Nadchodzi koniec CPN. Jest sposób na uniknięcie podwyżek
Od 1 lipca rządowa tarcza paliwowa znika, a Pb95 i ON wracają do rynkowej rzeczywistości. Na razie trudno ocenić, na jakim poziomie zatrzymają się uwolnione ceny, ale profilaktycznie warto się przygotować i uzupełnić wiedzę o tym, jak wycisnąć jak najwięcej z jednego baku.

Pakiet CPN przechodzi do historii. Rządowy program osłonowy wprowadzony pod koniec marca, kiedy po ataku na Iran ceny ropy oszalały, a na pylonach a niektórych stacjach zamigotała ósemka z przodu, przechodzi w fazę wygaszania. Trzeba uczciwie przyznać, że mieliśmy najtańsze paliwo w Europie, ale wszystko, co dobre, ma w Polsce datę ważności krótszą niż jogurt.
Akcyza wróciła do normy już 16 czerwca. Obniżony VAT trzyma się do końca miesiąca, a od lipca rząd domyka całość. Premier ujął to z rozbrajającą szczerością: zakładaliśmy, że dopłacamy do lata, i się z tego wywiązaliśmy. Raczej nikt niczego nie zakładał, a że Trump postanowił, że „wygrał”, i zawarł z Iranem historycznie zły deal, to możemy skończyć z tym dopłacaniem.
Przyspieszony kurs oszczędnej jazdy
I tu wjeżdża Dacia, cała na biało. Brytyjski oddział marki, zamiast wypuścić kolejny komunikat o wszystkim i niczym, zrobił coś zaskakująco sensownego, co akurat wyjątkowo przyda się w Polsce od 1 lipca: zaprosił do współpracy Evana Morrisa, instruktora z Red Driver Training, i kazał mu nauczyć zwykłego kierowcę, jak realnie spalać mniej. Bez magnesów na przewody paliwowe, bez lania acetonu do baku i innych cudów z opowieści ludowych albo scamowych ofert. Sama technika.
Bohaterem została Sandero Stepway TCe 90, czyli auto idealnie wpisujące się w klimat zaciskania pasa. Jego fabryczne spalanie według normy WLTP to jakieś 5,5 l/100 km. W realnym życiu, przed eksperymentem, komputer pokazywał raczej 6,4-6,7 litra, bo tak to już jest, że laboratorium i prawdziwy ruch to dwa różne wszechświaty.

Trasę wybrano najzwyklejszą z możliwych: 27,5 km miksu miejskiej jazdy z ciągłym zatrzymywaniem i ruszaniem oraz szybszych dróg lokalnych. Pierwsze okrążenie dało wynik na poziomie 5,9 litra, czyli więcej niż obiecuje producent. Można by powiedzieć „całkiem nieźle”, ale pan instruktor nie był pod wrażeniem.
Drugie okrążenie, ta sama trasa, ale tym razem z ekspertem komentującym na żywo każdy ruch. Wynik: w przeliczeniu na nasze mniej więcej 4,7 l/100 km. Spadek o jedną czwartą względem pierwszego przejazdu – i to przy średniej prędkości różniącej się o włos. Innymi słowy: dojechał tak samo szybko, spalając wyraźnie mniej.
Co to za magia?
Zacznijmy od rzeczy, które każdy z nas olewa:
- Ciśnienie w oponach, bo jedna piąta paliwa idzie wyłącznie na opory toczenia, więc każdy brakujący bar to topienie pieniędzy w asfalcie.
- Poziom oleju, bo silnik pali najmniej, gdy pracuje tak, jak go zaprojektowano.
- Bagażnik pełen rupieci, których nie ruszasz od zeszłych wakacji, ale uparcie je wozisz.
- A jeśli na dachu sterczy box albo bagażnik na rowery, którego od miesięcy nie zdjąłeś, to gratulacje, jeździsz z hamulcem aerodynamicznym, za który płacisz przy każdym tankowaniu.
Potem drobiazgi, które brzmią śmiesznie, dopóki nie zsumujesz ich w skali roku. Zapnij pasy, ustaw nawigację i wybierz podcast przed odpaleniem silnika, bo każda sekunda na biegu jałowym to zmarnowane paliwo. Wszyscy znamy kogoś, kto odpala auto, a potem trzy minuty szuka adresu w telefonie. Nie bądź tym kimś.
Sednem jest jednak styl jazdy – i tu zaczyna się prawdziwa filozofia. Morris nazywa to patrzeniem daleko: większość ludzi gapi się tuż przed maskę, a sztuką jest czytać drogę z dużym wyprzedzeniem. Widzisz rondo, więc tak dobierasz tempo, żeby płynnie się do niego dotoczyć, zamiast co parę metrów hamować i ruszać od zera.
Bo ruszanie z miejsca kosztuje najwięcej, dokładnie tak jak przy pchaniu zepsutego auta – raz wprawiony w ruch samochód chce się toczyć, ale ruszenie go z miejsca jest najtrudniejsze. Zdejmij nogę z gazu wcześnie i pozwól mu jechać. Najwyższy sensowny bieg i muskanie gazu. Tylko tyle, a efekt odczujesz w portfelu.
Do tego stałe wskazówki, również powiązane z patrzeniem daleko: jedź możliwie stałym tempem, zwłaszcza na trasach, wykorzystuj nachylenie terenu, a zakręty pokonuj jak najpłynniej. Komplet małych zmian, które mogą przynieść niemałe oszczędności.
Oczywiste oczywistości, o których mało kto pamięta
Brzmi to wszystko jak rady, które każdy słyszał od ojca przy nauce jazdy. I właśnie w tym tkwi haczyk. W komentarzach pojawił się złośliwy, ale celny przytyk: ktoś tu płaci konsultantom za to, co kiedyś nazywano po prostu zdrowym rozsądkiem. Coś w tym jest.
Z drugiej strony, skoro Sandero zeszła z o ponad litr w dół na tej samej drodze, to ten zdrowy rozsądek właśnie zmaterializował się w postaci jednej czwartej rachunku za benzynę.
A w lipcu, gdy CPN się zwinie i ceny paliw znów zaczną żyć własnym życiem, jedna czwarta mniej na stacji przestanie być abstrakcją. Tarczy już nie będzie. Zostanie nam tylko wytrenowana prawa noga i to, jak daleko patrzymy.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.