Peugeot pokazał SUV-a dla psów. Nie on pierwszy zresztą
Peugeot zbudował koncept SUV-a widzianego oczami psa – z materacem, podgłówkiem do wyglądania przez okno i suszarką do sierści. Genialne? Owszem. Nowe? Ani trochę. Bo tę samą sztuczkę odgrzewa się co kilka lat.

Peugeot pokazał właśnie Dog Edition Concept, czyli auto zaprojektowane – uwaga – z perspektywy psa. Nie właściciela, nie dziecka na tylnej kanapie, tylko czworonożnego podróżnika.
I moja pierwsza reakcja była szczera jak spojrzenie mojego ogoniastego przyjaciela, kiedy jem śniadanie: chcę to! Jakieś trzy sekundy później przyszła druga reakcja: chwila, przecież ja to już gdzieś widziałem.
Bo widziałem. I wy pewnie też, tylko zapomnieliście, bo spamiętanie tych wszystkich marketingowych zagrywek to jak uczenie się pocztu królów Polski.
Peugeot E-5008 Dog Edition Concept
Zacznijmy jednak od tego, co Francuzi faktycznie wymyślili, bo muszę im oddać, że popłynęli z tym konceptem. Pod spodem siedzi model 5008, którego premiera odbyła się dwa lata temu, tylko odpowiednio podrasowany.
Kabinę pomalowano w barwach dopasowanych do psiego widzenia – odcienie niebieskości z akcentami żółci, bo pies świata nie widzi tak jak my. Do tego materac wędrujący z bagażnika na kanapę i pod drzewo na postoju, podgłówek przy oknie, żeby pupil mógł wystawić pysk i patrzeć na uciekający świat, no i suszarka do wilgotnej sierści zasilana z gniazdka w aucie.

Jest też tryb Dog Guardian, który pilnuje temperatury w kabinie i alarmuje właściciela, oraz funkcja Dog Retriever przywołująca zgubionego psa personalizowanym dźwiękiem. Nawigacja podpowiada ładowarki przy parkach, żeby kompan mógł rozprostować kości, kiedy auto będzie podpięte do gniazdka. Słowem: pies dostał więcej udogodnień niż niejeden pasażer klasy ekonomicznej.
Peugeot uczciwie zaznacza, że to jednorazowy koncept i do produkcji nie trafi. Czyli klasyczny chwyt: pokazać coś, czego i tak nie kupisz, żeby wywołać ciepłe skojarzenia na temat marki.
I wiecie co? Działa. Ja właśnie o tym piszę.
Tylko że zanim ktoś w internecie ogłosi, że oto motoryzacja przekroczyła granicę empatii międzygatunkowej, czuję się w obowiązku przyhamować te zapędy. Bo nie jest to pomysł ani nowy, ani szczególnie oryginalny.
Podpatrzmy u innych, pokażmy jako swoje
W 2017 roku Nissan pokazał koncept X-Trail 4Dogs. Bagażnik zamieniony w psi buduar, wysuwana rampa dla starszych stawów, wysuwany prysznic z suszarką, sprytnie ukryta miska, dozownik smakołyków i dwukierunkowa kamera dog-cam, dzięki której pies widział właściciela na ekranie, a właściciel psa.

Brzmi znajomo? Bo to praktycznie ten sam brief, tyle że sprzed dwóch generacji telefonów. Nissan oparł to zresztą na badaniu wśród 1300 właścicielach psów, z którego wyszło, że blisko 90 proc. kupiłoby auto z psimi bajerami.
Marketingowo to była pozycja obowiązkowa i Japończycy ją odhaczyli. Nissan zresztą zaliczył wówczas kombo, bo do psów dorzucił jeszcze dzieciaki.
Cofnijmy się jeszcze dalej. Honda pokazała Dog Friendly Element już w 2009 roku. Legowisko na podwyższeniu, rampa dla psa, wentylator, miska odporna na rozlanie, maty z wzorem kości i pasy bezpieczeństwa dla czworonoga.
Tylko Honda tego nie schowała do gabloty. Wersję Dog Friendly można było realnie zamówić u dealera. Z emblematami na nadwoziu włącznie. Człowiek płacił i wyjeżdżał autem z certyfikowanym psim wnętrzem.

Peugeot więc nie wynalazł psa w samochodzie. Sięgnął po starą ideę i ubrał w nią elektrycznego SUV-a, a później okrasił ładniejszą narracją o „patrzeniu na świat oczami psa”. Postęp jest, tylko odbywa się w dziale scenariuszy, nie w zestawie funkcji.
A skoro już przy funkcjach jesteśmy – ten cały tryb pilnujący temperatury w zaparkowanym aucie też nie spadł z nieba. Tesla wprowadziła swój Dog Mode w 2019 roku i to nie w formie konceptu do oglądania, tylko jako aktualizację, która realnie wjechała do aut. Auto trzyma zadaną temperaturę, a na ekranie wyświetla komunikat dla przechodniów, żeby jakiś dobry samarytanin nie wybił szyby w akcie ratowania psa, który akurat ma się świetnie.
Na przyjaciołach się nie oszczędza
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic do Peugeota, a do psów mam wręcz sympatię większą niż do większości ludzi. Doceniam, że ktoś w studiu projektowym pomyślał o żółto-niebieskiej palecie, bo faktycznie pies inaczej widzi kolory i to jest detal, który świadczy o robocie odrobionej porządniej niż zwykłe „dorzućmy legowisko”. Problem nie leży w aucie, tylko w tym, że co kilka lat dostajemy ten sam prezent w nieco zmienionym opakowaniu.

Bo spójrzmy prawdzie w oczy: producenci odkryli, że pies sprzedaje. Wystarczy pokazać uroczego czworonoga z pyskiem w oknie i internet mięknie, udostępnia, wzrusza się i zapomina, że dokładnie to samo wzruszenie przerabiał osiem i szesnaście lat temu.
To nie jest cynizm producentów. To raczej diagnoza nas samych – istot, które na widok psa w foteliku tracą całą czujność konsumencką, jaką z takim trudem budowaliśmy przez lata czytania ulotek i oglądania bloków reklamowych.
Najlepszy dowód? Mogłem napisać tekst na pięć innych tematów. A prawda jest taka, że i tak wszyscy wolą patrzeć na szczęśliwego psa w oknie. Znów daliśmy się podejść – i to nie po raz pierwszy.
A mimo to taki marketing szanuję. Jest sympatyczny, nikomu nie robi krzywdy i przynajmniej dotyczy istoty, która naprawdę cieszy się z jazdy samochodem bardziej niż ja z nowej stacji ładowania. Mój pies, gdyby umiał czytać cenniki, też by go szanował – a potem i tak położyłby się na dziurawym kocu tam, gdzie bym mu go rzucił, i byłby najszczęśliwszym psem w promieniu kilometra.
Bo pies nie potrzebuje materaca wędrującego po kabinie ani suszarki zasilanej z gniazdka. Pies potrzebuje, żebyś go ze sobą zabrał. A z tobą to on będzie leżał nawet na rozżarzonych węglach. I nadal będzie szczęśliwy.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.