REKLAMA

Hyundai opatentował nowe koło. Zamyka się w locie

Kiedyś felga miała przede wszystkim wyglądać i podkreślać unikatowość auta. Dziś to nierzadko kolejny element walki o efektywność i zasięg. Hyundai poszedł właśnie o krok dalej i opatentował koło, które samo zamyka się w locie, żeby auto lepiej hamowało albo jechało dalej.

Hyundai opatentował nowe koło. Zamyka się w locie
REKLAMA

Pamiętacie spinnery? Te błyszczące nakładki, które kręciły się jeszcze długo po tym, jak samochód się zatrzymał – zwykle zresztą w aucie, którego właściciela nie było stać na nic poza spinnerami. Zero funkcji, 100 proc. pozy. Motoryzacja uwielbia takie wynalazki.

REKLAMA

Dziś ich duchowym spadkobiercą są floatersy – felgi osadzone w taki sposób, że podczas jazdy wyglądają, jakby w ogóle się nie obracały. Mózg protestuje i o to właśnie chodzi.

Hyundai postanowił pójść w drugą stronę. Zamiast bawić się tym, jak felga wygląda, kiedy stoi, zajął się tym, co koło wyprawia podczas jazdy. Tym razem jednak ma to o wiele więcej sensu.

REKLAMA

Jedna felga, dwie osobowości

Amerykański urząd patentowy przyznał Hyundaiowi i Kii patent na felgę, która potrafi przełączać się między układem otwartym a zamkniętym. Przy czym same ramiona w ogóle się nie ruszają. Za efekt odpowiada osobny element – obracający się pierścień z kompletem łopatek.

Przesunięcie pierścienia w jedną stronę sprawia, że łopatki wsuwają się w szczeliny między szprychami i je przysłaniają. Kiedy pierścień wędruje w drugą, łopatki chowają się za szprychami i powietrze znów dociera do hamulców.

REKLAMA

Sam koncept jest banalny, za to lista pomysłów na jego wykonanie już niekoniecznie. Za ruch pierścienia z łopatkami ma bowiem odpowiadać silnik elektryczny, układ hydrauliczny albo pneumatyczny, a w jednym z wariantów stop z pamięcią kształtu, który po dostarczeniu prądu sam dopycha całość do pozycji zamkniętej.

A to nie wszystko. W feldze ma dodatkowo siedzieć mała płytka sterująca. Czyli komputer. W kole.

REKLAMA

Tu przypomina mi się stara i wielokrotnie potwierdzona prawda, która głosi, że jak coś może się popsuć, to pewnie to zrobi, i to w najmniej odpowiednim momencie. Im więcej części w kole, tym łatwiej o awarię i tym drożej, gdy któraś z nich padnie. Wymiana takiej felgi po bliskim spotkaniu z głębszą dziurą zapewne nie należałaby do przyjemnych ani tanich.

Po co to komu

Dotąd konstruktorzy musieli wybierać – albo ażurowa felga i lepsze chłodzenie hamulców, albo pełniejsza felga i niższy opór. Hyundai mówi: a może jedno i drugie, tylko nie naraz? Na papierze to elegancki kompromis rozwiązujący problem, który męczył projektantów kół od dekad.

REKLAMA

Według Koreańczyków na autostradzie koła i opony odpowiadają za jakąś jedną czwartą oporu aerodynamicznego auta. I nie jest to liczba wyssana z palca, bo niezależne badania mówią to samo: do 25 proc. oporu bierze się z kół i nadkoli. W świecie, w którym producenci walczą o kolejne kilometry zasięgu, jedna czwarta to obietnica, nad którą warto się pochylić.

Nie ma tu żadnej wiedzy tajemnej. Zamknięta tarcza jest po prostu bardziej aerodynamiczna od ażurowej. Pełne nakładki na felgi od dekad należą do najskuteczniejszych sposobów na zmniejszenie oporu samych kół. Daleko im jednak do rozwiązania idealnego.

REKLAMA

Sęk w tym, że gładka felga, która sprawnie tnie powietrze, jednocześnie odcina temu powietrzu dojście do tarcz. Na autostradzie to mniejszy problem, bo tam prawie się nie hamuje. Gorzej w mieście albo np. w rejonach górskich, gdzie tarcze potrafią się zagotować. Stąd pomysł, żeby felga sama decydowała, kiedy powinna być gładkim dyskiem, a kiedy wiatrakiem.

Felga, która zmienia zdanie

Hyundai nie zdradza szczegółów. Nie wiadomo, przy jakiej prędkości felga miałaby się zamykać ani o ile dokładnie zmniejszyłby się opór. Najciekawsze liczby zostały w sejfie. To zresztą dopiero patent, a wiele z nich nigdy nie trafia na asfalt. Koła-kameleony, które same się przepoczwarzają, mogą skończyć tak samo – jako efektowny rysunek techniczny.

REKLAMA

Z drugiej strony trudno odmówić Koreańczykom słuszności w obranym kierunku. Felgi od lat chudną, zarastają kołpakami i aerodiscami, byle tylko zmniejszyć opór. Wystarczy zobaczyć, co producenci wyprawiają z gładkimi nakładkami na alufelgi. Hyundai proponuje to samo, tylko sterowane w locie i w zależności od potrzeb.

Jeśli to kiedykolwiek wyjedzie poza deskę kreślarską, dostaniemy koło z dwiema osobowościami: elegancki, aerodynamiczny dysk na trasie i otwarty wentylator w mieście. I w odróżnieniu od spinnerów, które kręciły się bez powodu, ta felga przynajmniej wie, po co się rusza.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.

REKLAMA
REKLAMA