REKLAMA

Hiszpanie mają przepis na motocyklistów. Będą wrażliwi jak dzieci

Hiszpania właśnie wymyśliła, jak rozwiązać problem rosnącej liczby wypadków jednośladów. Zamiast pracować nad drogami, prawem i jego egzekucją, urzędnicy uznali motocyklistów za bezbronnych i w razie kolizji to kierowca samochodu ma z góry przechlapane.

Hiszpanie mają przepis na motocyklistów. Będą wrażliwi jak dzieci

Zawsze kiedy jadę autem, zazdroszczę kolegom motocyklistom. Podczas gdy ja kontempluję zderzak poprzedzającego mnie SUV-a, oni z gracją omijają cały ten drogowy paraliż. Myśl jest zawsze taka sama – trzeba było wsiąść na moto. Chyba że leje, to nie zazdroszczę.

Problemów z nagłymi ulewami nie mają za to Hiszpanie. Nie dziwi więc fakt, że podobną myśl mają setki tysięcy ludzi w tym słonecznym kraju. Z danych wynika, że w pierwszym półroczu 2026 roku zarejestrowano tam aż 154 152 motocykle i lekkie pojazdy, co oznacza potężny skok o 24,3 procent w porównaniu z ubiegłym rokiem. Ta istna eksplozja popularności sprawiła jednak, że hiszpański urząd do spraw ruchu drogowego DGT dostał palpitacji serca.

Statystyki są bezlitosne

Motocykle stanowią obecnie 16 procent całego parku maszyn na Półwyspie Iberyjskim, ale generują aż 28 procent wszystkich ofiar śmiertelnych na tamtejszych drogach. Dyrektor generalny DGT uderza w dramatyczne tony, że nie można dłużej żyć z takimi liczbami. I trudno mu się dziwić, skoro do połowy lipca w wypadkach pozamiejskich zginęło 148 motocyklistów, a w całym ubiegłym roku życie straciło 305 użytkowników jednośladów.

Zamiast jednak pochylić się nad fizyką, władza postanowiła zadekretować rzeczywistość urzędowo. Przecież wypadek na motocyklu to z definicji zupełnie inna bajka niż stłuczka w opancerzonym SUV-ie. Hiszpanie postanowili więc przełożyć to również na prawo.

Wszyscy jesteśmy narażeni, ale niektórzy bardziej

Do hiszpańskiego Dziennika Ustawa trafił właśnie rządowy dekret 518/2026. Od 1 października 2026 roku hiszpańskie prawo oficjalnie wprowadza zupełnie nową figurę prawną: „wrażliwego użytkownika drogi”. Kto nim jest? Według ustawodawcy to każda istota, która ze względu na wybrany środek lokomocji lub wiek ma mniejsze szanse w starciu z dwutonową maszyną.

motocykliści na plamie

Do jednego worka wrzucono więc pieszych, rowerzystów, dzieci, staruszków, użytkowników hulajnóg (w tym elektrycznych) oraz kierowców i pasażerów motocykli. Dotąd punktem wyjścia było to, że każdy uczestnik ruchu odpowiada za swoje czyny. Teraz wprowadzono ustawową asymetrię, bo niektórzy czyny innych odczuwają znacznie boleśniej.

W praktyce oznacza to rewolucję w ustalaniu winy i wypłacie odszkodowań. Hiszpańskie kancelarie odszkodowawcze już zacierają ręce, bo w sporach z ubezpieczycielami kierowca większego pojazdu zyskuje status domniemanego sprawcy kłopotów. Jeśli prowadzisz auto i dojdzie do kontaktu z motocyklem, twoje szanse na udowodnienie wyłącznej winy jednośladu drastycznie spadają.

Do tej pory walka o odszkodowania opierała się na dowodach i analizie przebiegu zdarzenia. Teraz sam fakt, że siedzisz w puszce ze strefami zgniotu i poduszkami powietrznymi, stawia cię w gorszej pozycji procesowej. Masz uważać podwójnie, bo ten obok jest z definicji bardziej narażony na poważniejsze konsekwencje.

Kij ma dwa końce

Żeby jednak motocykliści nie poczuli się zbyt pewnie, hiszpański rząd zastosował klasyczną metodę kija i marchewki. Z jednej strony dostali prezent, bo odtąd wolno im będzie legalnie omijać korki prawym pasem awaryjnym z prędkością do 30 km/h na wyznaczonych odcinkach. Z drugiej strony dokręcono śrubę w kwestii ubioru. Od października za jazdę bez atestowanych rękawic lub bez pełnego obuwia na trasach pozamiejskich grozi mandat w wysokości 200 euro. Z kolei za rok wejdzie w życie wymóg posiadania kasku ze ścisłą homologacją.

Na horyzoncie majaczy jednak bardzo ciekawy haczyk, przed którym ostrzegają prawnicy. Jeśli motocyklista ulegnie wypadkowi, ale zapomni włożyć rękawic lub odpowiednich butów, ubezpieczyciel kierowcy samochodu natychmiast wytnie mu część wypłaty z tytułu przyczynienia się do rozmiaru szkody. Zatem z jednej strony jesteś prawnie chroniony, a z drugiej – brak jednego elementu garderoby może kosztować cię fortunę.

bmw motorrad CE04

Z perspektywy kogoś, kto codziennie próbuje przeżyć w miejskiej dżungli i lawiruje między busami, SUV-ami i hulajnogami, patrzę na ten hiszpański eksperyment jak na próbę zaklinania rzeczywistości. Oczywiście każdy (albo prawie każdy) z nas wolałby, żeby na drogach nikt nie ginął. Tyle że zrzucanie niemal całej odpowiedzialności mentalnej i prawnej na kierowców samochodów tylko dlatego, że ich pojazd waży więcej, rodzi spore obawy o przywileje bez odpowiedzialności.

Osobiście liczę na to, że nowe przepisy zadziałają na zasadzie kampanii „Wszyscy się zmieścimy”. Bo nie chodzi o to, kto zapłaci. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy przeżyli. Jeśli takie rozwiązanie poprawi świadomość kierowców aut na temat istnienia w ruchu drogowym podróżujących, których nie chroni blaszany pancerz, to jestem za.

Z drugiej strony, fizyki nie da się zmienić urzędowym dekretem. Jeśli ktoś uzna, że status użytkownika wrażliwego daje mu immunitet na zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy, to żaden hiszpański paragraf nie zamortyzuje zderzenia z krawężnikiem.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.