Na 8 lat więzienia skazano dziś Sebastiana Majtczaka za spowodowanie śmierci trzech osób na autostradzie A1 w 2023 r. Wyrok jest nieprawomocny. Obecne przepisy pozwalają dużo surowiej karać za śmiertelne wypadki spowodowane brawurową jazdą, ale nie o liczby tu chodzi.

8 lat za zabicie trzyosobowej rodziny za pomocą samochodu jadącego z ogromną szybkością to kara dobra czy zła? A gdyby sprawca nie wyjechał do Dubaju, skąd nie miał ochoty wracać, to 8 lat brzmiałoby lepiej, bo aż tak bardzo nie rozzłościłby opinii publicznej?
W takich sprawach nie ma dobrej kary. Są jak błąd systemu, który nie za bardzo da się naprawić.
Sprawa wypadku na A1
Jest to jedna z dwóch bardzo głośnych spraw, które wstrząsnęły Polską. Drugą była sprawa Łukasza Żaka, z którego pojmaniem i osądzeniem poszło sprawniej, ale odrazę opinii publicznej budził podobną.
Sebastian Majtczak poruszał się z niezwykle wysoką prędkością autostradą A1. Tam doszło do zderzenia z innym samochodem osobowym, w wyniku którego zginęła trzyosobowa rodzina, w tym małe dziecko.
Następnie nastąpiło internetowe tropienie sprawcy, przypisywanie win, dopatrywanie się prób tuszowania sprawy przez policję, pobyt podejrzanego w Dubaju, jego ściągnięcie do Polski i dopiero proces.
Wypadek na A1:
Od momentu wypadku do wyroku pierwszej instancji minęły aż 3 lata, miesiąc i 5 dni. Pewnie w kraju z bardziej sprawnym aparatem państwowym dałoby się przeprowadzić tę operację w krótszym czasie. Rodzina ofiar długo czekała na sprawiedliwość, ale czy się jej doczekała?
Zmieniono przepisy
Po tym i innych tragicznych wypadkach zmieniono przepisy. Obecnie za spowodowanie śmiertelnego wypadku w warunkach brawurowej jazdy grozi od roku do 10 lat więzienia. Kara może sięgnąć 20 lat przy dodatkowych okolicznościach, takich jak nietrzeźwość czy ucieczka z miejsca zdarzenia.
Czy tak wysoki wymiar kary odstraszy potencjalnych naśladowców? Czy powstrzymałby pijanego w sztok następnego Żaka? Nic a nic. Bo ich postępowanie nie wpisuje się w żadną kalkulację. Takie tragedie to błędy wpisane w funkcjonowanie społeczeństw, nie tylko naszego.
207 km/h w Norwegii
Znalazłem informację o wypadku w Norwegii. To kraj, w którym restrykcyjnie przestrzega się ograniczeń prędkości, a te w dodatku są bardzo niskie w porównaniu z naszymi. W Norwegii nawet Polacy na drodze robią się grzeczni, obawiając się wysokich kar.
Mimo tego w 2022 r. 21-letni kierowca, chcąc nacieszyć się świeżo kupionym Audi RS 6 Avant, doprowadził do wypadku w tunelu. Bezpośrednio przed zderzeniem poruszał się z prędkością 207 km/h. Uderzył w tył Toyoty, którą podróżowało małżeństwo. Kierowca drugiego samochodu został trwale sparaliżowany od klatki piersiowej w dół.
Sprawca został osądzony, a 29 lutego 2024 r. norweski Sąd Najwyższy ustalił karę na rok i 8 miesięcy więzienia. Dużo to czy mało i czy wyczerpało to społeczne oczekiwania co do sprawiedliwości wyroku? I jakim cudem w tak cywilizowanym kraju ktoś jechał z prędkością ponad 200 km/h?
Doszło do tego, bo nie wszystko da się skontrolować. Jedyna droga to ograniczanie prawdopodobieństwa.
Denerwują cię przepisy
Denerwują cię przepisy ruchu drogowego, ograniczenia prędkości, odcinkowe pomiary prędkości, kontrole i wysokość mandatów? Ale też potępiasz czyn Sebastiana Majtczaka. Jest problem, to się nie łączy.
W przypadku zabójstwa z użyciem noża nie są winni kolekcjonerzy noży. Za to w przypadku takich wypadków drogowych cała reszta kierowców jest trochę winna. O błąd systemu łatwiej, gdy sam system opiera się na kruchych podstawach i nieustannie jest kwestionowany jego sens.
Jeśli każdy kierowca czuje się prześladowany przez przepisy, bo on wie lepiej, jak naprawdę podejść do ograniczeń prędkości i przepisów, to dlaczego swojego własnego systemu ocen nie może mieć Sebastian w zbyt szybkim samochodzie?
Przekonanie o własnej nieomylności jest niebezpieczne. Zgubne może być myślenie, że przepisy są dla wszystkich, ale wyjątek należy się akurat mnie i moim znajomym, a to ci inni są źli i za szybko jeżdżą.
Żadna kara nie cofnie tego, co wydarzyło się na A1. Możemy jednak wymagać, żeby system reagował wcześniej, zniechęcał i tępił niektóre drogowe postawy. Tyle że wtedy trzeba akceptować również ograniczenia.
Jak to zrobić, gdy tak wielu kierowców czuje się mistrzami kierownicy, których wolność na drodze krępują okrutne przepisy? Nie wiem, ale wiem, że taki sposób myślenia zwiększa szansę na kolejny błąd systemu.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.