Mini rakietą wbił się w samochód. W sklepie nazywa się to "hulajnoga"
18-latek na hulajnodze dosłownie wbił się w samochód. Lepiej przyspieszcie prace, bo idą wakacje.

Nie mamy jednego problemu z hulajnogami elektrycznymi. Mamy wiele problemów z hulajnogami elektrycznymi i można podzielić je na dwie główne grupy - problemy z wypożyczalniami hulajnóg na minuty i hulajnogami, które w ogóle nimi nie są. Teraz głośno jest o tej drugiej grupie.
Zaryzykuję, że obecnie to ta druga grupa urządzeń stanowi większy problem. Wypadek z warszawskiego Rembertowa dotyczy sprzętów, które nielegalnie poruszają się po drogach i mimo wielu zapowiedzi, rząd nie zaserwował nam jeszcze rozwiązań.
Rozwiązanie problemów z hulajnogami:
Hulajnoga wjeżdża w auto na Rembertowie
W weekend na skrzyżowaniu ulic Listonoszy i Magneta w warszawskim Rembertowie elektryczna hulajnoga z dużą siłą wbiła się w auto.
18-letni chłopak na hulajnodze uderzył w Mazdę, w której 35-letnia kobieta skręcała w lewo. Hulajnoga wbiła się w przód auta. Nastolatek przeżył (miał kask) i z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.
Zdjęcia z miejsca wypadku pokazują, jak szybko musiał poruszać się chłopak na hulajnodze. Samo urządzenie waży około 37 kg.
37-kilogramowa rakieta
Na zdjęciach z miejsca zdarzenia widać, jakim modelem hulajnogi poruszał się młody kierowca. Rozpędza się do 70 km/h i ma silnik o mocy 2000 W. Wykracza to dalece poza ustawowe normy i poczucie rozsądku.
Żaden z tych parametrów nie jest potrzebny do przemieszczania się. W praktyce jest to niezarejestrowany motorower, a może nawet motocykl, o czym pisaliśmy już wielokrotnie.
Czymś takim nie można poruszać się po drodze publicznej. W teorii jest to sprzęt na bezdroża, ale czy widujecie kogoś na hulajnodze elektrycznej poza asfaltem?
Państwo skapitulowało
Politycy swoje wypowiedzi zaczynają od słów typu "musimy działać ostrożnie". Nie wiem, dlaczego mielibyśmy działać ostrożnie i co każe politykom tak mówić. Trzeba działać odważnie, a nie ostrożnie, bo system jest kulawy. Można legalnie sprzedawać pojazdy do łamania przepisów.
Podjęte do tej pory działania są niewystarczające. Przepisy istnieją wyłącznie na papierze. Nie trzeba długo chodzić po mieście, by napotkać szereg hulajnóg, które ewidentnie nie spełniają ustawowych wymogów. Niestety, by to potwierdzić, trzeba podjąć uciążliwe działania.
Straż miejska ma zostać wyposażona w urządzenia do mierzenia parametrów elektrycznych hulajnóg. Kłopot z tym jest taki, że poza dniami wyznaczonymi na akcje pokazowe, wypadałoby jeżdżące po ulicach hulajnogi sprawdzać. Mamy kłopot ze sprawdzaniem kierowców samochodów i ich pojazdów, a tu dochodzą jeszcze hulajnogi.
Zakazać, albo formalizować
Zezwalamy na istnienie systemu, który wymaga masowych kontroli. Zakaz sprzedaży takich urządzeń mógłby sprawdzić się lepiej niż kontrole drogowe. Nie można sprzedawać wielu urządzeń niebezpiecznych dla zdrowia, a zbyt mocne elektryczne hulajnogi można sprzedawać w najlepsze.
Jeśli zaś życzeniem rządu nie jest ograniczanie czegokolwiek, to może zabawę w hulajnogi trzeba utrudnić? Rowerem nie narobimy tylu szkód, co elektryczną hulajnogą. Na Wigry 3 trudno z takim impetem wbić się w samochód. Dlatego obowiązkowe ubezpieczenie OC na rowery jest kontrowersyjnym pomysłem, ale dlaczego nie objąć nim elektrycznych hulajnóg?
Postrach chodników
Pomysłów na ograniczenie problemów jest wiele, co nie oznacza, że da się je 100-proc. rozwiązać. Miłego byłoby jednak, gdyby pędzący na hulajnodze 13-latek nie stawał się większym zagrożeniem na drodze od 18-latka w 25-letnim BMW.
Rok temu 11 osób poniosło śmierć w wypadkach z udziałem elektrycznych hulajnóg. Od 3 czerwca na hulajnodze elektrycznej trzeba jeździć w kasku (do 16. roku życia). Szkoda, że kask nie chroni innych uczestników ruchu drogowego.
Prace nad "homologacją" trwają - mówił o nich minister Dariusz Klimczak. Chyba warto je przyspieszyć.
Redaktor prowadzący Autoblog.pl. Współtworzy dział Porady, choć stanowczo woli dział Jednoślady, gdzie testuje wszystko, co ma dwa lub trzy koła. Najchętniej jeździłby na co dzień Piaggio Ape, bo uważa, że koła z doczepionym dachem to wystarczający środek transportu. W połowie życia postanowił zostać dziennikarzem motoryzacyjnym i mu się udało. Pracował i wciąż współpracuje z DEKRA, a gdy nie ma go na Autoblogu, to jeździ po Polsce przeprowadzając audyty.