Radiowóz zepchnął 15-latka do rowu. Internet klaszcze
W Tuusuli radiowóz bez oznaczeń dogonił uciekającego nastolatka na motorowerze i zepchnął z drogi prosto w metalowe ogrodzenie. Fińska prokuratura podejrzewa policjanta o trzy przestępstwa. A polski internet już wie, jak było naprawdę.

Pół Finlandii ogląda dziś ten sam film z kamerki na kasku i kłóci się o to, kto tu jest bardziej winny. Nagranie jest krótkie, brutalne i nie zostawia wielkiego pola do interpretacji: cywilny radiowóz zrównuje się z pędzącym jednośladem, ścina go prawym bokiem i chłopak leci do rowu, w metalową bramę, która pęka od uderzenia.
15-latek jechał bez tablic, bez uprawnień i uciekał z tak zwanego mopomiitti, czyli zlotu młodzieży na jednośladach, jakich w mniejszych fińskich miejscowościach odbywa się mnóstwo. Miał, jak to się ładnie mówi, swoje za uszami. Pojazd był przerobiony, a policja podejrzewa go o rażące zagrożenie bezpieczeństwa ruchu. W chwili kontaktu pędził jakieś 90 km/h.
Tyle że to nie on ma teraz największy problem.
Prokurator podejrzewa policjanta o trzy przestępstwa: naruszenie obowiązków służbowych, rażące zagrożenie bezpieczeństwa ruchu oraz nieumyślne spowodowanie obrażeń. Śledztwo prowadzi prokurator, bo w Finlandii sprawy przeciwko policjantom zawsze trafiają do specjalnej jednostki prokuratury, a nie do kolegów z komendy. Funkcjonariusz, który siedział w aucie sam, został na czas dochodzenia odsunięty od zadań w drogówce.
Co wolno funkcjonariuszowi w pościgu
W fińskim prawie środki przymusu spinają dwie zasady: konieczność i to, co po fińsku nazywa się puolustettavuus, czyli że użyta siła musi być zasadna. Do tego dochodzi zasada najmniejszej szkody. Co szczególnie istotne, przy ocenie należy brać pod uwagę m.in. zachowanie, wiek i zdrowie osoby, wobec której podejmowane jest działanie.
Natomiast zdaniem ekspertów przy tej interwencji zapomniano o wszystkich tych zasadach. Nie ma mowy o najmniejszej dolegliwości ani o sięganiu po łagodniejszy, ale skuteczny środek.
Prawnicy zwracają też uwagę, że uciekinier był nastoletni, a nastolatek ma inną zdolność oceny ryzyka niż dorosły. To nie oznacza, że 15-latek dostaje immunitet na uciekanie przed policją. Oznacza tylko, że sposób jego zatrzymania nadal musi być proporcjonalny.
Policja powinna to wkalkulować przy pościgu. O ile pościg był w ogóle konieczny. Czy w tej sytuacji natychmiastowe zatrzymanie wymagało takiego manewru? To właśnie ma ustalić śledztwo.
Słony rachunek dla wszystkich stron
Policja mówiła najpierw o lekkich obrażeniach, ale sam poszkodowany relacjonuje, że połamał kość śródstopia i pięć kości w dłoni. Tymczasem dziennikarze zwracają uwagę, że zepchnięcie pędzącego motoroweru z drogi mogło skończyć się poważnym kalectwem, a nawet śmiercią. Inny komentarz zauważa, że gdyby chłopak trafił w stojący nieopodal stalowy kontener, rozmawialibyśmy dziś o pogrzebie, nie o zarzutach, a właściwie to o jeszcze większych zarzutach.
A teraz przenieśmy się do polskiego internetu, bo tam werdykt zapadł błyskawicznie. Pod nagraniem zrobił się istny plebiscyt na najlepszy manewr sezonu. Spora część komentujących biła brawo: nareszcie ktoś dał nauczkę, oby nasza drogówka też tak spychała surronowców z dróg. Medal dla policjanta, bo nastolatek „mógł być dilerem”. Uciesze gawiedzi nie było końca.
Tymczasem polskie przepisy co do zasady brzmią podobnie. Polska ustawa o środkach przymusu bezpośredniego mówi, że siły używa się proporcjonalnie do stopnia zagrożenia i wybierając środek o możliwie najmniejszej dolegliwości. Interwencja powinna odbyć się w sposób wyrządzający możliwie najmniejszą szkodę.

Pojazd służbowy wolno wykorzystać do zatrzymania albo zablokowania innego pojazdu. Nie oznacza to jednak automatycznej zgody na każdy sposób jego zatrzymywania. Ustawa mówi o blokowaniu, nie o taranowaniu pędzącego dzieciaka bokiem radiowozu.
W praktyce polskie pościgi kończą się bez efektów specjalnych. W Nieporęcie funkcjonariusze wyprzedzili 19-letniego uciekiniera i zablokowali mu drogę radiowozem, a gdy ten ominął blokadę, po prostu powtórzyli manewr do skutku. Pod Prudnikiem 14-latek sam wpakował się na ściernisko i tam skończyła się jego przygoda. Nawet legendarny 14-latek, który kilka lat temu ukradł Mitsubishi Colta i uderzył w radiowóz, wylądował w rowie z własnej winy.
Strzelanie z armaty do muchy
Różnica jest zatem nie w emocjach, tylko w tym, gdzie kończy się dozwolony manewr. Zablokować, wyprzedzić, odciąć drogę, owszem. Zepchnięcie jadącego 90 na godzinę nastolatka w ogrodzenie, tak żeby skończył ze złamaniami, może być uznane nie za prawidłowe zatrzymanie, ale za nieproporcjonalne użycie siły. Gdzie dokładnie przebiega granica? To właśnie ma ustalić fińskie śledztwo.
Problem jest realny i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że dzieciaki bez uprawnień na przerobionych jednośladach to sielanka. Statystyki polskiej drogówki za pierwsze siedem miesięcy pokazują skalę: same elektryczne hulajnogi to ponad osiemset wypadków i jedenaścioro zabitych. Tyle że recepta z Tuusuli nie jest żadną receptą. To pokaz, jak nie zatrzymywać, opakowany w spektakularny montaż rodem z kina akcji.
Finowie, którzy najgłośniej klaskali policjantowi, zrobili sprawie niedźwiedzią przysługę. Jeśli celem było odstraszenie młodych od uciekania przed mundurem, to osiągnięty efekt jest odwrotny: teraz to mundur tłumaczy się prokuratorowi.
A gdyby ktoś w Polsce naprawdę chciał, żeby nasza drogówka spychała surronowców z asfaltu, niech najpierw sprawdzi, kto po takim manewrze idzie do sądu. Kto jak kto, ale policja winna działać zgodnie z prawem.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.