Elektryczny Mercedes w bazie udaje V6. Za udawanie V8 dopłata
Mercedes-AMG odkrył nowy sposób na zarabianie na motoryzacyjnej nostalgii. W elektrycznym GT SUV-ie możesz dostać sztuczny dźwięk silnika V8, ale jeśli wybierzesz tańszą wersję, musisz zadowolić się odgłosami jednostki o zaledwie sześciu cylindrach.

Mercedes właśnie zaprezentował nowego, w pełni elektrycznego SUV-a Mercedes-AMG GT, opracowanego na platformie AMG.EA, bez pokrewieństwa z żadnym innym modelem ze standardowej oferty - choćby podobnego rozmiarami GLE.
W konfiguratorze dostępna jest obecnie tylko podstawowa odmiana - GT 53 z dwoma silnikami, rozwijająca 536 KM. Oprócz niej przewidziano wersje GT 55 o mocy 805 KM oraz topową GT 63 z trzema motorami, dostarczającą aż 1153 KM.
Wszystkie są wyposażone w ciekawą opcję
Każda odmiana ma coś, czego nie da się kupić w tradycyjnym sklepie z częściami: odpowiednio zaprogramowane wrażenia akustyczne, mające przypominać spalinowe AMG - system AMGFORCE Sport+.

Nie jest to wyłącznie puszczenie nagrania dźwięku silnika z głośników. Producent zbierał rzeczywiste odgłosy, wykonując ponad 100 pomiarów przy użyciu 16 mikrofonów i wykorzystując m.in. spalinowego Mercedesa-AMG GT R jako samochód referencyjny.
System dostosowuje dźwięk do przyspieszania, jazdy i symulowanych zmian biegów. W praktyce samochód może więc naśladować zachowanie silnika spalinowego, mimo że napęd elektryczny nie potrzebuje takich zabiegów. To element mający wyłącznie dostarczać emocji kierowcy.

Ale jest tu pewien haczyk - w podstawowej odmianie GT 53 z głośników usłyszymy tylko dźwięki silnika V6. W tych droższych zaś - jednostki V8. Co broni Mercedesa przed zaaplikowaniem dźwięku V-ósemki do GT 53? Nie wiadomo.
To ja mam pomysł dla Mercedesa
No właściwie mam jeden pomysł. Mercedes chciał podkreślić różnice w poziomach wszystkich odmian - 53 ma odpowiadać benzynowym modelom z silnikiem V6, a 55 i 63 autom z V-ósemką. No i fajnie, byłbym w stanie to zaakceptować - ale mówimy o zaaplikowaniu prostego mechanizmu dźwiękowego, wiążącego się z zainstalowaniem pliku do systemu multimedialnego, a nie faktycznego silnika.
Dlatego moim zdaniem Mercedesa nic nie broni w tej sytuacji - ale nie zamierzam się denerwować. A nawet mam propozycję.
Sprawa różnicy w dźwiękach silnika daje podstawy do stworzenia całej dźwiękowej oferty. Możemy przyjąć, że podstawowa odmiana będzie odtwarzać dźwięk trzycylindrowego M281 ze Smarta Fortwo - jak podstawowo, to podstawowo. Kolejne odmiany mogą mieć wtedy V6 i V8, według uznania. Do tego opcja gwizdu sprężarki w abonamencie z opłatą 7999 zł co 12 miesięcy, a przez pierwsze 3 miesiące strzały z wydechu gratis.
I wisienka na torcie - specjalny pakiet retro z dźwiękiem diesla OM601 z Mercedesów W124 200D i W201 190D. Wtedy to sam kupię tego AMG.
Tu naprawdę nie trzeba tak kombinować
Wracając na chwilę do powagi. Mamy tu do czynienia z problemem, przed którym stoją producenci sportowych samochodów elektrycznych. Takie auto może przyspieszać błyskawicznie, ale nie daje charakterystycznego dźwięku, wibracji i zmian biegów, które dla wielu fanów są istotną częścią jazdy - a czasem nawet czymś ważniejszym niż wbijanie w fotel po muśnięciu pedału przyspieszenia.
Mercedes próbuje odtworzyć te wrażenia elektronicznie. Można uznać to za zabawny gadżet albo za próbę zachowania charakteru AMG w epoce elektryfikacji. Sam producent stawia na autentyczność symulacji, ale tu pojawia się pytanie - czy w ogóle warto udawać coś, czego w samochodzie nie ma.
Ja uważam, że wcale nie. Samochody elektryczne też mogą mieć swoją tożsamość dźwiękową. Z głośników generujących warkot silników benzynowych, równie dobrze może lecieć dźwięk w stylu statków kosmicznych - takie samochodowe techno.
I nie chodzi o żadną suszarkę do włosów ze sprężarką, a symfonię syntezatorową w stylu Jean-Michela Jarre'a. To też może być fajne - tylko powstaje pytanie, czy świat jest na to gotowy.
Więcej o Mercedesach przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.