero potem liczy.
Tymczasem biegli przez tydzień robili to, co powinni byli zrobić na początku – liczyli. Przesłuchano świadków, zebrano dokumentację, policzono naprawę warstwa po warstwie. I wyszło im, że szkoda to około 185 000 zł. Piętnaście tysięcy poniżej zapisanej w kodeksie granicy. Od potencjalnej dekady odsiadki człowieka dzieliła równowartość piętnastoletniego Hyundaia Sonata albo Opla Insigni.
Efekt był natychmiastowy
Prokuratura wykreśliła z zarzutu „znaczną wartość”, zagrożenie karą spadło, a wraz z nim odpadła główna przesłanka aresztu, czyli grożąca surowa kara. Areszt uchylono, a rolnik wyszedł na wolność, z dozorem policyjnym i poręczeniem majątkowym zamiast celi. Co ciekawe, decyzja należała wyłącznie do prokuratury, która nie czekała na sąd.

Zanim jednak ktoś uzna sprawcę za ludowego bohatera walczącego z betonową machiną państwa, warto przypomnieć jeden szczegół. Droga faktycznie od 25 lat nie jest jego. W 2001 roku przeszła na własność miasta właśnie po to, żeby poszerzyć pas drogowy. Na wniosek kogo? Głównego zainteresowanego. Czyli człowiek przeorał drogę, którą sam pomógł oddać gminie, i przez chwilę groziło mu za to dziesięć lat pozbawienia wolności. Grecka tragedia na przedmieściach Gliwic.
Na tym jego problemy się nie kończą. Co prawda rachunek jest o połowę mniejszy od pierwotnych szacunków, potencjalna kara również spadła o połowę, ale nie zmienia to faktu, że cała sprawa może skończyć się odsiadką. Krótszą, ale jednak.
A całość domyka fakt, że o tym, czy spędzisz w areszcie trzy miesiące, czy pojedziesz do domu, potrafi zadecydować rubryka w kosztorysie i to, po której stronie zaokrągli ją rzeczoznawca. Sprawiedliwość bywa ślepa, ale niech chociaż nie liczy na palcach.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.