Jechałem z taksówkarzem, który przybył z przeszłości. Takie rzeczy w dobie aplikacji
Redaktor Grabowski pisał niedawno o kiepskim doświadczeniu z kierowcą przewozu osób. Dla odmiany, moje ostatnie doświadczenie było bardzo pozytywne, bo przypomniało mi dawne czasy.

Cóż takiego się wydarzyło? Okazało się mianowicie, że kierowcą na aplikację nie był żaden cudzoziemiec, a Polak z krwi i kości, który w przeszłości jeździł 40 lat jako taksówkarz w Warszawie. Nie jest to normalne, że byłem zaskoczony widokiem rodaka, a nie kolejnego obywatela Ukrainy, Pakistanu czy innego Uzbekistanu, ale takie niestety mamy dzisiaj czasy.
Przypadek redaktora Grabowskiego jest bardziej aktualny, ponieważ związany jest z dynamicznym przenikaniem social mediów do każdej sfery naszego życia - o swoich przemyśleniach dotyczących podchodzenia niektórych kierowców taksówek do obowiązku prowadzenia pojazdu pisał kilka dni temu TUTAJ.
Ten mój kierowca z jednej strony miał ustawioną nawigację, ale z drugiej strony jechał po swojemu
Był to przypadek dla mnie całkowicie niezwykły, bo już zdążyłem zapomnieć i wyprzeć z głowy, że tak się kiedyś jeździło taksówkami. Zacznijmy od tego, że taksówkarz raczył mnie najpierw zapytać, czy wolę jechać obwodnicą, czy przez miasto, co już samo w sobie było zaskakujące, bo na aplikacji zazwyczaj wszyscy jadą na pałę i mało kiedy interesują się trasą przejazdu do tego stopnia. Wybrałem miasto, co zresztą spotkało się z dużą aprobatą.
Następnie, kiedy nawigacja pokazywała określoną trasę, kierowca wielokrotnie zbaczał z kursu i małymi uliczkami omijał większe korki. Efekt? Dojechał do celu 3 minuty szybciej, niż wynikało z początkowych wyliczeń. To całkowicie zapomniana sztuka, bo wymaga czegoś, co jest obecnie na wyginięciu - znajomości topografii miasta.
Taksówkarz odznaczał się bardzo wysoką kulturą jazdy starej daty
Coś, co mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu uderzyło, to kultura jazdy na naprawdę wysokim poziomie. I chodzi nie tylko o samo zachowanie wobec innych uczestników ruchu, ale także płynność jazdy. Kierowca ruszał, skręcał i hamował tak aksamitnie, że mógłbym na tylnym siedzeniu pisać kaligraficznie i nie wyjechać poza linie.
Kierowcy z innych państw przeważnie cechują się dość prymitywnym sposobem prowadzenia, opartym na naprzemiennym duszeniu gazu i hamulca, przez co obiad miesza mi się w żołądku z wczorajszą kolacją. Pomijam już oczywiście sam styl jazdy, gdzie dominuje wjeżdżanie na chama i mało przemyślane strategicznie decyzje.
Kierowca nie był nachalny, ale kiedy wywiązała się między nami konwersacja, opowiedział co nieco o sobie
Właśnie wtedy dowiedziałem się, że w zawodzie taksówkarza pracuje od lat, a teraz po prostu poszedł z duchem czasu i przestawił się na aplikację. Co nie zmienia faktu, że stare nawyki, np. znajomości miasta, pozostały i nadal mają się dobrze. Zamiast walczyć z systemem, postanowił się do niego zaadaptować na swoich zasadach.
W latach 90. i 2000. pracował oczywiście już dla prywaciarzy, natomiast wcześniej naturalnie przez lata jeździł w barwach państwowego MPT. Ciekawsze wozy? Przypadły już na szalone lata 90., a był to chociażby Opel Ascona w nietypowej wersji liftback, a także wczesne Volvo 740 z turbodieslem i prawie milionem przejechanych kilometrów. Prawie, ponieważ przy około 850 tys. kilometrów wytarła się zębatka licznika kilometrów, tak że ten przestał się obracać.
Na koniec podróży brakowało mi jedynie zatrzymania taksometru i rozliczenia gotówką
Przypomniałem sobie jednak, że to nie 2003 rok i korporacja Lux Taxi. Przejazd był z góry opłacony, niezależnie od przebiegu trasy i czasu jego trwania. No cóż… wszystkiego mieć nie można.
To bardzo przyjemna sprawa, że w zalewie kierowców o wątpliwych umiejętnościach i uprawnieniach trafia się ktoś taki, kto umiejętnościami, doświadczeniem i kulturą mógłby obdzielić wszystkich pozostałych.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.