REKLAMA

Przesiadłem się na opony wielosezonowe. Fachowiec mówił jasno

Zaprzyjaźniony wulkanizator odradził mi dwa komplety opon i sam przyznał, że mówi wbrew własnemu interesowi. Po kilku sezonach na gumach ze średniej półki wiem już, że miał rację, choć z pewnym zastrzeżeniem.

Przesiadłem się na opony wielosezonowe. Fachowiec mówił jasno
REKLAMA

Są w tym kraju dwa plemiona kierowców. Jedno co roku na jesieni i na wiosnę ustawia się w kolejce do wulkanizatora z determinacją godną lepszej sprawy. Drugie puka się w czoło i jeździ na jednym komplecie przez okrągły rok. Od trzech zim należę do tego drugiego i nie zamierzam wracać.

REKLAMA

A wszystko zaczęło się od rozmowy nad podniesionym autem. Znajomy wulkanizator odradził mi sezonową wymianę opon, co jest mniej więcej tym samym, co fryzjer odradzający strzyżenie. „Mówię ci to wbrew swojemu interesowi” – dorzucił, wycierając ręce w szmatę. Sam zresztą na takich jeździ. A skoro mówi to wulkanizator z wieloletnim doświadczeniem, to wypada się nad tym pochylić.

Kupiłem wielosezonówki ze średniej półki

No dobra, najpierw kupiłem tanie „chińczyki”, ale kiedy już przyszły, okazało się, że z jednej opony druty sterczą na zewnątrz. Taki widok mi wystarczył, żeby zrobić zwrot towaru i zwrot ku bardziej renomowanym producentom. Dołożyłem te parę stówek i kupiłem produkcję europejską. Z motocykla jestem nauczony, że ten kawałek gumy to jedyne, co trzyma mnie na asfalcie. Jak mam wątpliwości, to zmieniam.

REKLAMA

Jeżdżę głównie po mieście i po okolicy, w centralnej Polsce, chociaż kilka razy w sezonie zimowym odwiedzam też Beskidy. Opony nie zrobiły mi do tej pory żadnej niespodzianki. Tyle że moje „do tej pory” ma wartość dowodową sondażu na próbie jednej osoby, więc postanowiłem sprawdzić, co mówią ludzie, którzy mierzą, zamiast czuć.

Polak kupuje skrajnie

Z raportu Oponeo za 2025 rok wynika, że opony całoroczne to już 28,1 proc. rynku, a zimówki pozostają największą pojedynczą grupą. Jesteśmy jednym z trzech najbardziej rozwiniętych rynków opon zimowych w Europie i jednocześnie całymi rocznikami przesiadamy się na jeden komplet. Można by to uznać za schizofrenię, ale można też dostrzec w tym zmiany wynikające z rosnącego doświadczenia i spadającego zaufania do marketingu.

REKLAMA

Z mojej perspektywy najciekawsze jest to, czego nie kupują sami zainteresowani. Otóż wśród sięgających po ogumienie całoroczne najmniejszym zaufaniem cieszy się segment średni – dokładnie to, co ja założyłem u siebie. Nie ukrywam, że kiedy to przeczytałem, poczułem się jak człowiek, który zamówił w przydrożnym barze danie, którego nikt nie bierze, i przy stoliku zastanawia się, czy to była odwaga, czy brak gustu.

Zima, która nie dojeżdża na dyżur

Mój znajomy poparł swoją rekomendację krótkim zdaniem: „A ile tego śniegu widzisz co roku?”. Argument o łagodniejszych zimach nie jest wymówką leniwego kierowcy. Stoją za nim surowe liczby. Dni z pokrywą śnieżną w Polsce regularnie ubywa, a średnia krajowa, w latach 1961-1990 wynosząca 64, spadła w dekadzie 2011-2020 do zaledwie 39.

REKLAMA

Oczywiście średnia to wskaźnik wyjątkowo kulawy. Wszak kiedy idę z psem na spacer, „średnio” każdy z nas ma po trzy nogi. Na Kasprowym Wierchu śnieg zalega grubo ponad 200 dni w roku, na Śnieżce ponad 180. Kto mówi, że śnieg leży miesiąc, mówi o nizinach. Góry tej narracji nie kupiły i nie kupią. Tyle że na Kasprowy ani na Śnieżkę mój Citroen nie wjedzie (bo nie wolno, nie że nie da rady!).

Rozmiar ma znaczenie

Auto Bild przepuścił przez tor 30 opon całorocznych w rozmiarze 225/45 R17. Do finału weszło 15, najwyższą notę „vorbildlich” (po polsku - wzorowy) dostały trzy. Testerzy odnotowali przy tym coś bardzo ciekawego: dwie z nich pobiły na suchym torze prowadzenie referencyjnej opony letniej, a zwycięzca miał większą trakcję na śniegu niż referencyjna zimówka. Jeśli nie wierzycie mojemu wulkanizatorowi, ten test daje do myślenia.

REKLAMA

Warto jednak poszperać przed zamówieniem czterech sztuk czegokolwiek z tabelki, bo oto okazuje się, że niebagatelne znaczenie ma też to, czym jeździsz. W czerwcu ADAC wziął pod lupę 16 wielosezonówek w rozmiarze 185/65 R15 – czyli takich, na jakich jeżdżą małe mieszczuchy. Ocenę „dobrą” dostała tylko jedna jedyna. Osiem nie dostało rekomendacji zakupu, a pięć wypadło na śniegu tak fatalnie, że ADAC wprost je odradza.

Jeśli jeździsz na małych kółeczkach, warto się zastanowić. W piętnastkach producenci zwyczajnie nie wystawiają swoich najnowszych konstrukcji. Mały samochód, mały budżet, mniej uwagi działu rozwoju. Warto o tym pamiętać.

REKLAMA

Natomiast przy wyborze jednego kompletu interesuje cię wyłącznie symbol alpejski, czyli płatek śniegu na tle trzech górskich szczytów, znany też jako 3PMSF. Literki M+S są deklaracją producenta i niczym więcej.

Śnieżynka to homologacja, wszystkie „M+S”, „winter”, „snow” itp. to co najwyżej obietnica. Za Odrą nie jest to zresztą niuans dla hobbystów. Niemieckie przepisy za opony na zimowe warunki uznają wyłącznie te z symbolem alpejskim.

REKLAMA

Wulkanizator i tak wyjdzie na swoje

Przez rok byłem przekonany, że znajomy zadziałał charytatywnie. Potem policzyłem. Jeden komplet też trzeba wyważać, ciśnienie sprawdzać co miesiąc, a bieżnik oceniać według dwóch progów naraz: 3 mm na lato i 4 mm na zimę. Opona jest jedna, a sezony są dwa.

Opony całoroczne jeżdżą non stop, więc naturalnie zużywają się szybciej. Według prognoz komplet wystarcza na jakieś trzy sezony. ADAC prognozuje przebiegi do maksymalnie 46 000 km, a najsłabsze nadają się do wymiany, zanim minie trzeci rok przeciętnej eksploatacji. Przy niskich rocznych dystansach jeden komplet wychodzi taniej, ale przy wysokich potrafi wyjść drożej niż dwa zestawy.

REKLAMA

Mój wulkanizator nie działał więc wbrew swojemu interesowi. Działał wbrew mitowi, że wymiana opon to jedyne, co ma do zaoferowania. Ja zostaję przy wielosezonówkach. Przy mojej jeździe są wystarczająco dobre na zimę, która w nizinnej Polsce wpada na dwa tygodnie, obraża się i wyjeżdża. W górach wymagają więcej uwagi, ale przy okazjonalnych wizytach dają sobie radę. Gdybym mieszkał tam na stałe, zapewne pisałbym teraz zupełnie inny tekst.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA