REKLAMA

Stanął przed sądem za kupno Renault. W sprawę zamieszany jest... prezydent

Renault Megane RS zostało bohaterem bardzo dziwnej sprawy, która miała miejsce we Francji. Podczas kontroli policyjnej okazało się, że samochód był zarejestrowany na dane prezydenta Emmanuela Macrona, co przysporzyło kierowcy niemałych problemów.

Stanął przed sądem za kupno Renault. W sprawę zamieszany jest… prezydent

Wiem, że czytają nas ludzie, którzy potrafią zakupić samochód, bo mieli taki kaprys - widzę okazję, to żal nie kupić. Jednak niech ta historia z Francji będzie przestrogą dla wszystkich spontanicznych nabywców.

Kupił, bo była okazja

Jak donosi Le Parisien, w lutym 2025 r. 27-letni mieszkaniec Clermont-Ferrand zauważył w mediach społecznościowych ogłoszenie o sprzedaży Renault Megane za 8500 euro (36,6 tys. zł) przez warsztat w Seine-Saint-Denis. Cena była szczególnie atrakcyjna - mówimy bowiem o pikantnej wersji RS, z turbodoładowanym, benzynowym silnikiem 1.8 TCe, rozwijającym 280 KM. Taki kawał hot-hatcha jest zazwyczaj o dobrych kilka tys. euro droższy, więc młodemu mężczyźnie nie pozostało nic innego, niż skorzystać z okazji - i to tak spontanicznie, że miał napisać do sprzedawcy o godzinie... 3 nad ranem.

renault-megane-rs-5
Renault Megane RS

Przez ponad rok cieszył się z przyspieszeń od 0-100 km/h. Momentem przełomowym była kontrola policyjna 18 czerwca, która przerwała tę sielankę. Francuscy funkcjonariusze zauważyli w aucie kilka nieprawidłowości. Okazało się, że kierowca jeździł bez wykupionego ubezpieczenia OC. Ale - co może zabrzmi dziwnie - to był jego najmniejszy problem.

Właścicielem był niejaki Emmanuel Macron zamieszkały w Paryżu

W bazie policyjnej, owe Renault Megane widniało jako skradzione. Co więcej, okazało się, że nowy właściciel "meganki" nie przerejestrował auta po zakupie i w bazie danych widniało nazwisko i adres kogoś zupełnie innego.

Jego godność brzmiała Emmanuel Jean-Michel Frederic Macron, a zamieszkiwał on pod adresem rue du Faubourg-Saint-Honore 55 w Paryżu. Tak, chodzi tutaj o prezydenta Republiki Francuskiej, a adres w elektronicznym dowodzie odpowiada lokalizacji Pałacu Elizejskiego, czyli siedziby prezydenta. Co dziwne, jak doszedł francuski Le Montaigne, pojazd został zarejestrowany na Macrona już po sprzedaży nowemu właścicielowi. A to wszystko po to - jak zasugerowała policja - żeby uniknąć mandatów.

W sądzie zrobiło się jeszcze dziwniej

Ostatecznie, we wtorek 28 lipca mężczyzna stanął przed sądem karnym w Clermont-Ferrand, z zarzutem wzięcia udziału w procedurze paserstwa. Jednak bardzo dobrze wybronił go jego adwokat, prezentując właściwą chronologię zdarzeń.

Jak tłumaczył mecenas, po zakupie okazało się, że Megane RS nie jest w pełni sprawne (co zresztą nie dziwi, patrząc na cenę z jaką go kupiono). Z tego powodu, nowy właściciel nie przerejestrował auta na swoje dane, a zostawił dane sprzedawców, których obciążono otrzymywanymi mandatami (a podobno miało być ich sporo). Co oczywiste, poprzedniemu właścicielowi się to nie spodobało i dlatego zarejestrował on pojazd na nazwisko Emmanuela Macrona.

To wyjaśnienie przekonało sąd. Kierowca z Clermont-Ferrand został uniewinniony od zarzutu przyjęcia skradzionych towarów, a także otrzymał z powrotem swój samochód, skonfiskowany uprzednio przez policję. Jednak i tak został ukarany - choć tym razem przynajmniej za coś, co faktycznie popełnił. Mianowicie, dostał grzywnę w wysokości 500 euro, za jazdę bez ważnego ubezpieczenia.

A o Renault nie należących do prezydenta przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.