115 285 zł za Qashqaia "w hybrydzie". Chińczykom spada power
Japończycy obniżyli cenę Qashqaia równowartość VAT-u, dzięki czemu bestseller sprzed lat wjeżdża w rejony, gdzie do tej pory rządziły marki z Państwa Środka. Desperacja czy trzeźwa kalkulacja? Jedno i drugie naraz.

Był kiedyś taki crossover, który nie musiał nikogo o nic prosić. Qashqai sprzedawał się sam – głównie dlatego, że to on wprowadził całą tę modę na podwyższone hatchbacki dla ludzi, którzy chcieli siedzieć wyżej niż sąsiad. Dziś ten sam Qashqai dostaje rabat wielkości całego podatku VAT. I nie bardzo ma wyjście, bo po dawnej popularności zostało głównie wspomnienie.
Nissan ruszył z akcją „Dni Nieposkromionych Hybryd”, która potrwa do 19 września. Sercem promocji jest oferta o wszystko mówiącej nazwie „Taniej o wartość VAT”, dostępna zarówno dla Kowalskiego, jak i do wzięcia na Kowalex Pol albo dowolną inną firmę. Rabat wynosi 23 procent, a więc równowartość VAT-u naliczonego od ceny katalogowej.
Efekt jest całkiem konkretny
Najtańsza wersja Acenta z miękką hybrydą schodzi w promocji do 115 285 zł. Dla porównania: chiński GAC Emzoom, a więc jeden z tych świeżo przybyłych na nasz rynek SUV-ów, kosztuje w Polsce 124 900 zł. Z kolei Omoda 5 w wersji benzynowej startuje od 115 500 zł. To dosłownie kilkaset złotych powyżej promocyjnego Qashqaia, tyle że bez legendy, która ciągnie się za Nissanem od kilkunastu lat. Japoński pionier crossoverów zszedł z ceną dokładnie tam, gdzie stoi jego najgłośniejszy rywal z Państwa Środka.
Wyższe wersje Nissana kosztują oczywiście więcej. Za skrzynię Xtronic w podstawowej wersji Acenta trzeba dopłacić ponad 10 tys. zł, a 1.5 e-Power (190 KM) to już wydatek 137 561 zł.
Podobnie jest ze wszystkimi wersjami:
- N-Connecta w wersji 1.3 mHEV kosztuje od 125 854 zł do 142 195 zł za wersję ze skrzynią Xtronic i napędem 4WD. Z kolei 1.5 e-Power wyceniony został na 148 130 zł.
- N-Design 1.3 mHEV to koszt od 135 488 zł do 152 967 zł. Za 1.5 e-Power Japończycy życzą sobie 158 902 zł.
- Tekna 1.3 mHEV w najtańszej wersji kosztuje 136 301 zł, za Xtronic 4WD trzeba zapłacić 153 780 zł, a wersja e-Power to wydatek 159 715 zł.
- Tekna+ to odpowiednio 153 943 zł (Xtronic), 160 122 zł (Xtronic 4WD) i 166 057 zł (e-Power).
Niedawno nasz redaktur prowadzący sprawdzał, czy Qashqai z napędem e-Power ma cokolwiek, czym mógłby pokonać Chińczyków. Werdykt był brutalnie szczery: samochód jest bardzo dobry, tyle że klienci i tak wybierają tańszą konkurencję z Chin, bo na liście priorytetów cena znajduje się wyżej niż wszystko inne.
No więc Nissan przeczytał tę listę i zrobił jedyną rzecz, jaką mógł: zszedł z ceny tak nisko, żeby ten argument przestał działać.
Za coś się jednak płaci
e-Power to hybryda, w której koła napędza wyłącznie silnik elektryczny, a jednostka benzynowa pełni rolę agregatu prądotwórczego. Nie ładuje się tego z gniazdka, tankuje się normalnie na stacji, a jeździ się jak elektrykiem, który nigdy nie histeryzuje o zasięg.

A skoro o zasięgu mowa, Nissan lubi się nim chwalić. W lipcu Qashqai e-Power przejechał w Kolumbii 1980 km na jednym baku i wjechał z tym wynikiem do księgi rekordów Guinnessa jako najdłuższa podróż SUV-a z takim napędem bez ładowania i tankowania. Przy zbiorniku rzędu 55 litrów wyszło jakieś 2,8 l na setkę.
Oczywiście taki wynik osiąga się, jadąc od Bogoty po wybrzeże Karaibów w tempie pielgrzymki pieszej. W realnym świecie, gdzie czasami trzeba jednak wyprzedzić ciężarówkę, homologacja mówi raczej o 4,5 l na setkę. Wciąż przyzwoicie, ale bez rekordowych fajerwerków.
Zapowiedź zmian?
X-Trail dostał korzyści do 16 000 zł na rocznik 2026, a na ostatnie egzemplarze z rocznika 2025 rabat sięga aż 53 000 zł, co jest już kwotą, za którą można znaleźć cały używany samochód. Juke z kolei kusi obniżkami do 14 000 zł, a wersja Acenta z automatem startuje od 96 900 zł. Do tego dochodzi roczny pakiet ubezpieczeń za 1 procent wartości auta i finansowanie z kredytem 0 procent albo leasingiem od 101 procent. Kalkulator się przegrzewa.
Wygląda na to, że era, w której japoński crossover mógł kosztować swoje i mieć całą kolejkę klientów, właśnie się skończyła. Qashqai wciąż jest bardzo porządnym autem, prawdopodobnie porządniejszym niż większość tego, co przypłynęło do nas kontenerami. Tylko że nikt już o to nie pyta w pierwszej kolejności. Pierwsze pada pytanie o cenę.
Nissan właśnie odpowiedział, oddając fiskusowi jego działkę z własnej marży. Kiedyś to konkurencja goniła Qashqaia. Teraz Qashqai biegnie za nią z rabatem w wyciągniętej ręce.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.