Jeep Renegade powraca. Ma 5 kolegów z 4x4
Na targach w Paryżu Jeep przedstawił swój plan na Europę do 2030 roku: sześć modeli, powrót do segmentu D i reaktywacja Renegade. I 4x4 dla każdego. Brakuje tylko konkretnych dat i cen.

Podczas Paris Motor Show Xavier Peugeot, szef Jeepa na Europę, potwierdził strategię marki do 2030 roku: gama ma urosnąć do sześciu modeli, Jeep wróci do segmentu D, a każdy samochód dostanie wybór napędu i wersję 4x4. Ambitnie. I dokładnie tak, jak można się było spodziewać.
Jest w tym planie uroczy paradoks. Marka, która tożsamość zbudowała na terenówkach z krwi i kości, chwali się dziś dostępnością napędu 4x4 w każdym modelu. Jednocześnie jej modele coraz częściej dzielą płyty podłogowe z pozostałymi markami ze stajni Stellantis. Napęd na cztery koła staje się więc głównym argumentem, który ma odróżnić Jeepa od rodzeństwa z koncernu.
Gwiazda wieczoru
Najmniejsza kiedyś terenówka marki wraca w nowej generacji, bo nazwa wciąż robi swoje: od debiutu w 2014 roku Europejczycy kupili ponad 610 000 egzemplarzy Renegade’a. Nie dziwi zatem, że Stellantis sięga akurat po ten szyld. Łatwiej odkurzyć ikonę niż zbudować nową. Obecny model zniknął już zresztą z pierwszego planu, a jego następca ma ponownie walczyć o klientów w segmencie B-SUV.

Docelowo gama ma pokryć segmenty odpowiadające około 90 proc. europejskiego rynku SUV-ów. Brzmi dumnie, dopóki nie przypomnimy sobie, o jakim „terenie” mowa. Najtrudniejszą przeszkodą, jaką pokona większość tych aut, będzie krawężnik pod marketem. 4x4 w mieście działa trochę jak parasol w bagażniku: rzadko potrzebny, ale uspokaja. Ale jeśli pod Biedronką pojawi się błoto, kierowca będzie gotowy.
Jeep chce wrócić do gry
Fundamentem tej ofensywy jest dziś Avenger, i to z polskim akcentem, bo powstaje w Tychach. Od premiery znalazł blisko 300 000 nabywców. W Polsce jest jednym z najważniejszych modeli Jeepa, a w Europie umacnia pozycję marki w segmencie B-SUV. A to oznacza, że sprzedaż marki ciągnie dziś nie klasyczna terenówka, tylko miejski SUV składany na Śląsku. Wystarczająco wymowne, żeby zostawić to bez komentarza.

Dalej robi się mgliściej. Na czas po 2030 r. Jeep zostawia sobie furtkę do kolejnych modeli inspirowanych własną historią. Na razie mówi jednak tylko o poszukiwaniu nowych rozwiązań opartych na „kultowym DNA” marki – bez konkretnego modelu, daty czy ceny. Plotki mówią o małym, tanim elektryku z charakterem, inspirowanym Willysem. Ma to być odpowiedź na chińską ofensywę, która właśnie przetacza się przez Europę. Tyle że to przyszłość w wariancie „zaufajcie nam”.
Więcej tego samego
Jeep zapowiada powrót do segmentu D-SUV za sprawą elektrycznego Recona. W 2028 r. ma dołączyć do niego kolejny duży SUV. Nikogo już chyba nie szokuje fakt, ten drugi ma powstawać w chińskim Wuhanie, w ramach współpracy Stellantisa z Dongfengiem, i wypełnić lukę po Grand Cherokee. Za to z terminami bywa nerwowo: część doniesień mówi o europejskim debiucie Recona już w 2027 roku, inne studzą zapał. Jeep woli na razie mówić o kierunku niż o kalendarzu.
Ostrożność wobec dat jest wkalkulowana w takie zapowiedzi. Obecny Renegade nie zestarzał się najlepiej i wygląda trochę jak eksponat. Avenger zdążył złapać lifting i to on – a nie Wrangler – jest dziś wizytówką europejskiej oferty Jeepa.

W motoryzacji zapowiedź na cztery lata wprzód bywa warta tyle, co prognoza pogody na przyszły miesiąc. Nie zmienia to faktu, że gama rośnie, segmenty się zapełniają, a dział marketingu dostaje sześć powodów do świętowania.
Plan Jeepa na Europę jest więc dokładnie taki, jakiego można się było spodziewać: szeroki, zelektryfikowany i podparty nazwami, które klienci dobrze znają. Reszta – czyli ceny, daty i prawdziwy teren – to temat na później. Czy przełoży się to na sukces? To już będzie zależeć od tego, czy nowe modele będą miały czym przekonać potencjalnych nabywców.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.