Wankel wiecznie żywy. Mazda znowu wchodzi do tej samej rzeki
Menedżer Mazda Motor Europe zapowiada, że kolejny silnik Wankla w końcu napędzi koła, zamiast służyć wyłącznie za ładowarkę. Kilka miesięcy temu to samo mówił jego kolega z działu R&D, a Mazda Europe od stycznia nie ma w ofercie ani jednego wankla.

Moritz Oswald, odpowiedzialny w Mazda Motor Europe za planowanie produktu, twierdzi, że następna odsłona silnika rotacyjnego nie będzie już wyłącznie generatorem prądu, tylko faktycznie dołoży swoje do napędu.
Nie padła jednak ani nazwa modelu, ani żadna data. Padło za to wyjaśnienie, po co to komu: zdaniem Oswalda ludzie kochają wankla nie za osiągi, ale za sposób, w jaki się kręci, za dźwięk i za drgania.
Z tymi drganiami to w ogóle ciekawe, bo to dotychczasowy argument postawiony na głowie. Przecież to właśnie brak wibracji od lat jest jedną z najważniejszych zalet konstrukcyjnych silnika z wirującym tłokiem. I to dlatego nadawał się on do roli cichego generatora w MX-30.
Jeśli europejski dział planowania sprzedaje dziś drgania jako atut, to wygląda to na szukanie argumentów marketingowych, a nie rozwiązania technicznego.
Dalej to już koncert życzeń
Reszta wypowiedzi to już strumień myślenia życzeniowego. Auto ma ruszać na prądzie, a wankel ma włączać się później. Przekładni bezstopniowej nie będzie, bo przy CVT – jak ujął to Oswald – znika prawdziwe połączenie między kierowcą a samochodem. Trudno się z tym nie zgodzić. Jeszcze trudniej uznać to za nowe odkrycie.
W lutym dokładnie to samo mówił Christian Schultze, zastępca szefa działu badawczo-rozwojowego Mazda Motor Europe. Jego zdaniem sportowe auto wymaga, żeby silnik rotacyjny napędzał koła bezpośrednio – a więc inaczej niż w koncepcie Iconic SP czy w MX-30. Bo kto ceni ten silnik, chce czuć jego moc, a nie tylko jej słuchać.

Jeszcze wcześniej, na targach w Tokio pod koniec października 2025 roku, Mazda pokazała koncept Vision X-Coupe: hybrydę plug-in z doładowanym dwurotorowym wanklem, 510 KM i 160 km zasięgu na samym silniku elektrycznym. I tam dyrektor techniczny Mazdy Ryuichi Umeshita rzucił bodaj najkonkretniejsze zdanie z całej tej historii.
W tym aucie wankel jest napędem, a do tego potrzeba dobrych poziomów emisji w szerokim zakresie obrotów. Brakuje do tego dwóch, trzech lat rozwoju. Wersja generatorowa jest tymczasem niemal gotowa i jest w stanie spełnić globalne normy, łącznie z amerykańskimi.
Czyżby pogrzeb okazał się przedwczesny?
W tym samym czasie wankel realnie zniknął z cenników. W styczniu Mazda wycofała z Europy MX-30 R-EV, czyli jedyny samochód z silnikiem rotacyjnym, jaki można było u nas kupić.
Rzecznik marki tłumaczył to wówczas kombinacją powodów – na czele z trendami konsumenckimi i priorytetami produkcyjnymi. W Wielkiej Brytanii zarejestrowano 678 sztuk wersji z wanklem wobec 1872 egzemplarzy czysto elektrycznych. Z brytyjskiej oferty model zniknął na stałe i nie dostanie bezpośredniego następcy.
Gdy w 2023 roku jednorotorowy wankel o pojemności 830 cm i mocy 75 KM wjechał do polskiego cennika za 161 tys. zł, pisaliśmy wprost, że silnik nie ma żadnego połączenia z kołami ani z pedałem gazu. Dwa lata później żegnaliśmy elektryczną MX-30 i sugerowaliśmy, że jeśli ktoś faktycznie chce wersję z wanklem, powinien się pospieszyć ze składaniem zamówienia. Wyszło na to, że była to dobra rada.

Zespół inżynierów od silników rotacyjnych działa w firmie od 2024 roku, a w styczniu tego roku Mazda zgłosiła w amerykańskim urzędzie patent na recyrkulację spalin dla wankla, czyli próbę wyleczenia jego najstarszej przypadłości: chłodzenia obudowy nadmiarem wtryskiwanego paliwa.
Pierwszy seryjny dwurotorowy wankel pojechał w Cosmo Sport w 1967 roku, ostatni zgasł razem z RX-8 w 2012. Może jest jednak szansa na powrót z zaświatów.
Nie chodzi o to, że Mazda nie mówi prawdy. Chodzi o to, że ta sama obietnica wraca co kilka miesięcy, za każdym razem w innym magazynie i z innych ust, a z każdym powtórzeniem jest mniej konkretna. Rok temu dyrektor techniczny podał warunek i termin. Teraz menedżer od planowania produktu nie podał ani jednego, ani drugiego. Między tymi dwoma wywiadami Mazda wycofała z Europy swój jedyny model z wanklem.
Entuzjazm inżynierów jest prawdziwy, patenty też. Tylko wankla kręcącego kołami blokują emisje i dwa, trzy lata pracy. Mazda o nim przypomina, ale na razie pozostaje on wiecznie żywy dokładnie tam, gdzie żyje od 2012 roku: w zapowiedziach.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.