REKLAMA

Zniszczył asfalt i skończył w areszcie. Skąd tak wysoka kara?

Sześćdziesięcioletni rolnik spod Gliwic wsiadł w piątek na ciągnik, wjechał na świeżo wylany asfalt i zaczął orać. Plony? Trzy miesiące aresztu, zarzut zniszczenia mienia znacznej wartości i straty w setkach tysięcy.

Zniszczył asfalt i skończył w areszcie. Skąd tak wysoka kara?

Są ludzie, którzy piszą pisma do urzędu. Są tacy, co idą na sesję rady miasta i grzmią przez trzy minuty przy wyłączonym mikrofonie. A jest i taki gatunek, który uznaje, że najlepszą formą protestu jest pług zaczepiony do Ursusa.

7 sierpnia 2026 roku w gliwickiej dzielnicy Ostropa 60-letni mężczyzna wjechał ciągnikiem na świeżo położoną nawierzchnię i pługiem przeorał około 200 metrów jezdni. Zrobił to celowo, bo – jak tłumaczył policji – uważa się za właściciela drogi, a prowadzone tam prace za nielegalne. Zdążył jeszcze zapowiedzieć, że gdy tylko mundurowi odjadą, weźmie się za asfalt po raz drugi.

Nie odjechali. Zatrzymali go na gorącym uczynku, a właściwie na parującym jeszcze asfalcie. Zanim policja w ogóle dojechała, rolnika zablokowali sami budowlańcy, zastawiając mu drogę walcem i ładowarką. Scena jak z absurdalnego techno-westernu w reżyserii Elona Muska – walec kontra pług, pojedynek w samo południe.

Mam Ursusa i nie zawaham się go użyć

Zarząd Dróg Miejskich wstępnie oszacował szkody na około 400 000 zł. Zniszczenia bowiem nie zatrzymały się na wierzchniej warstwie, którą teoretycznie można zerwać i wylać od nowa. Objęły też podbudowę, czyli to, co pod spodem trzyma całą konstrukcję. Innymi słowy: kilka minut orki i rachunek na kilkaset tysięcy.

Wbrew pozorom to coś więcej niż detal. Prokurator Miłosz Żymełka z Prokuratury Rejonowej Gliwice-Zachód poinformował, że zatrzymany usłyszał zarzut zniszczenia mienia znacznej wartości. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowy areszt na trzy miesiące ze względu na zagrożenie surową karą – za zniszczenie mienia znacznej wartości grozi od roku do dziesięciu lat więzienia. Sąd wniosek uwzględnił: 60-latek trafił za kratki.

Skąd takie widełki? Bo przy szkodzie rzędu 400 000 zł sprawa przeskakuje z podstawowego przepisu na typ kwalifikowany. Normalnie za zniszczenie cudzej rzeczy grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat, ale gdy mienie ma znaczną wartość, progi ulegają podwojeniu. Kodeks karny definiuje mienie znacznej wartości jako mienie, którego wartość w czasie popełnienia czynu przekracza 200 tys. zł.

Papiery? Jakie papiery?

Pobocznym wątkiem okazał się sam ciągnik. Ursus, ikona polskiego pola, tym razem wystąpił w roli narzędzia przestępstwa. Po całym przedstawieniu pojazd odholowano na policyjny parking, bo przy okazji wyszło, że nie miał obowiązkowego OC.

Tu akurat rolnik trafił w łagodniejszą taryfę: od stycznia 2026 kara za brak OC powyżej 14 dni to dla ciągnika 1610 zł, bo maszyny rolnicze liczone są od jednej trzeciej płacy minimalnej, a nie jej dwukrotności jak osobówki. Chociaż mam wrażenie, że w hierarchii kłopotów tego mężczyzny rachunek od UFG i tak pełni rolę przypisu.

Miasto od początku ucinało spekulacje o współwłasności drogi. Pojawiły się bowiem sugestie, że ulica jest w połowie miejska, a w połowie prywatna. ZDM wydał oświadczenie, że droga w całości należy do Gliwic – mają to potwierdzać dokumenty i księga wieczysta. Na miejscu był też geodeta, który własność gminy potwierdził.

Galeria: 1 zdjęcie
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii

A tak to wygląda w rządowym geoportalu:

Galeria: 1 zdjęcie
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii

Prezydent miasta dorzuciła, że to nie pierwszy przypadek niszczenia mienia publicznego przez tego mężczyznę. W przeszłości miało już dochodzić do rękoczynów między nim a elementami infrastruktury miejskiej.

Na wszelki wypadek

Trzymiesięczny areszt to środek zapobiegawczy. Prokuratura sięgnęła po niego, powołując się na zagrożenie surową karą, i sąd tę argumentację podzielił. O winie i ewentualnej karze zdecyduje dopiero proces, a wtedy kluczowa stanie się ostateczna wycena szkody, bo to ona przesądza kwalifikację i wysokość zagrożenia.

Wstępne 400 000 zł może się jeszcze zmienić w jedną albo drugą stronę, gdy rzeczoznawcy policzą wszystko dokładnie. Sam remont ulicy tymczasem ruszył na nowo już w poniedziałek – zniszczona nawierzchnia ma zniknąć pod nową nakładką asfaltową.

Spór o własność można rozstrzygnąć w sądzie, u geodety albo w księdze wieczystej. Można też zrobić to po polsku: podpiąć pług do Ursusa i sprawdzić, kto pierwszy ustąpi.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.