MG zamiata aż się kurzy. Doświadczyłem pełnej świadomości
MG przekroczyło w Polsce granicę 30 tys. sprzedanych samochodów. A ja akurat spotkałem zadowolonego właściciela jednego z nich, który w ogóle nie wspomniał o cenie.

Marka MG właśnie przekroczyła w Polsce granicę 30 tys. sprzedanych aut. Zajęło jej to około dwóch i pół roku. Jeszcze pod koniec 2025 r. licznik wskazywał niespełna 22 tys. egzemplarzy, więc w pierwszej połowie 2026 r. tempo nadal było wysokie.
A ja przypadkiem właśnie teraz spotkałem zadowolonego właściciela jednego z aut tej marki. Na pewno nie mogę powiedzieć, że dokonał nieświadomego zakupu, skuszony wyłącznie ceną.

30 tys. samochodów MG w Polsce to już ładna liczba
Trzeba przy tym zauważyć dwie rzeczy. To znaczy nie trzeba, ale możemy. Po pierwsze, mówimy wyłącznie o samochodach osobowych. Pod marką MG nie są w Polsce sprzedawane dostawczaki, więc nie bardzo jest jak podbić wynik mieszczący się pod pojemnym określeniem „samochody”.
Po drugie, chińskie marki ciągle są mocne głównie wśród klientów indywidualnych. W zestawieniu z maja 2026 r. MG zajęło w tej grupie szóste miejsce, a dwa jego modele znalazły się w pierwszej piątce najczęściej wybieranych aut. MG HS był trzeci, a MG ZS – piąty.
MG należy do chińskiego koncernu SAIC Motor, ale marka lubi podkreślać swoje brytyjskie korzenie. I czyni to słusznie, bo „europejskość” potrafi być ważna dla klientów.
Właściciel MG HS wiedział wszystko
Spotkałem zadowolonego właściciela MG HS w wersji sprzed liftingu, który chętnie opowiedział mi o swoim samochodzie. To nawet nie był koncert pochwał, to był koncert wiedzy na temat tego auta.
Słowa „dobra cena” nie padły ani razu. Właściciel podkreślał europejski charakter samochodu. Podobało mu się, jak HS wygląda i jak się prowadzi. Miał go od dwóch lat i przez ten czas nie wydarzyło się nic, o czym mógłby wypowiedzieć się negatywnie.
Europejskie korzenie marki były dla niego ważne. Wiedział, że jej biuro projektowe znajduje się w Londynie. Znał też pochodzenie silnika, który powstał w wyniku współpracy z General Motors. Widać było, że mocno interesuje się swoim autem i że nie ma ono przed nim zbyt wielu tajemnic. To była w pełni świadoma decyzja zakupowa.
Zapytany o obsługę multimediów i sterowanie układem klimatyzacji, które odbywa się z poziomu ekranu, nie widział problemu. Jego zdaniem da się do tego przyzwyczaić (mi akurat przeszkadzało). Jeździł już także najnowszym modelem marki, który przypadkiem stał się modelem jubileuszowym.
Więcej o MG HS:
30-tysięczny klient nie wybrał najtańszego samochodu
30-tysięcznym autem nie został ani MG HS, ani ZS. Został nim MGS9 Plug-in Hybrid. To najnowszy i największy SUV w polskiej gamie marki, zaliczany przez producenta do segmentu D. Był oczywiście skonfigurowany w najwyższej wersji wyposażenia Exclusive, co również jest charakterystyczne dla zakupów dokonywanych przez klientów tej nowej fali.

Na tym także polega jedna z różnic między chińskimi markami a częścią tradycyjnych producentów. Najwyższe wersje wyposażenia nie istnieją wyłącznie jako pozycje w konfiguratorze i popis możliwości producenta. Chińczycy przynieśli nam możliwość rzeczywistego zakupu najwyższych wersji, z czego klienci chętnie korzystają.
MGS9 jest siedmioosobowym SUV-em o łącznej mocy 299 KM. Ma akumulator o pojemności 24,7 kWh i według pomiaru WLTP może przejechać do 100 km bez uruchamiania silnika spalinowego. Po złożeniu siedzeń przestrzeń bagażowa może mieć do 2093 l. Producent sam podkreśla, że jest to samochód siedmioosobowy, a nie układ 5+2.
Ceny zaczynają się od 172 900 zł za wersję Excite. Exclusive kosztuje 181 900 zł i ma między innymi podgrzewane, wentylowane oraz masujące fotele, trzystrefową klimatyzację, panoramiczny dach i system audio Bose z 12 głośnikami.

To już nie jest samochód, który kupuje się tylko dlatego, że jest tani. Najtańszy benzynowy MG HS kosztował promocyjnie od 109 900 zł, więc między nim a jubileuszowym MGS9 Exclusive jest 72 tys. zł różnicy. To prawie wartość kolejnego małego samochodu.
Jeździłem przez chwilę tym autem i mogę powiedzieć, że nie odstaje od poprzednich modeli marki. To ciągle samochód, który prowadzi się bardzo po europejsku.
Wzrost o 40 proc. nie wziął się z kilkunastu samochodów
W maju 2026 r. zarejestrowano w Polsce 1723 nowe samochody MG. Marka miała 3,47 proc. rynku i poprawiła wynik sprzed roku o blisko 40 proc. Od stycznia do maja zebrała 7168 rejestracji, o 31 proc. więcej niż w tym samym okresie 2025 r.
Wzrost o 40 proc. jest osiągany przy dużych liczbach. To nie jest przypadek marki, która zalicza olbrzymi wzrost tylko dlatego, że rok wcześniej sprzedała niewiele samochodów.
W całym 2025 r. w Polsce zarejestrowano 15 230 samochodów MG, co oznaczało wzrost aż o 125 proc. Rok zakończył się rekordowym grudniem z wynikiem 2122 aut. To bardzo duże wzrosty, ale czy 30 tys. sprzedanych pojazdów to dużo?
Czy 30 tys. samochodów w jednym kraju to dużo?
Największym rynkiem dla tej marki pozostaje Wielka Brytania, gdzie od powrotu marki w 2011 r. sprzedano łącznie 386 tys. samochodów MG. W całej Europie marka sprzedała milion aut.
Przy tych liczbach polskie 30 tys. nie wygląda jak wydarzenie, po którym można się już położyć i leżeć, ale na pewno jesteśmy dla tej marki ważnym rynkiem. W 2025 r. zarejestrowano w Polsce 597 tys. nowych aut osobowych. Miło byłoby pokazać, ile samochodów wszystkich marek sprzedano u nas od wejścia MG na polski rynek, ale może już nie przesadzajmy.
Możemy za to spojrzeć na wynik Toyoty tylko za 2025 r. Japońska marka sprzedała wtedy w Polsce 92 tys. samochodów osobowych, a 104 tys. wraz z autami dostawczymi. W 2024 r. było to 111 tys. samochodów, czyli przez dwa lata na polskie drogi trafiło ponad 200 tys. pojazdów tej marki.
Te statystyki mogą nie obchodzić zadowolonego właściciela MG HS. On poradził sobie bez nich i podjął świadomą decyzję.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.