Łada Niva w wersji karaluch. Przetrwa apokalipsę
Na jednym z niemieckich portali ogłoszeniowych wystawiono niecodzienną wersję dobrze znanej Łady Nivy. Nazywa się Marsz i wyróżnia się ogromnymi, niskociśnieniowymi oponami. Te jednak nie służą tylko do ozdoby.

Łada Niva to samochód w pewnych kręgach kultowy - jest produkowana niemal od pół wieku, wciąż wyglądając niemal tak samo. Choć wszyscy kojarzymy ją jako zwykłą, trzydrzwiową terenówkę z pudełkowatym nadwoziem, to w ciągu jej długiej historii powstało naprawdę wiele ciekawych wersji. Jedną z najbardziej niesamowitych jest Marsz, osadzona na wielkich oponach.
Wersja Marsz na najcięższy teren
Marsz wygląda, jakby ktoś założył Nivie koła od traktora, podniósł ją na absurdalną wysokość, a po wszystkim jeszcze wysłał na 2 lata do Dagestanu. Tyle że w tym przypadku wygląd nie jest dla efektu - ten pojazd powstał po to, żeby jeździć tam, gdzie zwykły samochód terenowy zapada się w błocie lub śniegu.

Ogromne opony niskociśnieniowe rozkładają ciężar samochodu na dużej powierzchni. Dzięki temu auto mniej zapada się w bagnie, mokrym śniegu czy torfie. To nie są po prostu wielkie koła dla efektownego wyglądu. W tego rodzaju pojazdach możliwość dostosowania ciśnienia do podłoża ma ogromne znaczenie - a Marsz był wyposażany w system pozwalający regulować poziom napompowania opon z wnętrza pojazdu.
Niektóre wersje i konfiguracje Marsza wykorzystywały wyporność wielkich opon, dzięki czemu mogły powoli przemieszczać się nawet po spokojnej wodzie. Nie oznacza to jednak, że każdy egzemplarz jest pełnoprawną amfibią ani że można bezpiecznie przeprawić się nim przez dowolną rzekę.
Opony to jednak nie wszystko. Do kompletu doszło jeszcze zmodyfikowane podwozie, specjalne osie i zawieszenie, które sprawiają, że Marsz ma z seryjną Nivą znacznie mniej wspólnego, niż sugeruje nadwozie. W jego konstrukcji wykorzystywano m.in. mosty napędowe z terenowych UAZ-ów.
W 1999 roku podjęto próbę dotarcia Marszem w okolice bieguna północnego, a rok później kolejna wyprawa pokonała około 309 km w rejonie polarnym. Pojazd wykorzystywano też w trudnodostępnych obszarach północnej Rosji, m.in. przy pracach związanych z wydobyciem surowców. Ogółem zaś powstało ich ok. 1000, a fabryka Bronto, zajmująca się ich wytwarzaniem, ponoć wciąż przyjmuje zamówienia.
Ale już nie trzeba jechać do Togliatti
I teraz docieramy do najbardziej groteskowego elementu – silnika. Pod maską Marsza pracuje… wolnossący silnik benzynowy 1.7 R4 o mocy około 80 KM. Tak, to jest ten sam zmurszały motor, pamiętający istnienie trylobitów, który trafiał do niemal każdej Nivy przez prawie całą jej historię. To tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, o jakim kraju mówimy.
Ale jeżeli słabowity silnik wam nie przeszkadza, a cała reszta się podoba, to mam dobre wieści - auto jest na sprzedaż. Okazja jest całkiem konkretna: odrestaurowany egzemplarz z 2002 roku wystawiono w Niemczech na popularnym portalu Mobile.de za 19 999 euro, czyli 88 tys. zł.

Marsz to świetny przykład samochodu, który powstał nie dla zwykłego klienta, lecz dla bardzo konkretnego zadania. W północnej Rosji, gdzie drogi potrafią kończyć się na długo przed miejscem pracy, taki pojazd ma więcej sensu niż luksusowy SUV o mocy 500 KM.
A czy u nas ma sens? Nie bardzo - ale w takich przypadkach nie wszystko musi go mieć.
Więcej o rosyjskiej motoryzacji przeczytasz tutaj:
Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.