REKLAMA

Chciałem sprawdzić, czy odcinkowe pomiary ratują życie. Państwo: powodzenia

Odcinkowych pomiarów prędkości działa już w Polsce 111, a policyjna mapa wypadków śmiertelnych nie ma warstwy z kamerami. Spróbowałem taką zrobić, zestawiając jedno z drugim, i trafiłem na dziurę, której od sześciu lat nikt nie chce zasypać.

Chciałem sprawdzić, czy odcinkowe pomiary ratują życie. Państwo: powodzenia

Plan był dobry, jak to z planami bywa. Wziąć mapę urządzeń CANARD, nałożyć ją na policyjną mapę kropek i sprawdzić, czy tam, gdzie stanął odcinkowy pomiar prędkości, kropek ubyło. Po dwóch godzinach klikania, szukania i czytania wiedziałem, że w Polsce tego zrobić się nie da. I to bynajmniej nie z powodu mojej nieporadności.

Dane są, a jakby ich nie było

Policyjna mapa pokazuje dziś 204 punkty w skali kraju, rozstawione poglądowo, bez informacji, czy zdarzenie wypadło na odcinku objętym pomiarem. Żeby stwierdzić, że OPP zapobiegł wypadkowi albo mu nie zapobiegł, trzeba wiedzieć, czy dana kropka leży między bramownicami. A tego nie wiemy, bo wypadki zaznaczane są poglądowo, z dokładnością do miejscowości.

Na tym problemy się nie kończą. Bo o ile CANARD udostępnia mapę, która pokazuje sprzęt, to już nie informuje, od kiedy każdy z odcinków realnie mierzy. A większość tegorocznych urządzeń pracuje raptem od kilku lub kilkunastu tygodni. Jedno lato to nie próba badawcza, tylko szum. Kropki i bramownice po prostu ze sobą nie rozmawiają.

Jedyne „przed i po” w Polsce ma sześć lat

Zostaje to, co ktoś już zmierzył. Raport NIK z 2019 r. wziął na tapet 29 pierwszych odcinków i porównał wypadkowość z lat 2012–2014 oraz 2016–2018. Liczba wypadków z początkowych 112 spadła do 48, z 38 ofiar śmiertelnych zostało 11, a liczba rannych zjechała ze 142 do 62. Korzyść społeczną oszacowano na 120 mln zł – ponad dwunastokrotnie więcej niż koszt zakupu i utrzymania urządzeń.

Tu niestety trzeba wrzucić „ale”. Ta sama kontrola pokazała bowiem, że efekt rozłożył się paskudnie. Wszystkie trzy wskaźniki spadły na 10 z 29 odcinków. Na kolejnych 10 poprawił się jeden albo dwa. Na trzech nie było wypadków ani przed, ani po. A na sześciu co najmniej jeden wskaźnik poleciał w górę.

Do tego perełka ze szczegółów kontroli: osiem urządzeń postawiono tam, gdzie w latach 2011–2014 nie zginął nikt. Trzy kolejne upchnięto na dziesięciu kilometrach krajowej siódemki, dzieląc jeden planowany odcinek na trzy krótsze i dokładając 575 tys. zł kosztów. Powód? Okazało się, że były nim przyłącza energetyczne. Sprzęt lądował więc tam, gdzie dało się doprowadzić prąd, a nie tam, gdzie ginęli ludzie.

Świat ma z odcinkową kontrolą prędkości dłuższy romans i policzył ją porządnie. Według różnych badań OPP zmniejsza liczbę wypadków o około 30 proc., a tych z zabitymi i ciężko rannymi o 56 proc. Klasyczny fotoradar punktowy wypada słabiej, bo przy nim się zwalnia, żeby przyspieszyć dwa słupki dalej.

GITD się podzieli, jak ładnie poprosisz

Najlepiej udokumentowany świeży przypadek to droga wojewódzka 579 przez Kampinoski Park Narodowy, w okolicy nazywana Kampinoską Gilotyną. Ograniczenie do 60 km/h obowiązuje tam od ponad dekady, ale w przytłaczającej większości przypadków było traktowane jak luźna sugestia.

Pomiar ruchu z 2024 r. wykonany przez kolektyw ZaPuszczeni dał wynik brutalny: w trzy godziny przejechało tym odcinkiem 2500 samochodów, z czego limitu trzymało się 3 proc., a ponad jedna trzecia przekraczała go o więcej niż 30 km/h. Na tym odcinku ginęły i zwierzęta, i ludzie.

Wypadki śmiertelne

Bramki na 12,8 km uruchomiono formalnie 9 marca. Formalnie, bo inspekcja wyłączyła system na czas remontu i realne pomiary ruszyły dopiero 12 czerwca. Pierwsze statystyki, które GITD przekazał lokalnej redakcji, mówią o 281 wykroczeniach od 12 do 30 czerwca, czyli około 15 na dobę, przy rekordzie 35 km/h ponad limit.

Policzmy to inaczej. Wcześniej limitu nie trzymało się 97 proc. kierowców. Po włączeniu bramek mandat łapie kilkanaście osób na dobę na trasie, którą jeżdżą tysiące. Zachowanie zmieniło się o 180 stopni i to jest twardy wynik. Czego nie wiadomo? Rzeczy najważniejszej: nikt nie opublikował jeszcze, ile wypadków oraz kolizji ze zwierzętami tam ubyło.

Z kolei Wielkopolska – województwo od trzech lat najsilniej wykropkowane na policyjnej mapie ofiar śmiertelnych – dostała odcinkowy pomiar na dziewięciu kilometrach S5 między węzłami Poznań Zachód i Stęszew. Bardzo dobrze. Tylko kropki na mapie w większości nie leżą na ekspresówkach. Bruksela przypomina, że 53 proc. ofiar w Unii ginie na drogach poza miastem. Policyjna mapa to potwierdza. A mimo to sprzęt najwyraźniej znów idzie tam, gdzie łatwiej postawić bramownicę i gdzie jest prąd.

Brakuje jednej tabelki

CANARD zapowiadał 114 odcinków i ponad 670 km pod nadzorem, a lokalizacje 43 nowych urządzeń wytypowano razem z GDDKiA i policją jako miejsca realnego zagrożenia (w takim razie w pozostałych 71 zagrożenie nie występowało?). W tym samym komunikacie czytamy, że w miejscach objętych nadzorem następuje znaczący spadek liczby zdarzeń drogowych. O ile? Na których odcinkach? Cisza.

Odcinkowy pomiar prędkości nie jest ani cudem, ani zamachem na wolność obywatela. To jedyne urządzenie na polskiej drodze, które działa – również wtedy, gdy nikt nie stoi w krzakach z suszarką.

Na półmetku tych wakacji policja pokazała spadek liczby ofiar. Skoro potrafimy policzyć 281 wykroczeń w 19 dni w Kampinosie, to potrafimy też policzyć, ile kropek na mapie nie zapaliło się dzięki bramownicom. Tzn. ja nie potrafię, ale GITD powinien. Dopóki tego nie zrobi, każda dyskusja o odcinkowych pomiarach skończy się tak jak zawsze: krzykiem w komentarzach i brakiem dowodów po obu stronach.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.