REKLAMA

Jednoślad na jesiennej wyprzedaży. Jeszcze jest ciepło

Jesień to w świecie jednośladów pora żałoby. Salony pustoszeją, fora i grupki cichną, a dilerzy patrzą na niesprzedane stodwudziestkipiątki jak na niechciane prezenty po świętach. I właśnie dlatego, wbrew pozorom, to może być najlepszy moment na zakup.

Jednoślad na jesiennej wyprzedaży. Jeszcze jest ciepło
REKLAMA

Wiosną śnieg topnieje, wszystko budzi się do życia, a ceny jednośladów – nowych i używanych – idą w górę równie przewidywalnie jak mandaty w majówkę. Jesienią jest odwrotnie. Dlatego najlepszy czas na zakup motocykla przypada po sezonie, bo wtedy wystawiona na handel maszyna denerwuje swoją obecnością w garażu lub salonie, zamiast cieszyć na drodze.

REKLAMA

Potwierdzają to zresztą dane. Rynek nowych jednośladów rusza dopiero wiosną – największa lawina rejestracji przypada na kwiecień i maj, a ostatni kwartał przynosi spadki. Przy okazji widać w nich coś jeszcze: blisko połowa nowych motocykli w Polsce to dziś pojemność 125. To bezsprzecznie najliczniejszy segment rynku. Diler, który wiosną nie musi nikogo przekonywać, w październiku nagle staje się rozmownym człowiekiem gotowym „coś poradzić na tę cenę”.

Sprzedawca motocykli jesienią to najmilszy człowiek w okolicy

Dlaczego akurat 125? Bo to jedyny motocykl, który zgodnie z ustawą o kierujących pojazdami możesz prowadzić z prawem jazdy kategorii B, o ile masz je od co najmniej 3 lat. Maszyna musi spełnić trzy warunki naraz: pojemność do 125 cm, moc do 11 kW i stosunek mocy do masy nie większy niż 0,1 kW/kg. Żadnego dodatkowego egzaminu, żadnej kategorii A.

REKLAMA

Dla formalności dodam, że nie każda stodwudziestkapiątka z ogłoszenia jest legalna na kategorię B. Sporo motocykli enduro i dwusuwów ma moc wyższą niż ustawowe 15 KM oraz przekracza dopuszczalny stosunek mocy do masy, a przez to wymaga stosownej kategorii. O markę na baku nikt nie zapyta, o kilowaty w dowodzie już tak.

off-road w lesie

Mało? Zależy, jakie masz ambicje. Oczywiście do objeżdżania świata trochę mało, chociaż i takich herosów nie brakuje. Największy problem z tym planem jest jednak inny – legalna jazda na kategorię B to nasz krajowy wymysł. Jeśli planujesz dalekie wyjazdy, to i tak musisz zdać prawko. Natomiast do sprawnego i taniego poruszania się po mieście i w jego okolicach w zupełności wystarczy.

REKLAMA

Ile to kosztuje?

Mniej, niż się wydaje. Nowe 125 zaczynają się dziś w okolicach 6–7 tys. zł – najtaniej u (niegdyś) polskich producentów, takich jak Romet czy Junak. Tylko warto też pozbyć się zawczasu złudzeń co do samej „wyprzedaży”. Na Romecie za 7 tys. zł nikt nie utnie kilku tysięcy w ramach rabatu rodem z salonu Ducati. Tanie 125-tki są tanie przez cały rok, a po zmianie przepisów przestały właściwie tracić na wartości.

Jesienny zysk to raczej parę stówek mniej, a do tego dorzucony kufer, szyba, komplet opon albo darmowy przegląd. Na cenę niższą o połowę raczej nie ma co liczyć. Prawdziwe cięcia widać piętro wyżej – w segmencie premium i w większych pojemnościach (choć i w 125 uda się czasem dobrze trafić). To stamtąd biorą się historie o modelu tańszym nagle nawet o kilkanaście procent. Sam tak ustrzeliłem swoją pięćsetkę, więc wiem, o czym mówię.

REKLAMA
Wyprzedaż rocznika Suzuki

Używki też warto brać jesienią

Ale jest jeszcze jeden rynek i to na nim jesień naprawdę się opłaca. Gdy sezon się kończy, używane 125 tanieją, a sprzedający z maszyną, która ma spędzić zimę w garażu, są dużo skłonniejsi do negocjacji niż wiosną, gdy telefon nie milknie. Część woli domknąć transakcję, żeby nie mrozić gotówki na zimę, a kalendarz dokłada swoje: egzemplarz, który dziś jest „tegoroczny”, po Nowym Roku robi się „o rok starszy”. A starszy rocznik to niższa cena w ogłoszeniu. Więc albo sprzedawca zejdzie z ceny teraz, albo będzie musiał opuścić wiosną, bo motocyklowi wskoczy +1 do wieku.

REKLAMA
Wyprzedaż rocznika Honda

Jesień wygrywa, i to z kilku powodów naraz. Po pierwsze, dostępność: rocznik, który latem rozszedłby się w tydzień, w październiku wciąż stoi i czeka. Po drugie, czas – kupując teraz, masz całą zimę na oswojenie maszyny, dodatki, akcesoria, plac i pierwsze kilometry bez presji sezonu. Mały motocykl potrafi być dużym problemem, gdy pierwszy raz siadasz na nim w wiosennym korku. Po trzecie, pryskające marzenia: bo nie brakuje takich, którym jeden sezon wystarczył na zrozumienie, że to nie dla nich. Oni chcą odzyskać część pieniędzy oraz nie przejmować się zimowaniem niechcianej maszyny.

Zatem czy warto kupić motocykl 125 na jesiennej wyprzedaży? Jeśli marzysz o dramatycznym upuście – raczej nie, bo w tym segmencie nie ma go z czego wykroić. Ale jeśli chcesz zapłacić mniej niż sąsiad w maju, wybrać z tego, co jest dostępne na placu, a przy okazji złapać jakieś gratisy – tak, bez dwóch zdań.

REKLAMA

Motocykl kupiony w listopadzie ma tylko jedną wadę: musi poczekać do wiosny.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA