REKLAMA

Ukryte przywileje motocyklistów. Pora obalić te mity

Gdy tylko na drodze pojawia się motocykl, internet natychmiast przypomina sobie wszystkie jego rzekome przywileje. Że może między autami. Że może buspasem. Że może parkować gdzie chce. Tyle że niewiele z tych opowieści wytrzymuje zderzenie z kodeksem.

Ukryte przywileje motocyklistów. Pora obalić te mity
REKLAMA

Jeśli wierzyć internetowym ekspertom, motocyklista może wszystko. Buspas? Jasne. Chodnik? Czemu nie. Korki? Nie obowiązują. W tej wersji opowieści jednoślad to uprzywilejowany gość drogi, któremu po prostu wolno więcej. Szukałem, szukałem i albo kiepsko mi poszło, albo autorzy kodeksu wykroczeń nie dostali info o wyjątkowym traktowaniu motocyklistów.

Obowiązkowe wyposażenie

Zacznijmy od jedynej rzeczy, którą motocyklista musi mieć na sobie. Kodeks drogowy jest tu wyjątkowo oszczędny: artykuł 40 nakazuje kierującemu i pasażerowi używać w czasie jazdy kasków ochronnych odpowiadających właściwym warunkom technicznym. I to wszystko. Żadnej odzieży, ochraniaczy, butów za kostkę. Państwo najwyraźniej uznało, że jeśli ktoś chce jechać w szortach i trampkach, to największą karę wymierzy mu asfalt. Za to za jazdę bez kasku mandat dostanie zarówno kierujący, jak i pasażer.

Przepisy nie precyzują przy tym, jaki ma to być kask – integralny, szczękowy czy otwarty. Liczy się homologacja, czyli w praktyce zgodność z normą ECE. Sam motocykl, żeby w ogóle wyjechać na drogę, musi mieć z kolei sprawne światła, kierunkowskazy i układ wydechowy spełniające wymagania homologacyjne (to nie to samo co „homologowane”), co najmniej jedno lusterko z lewej strony i działający prędkościomierz.

Kogo możemy wozić?

Skoro już motocyklista założył kask, to może jeszcze zabrać kogoś ze sobą. Ale nie każdego. Tu też krąży sporo bajek. Wozić drugą osobę można, o ile motocykl ma to wpisane w homologacji jako pojazd dwuosobowy – jest wyposażony w podnóżki. Ważne jest też, żeby pasażer dosięgał do nich nogami.

Wbrew obiegowej opinii dziecko też może jechać, oczywiście w kasku. Nie ma dolnej granicy wieku, ale jazda z dzieciakiem poniżej 7. roku życia oznacza twardy limit prędkości: maksimum 40 km/h. Sztywna zasada, a mało kto o niej pamięta.

Jest za to grupa pasażerów, których przewieźć nie wolno pod żadnym pozorem. Artykuł 45 ustawy zakazuje przewożenia na motocyklu, motorowerze i rowerze osób w stanie nietrzeźwości. Pijanego kolegę można podwieźć, ale tylko jeśli usadzisz go w bocznym wózku niczym arystokratę – nigdzie indziej.

Mity i legendy o przywilejach

Tutaj przewija się dużo różnych teorii. Samo przekonanie, że „przecież motocykle mogą”, niestety nie jest jednak formą oznakowania drogowego.

Buspas? Tu akurat sytuacja właśnie się zmienia. Do tej pory motocykle mogły z nich korzystać tylko tam, gdzie zezwalało na to oznakowanie. W wielu miastach jednoślady były wpuszczane, ale jednolitej zasady krajowej nie było. To się właśnie kończy. Ustawa z 21 listopada 2025 roku dopisała motocykle wprost do art. 148a Prawa o ruchu drogowym, a zmiana wchodzi w życie 24 czerwca 2026 roku. Od tego dnia jednoślady mogą korzystać z buspasów z mocy ustawy w całym kraju. Przywilej obowiązuje do 1 stycznia 2028 roku.

Parkowanie? Motocykl podlega dokładnie tym samym znakom i strefom płatnego postoju co samochód – nie ma żadnego ogólnokrajowego prawa do stawania na chodniku czy między autami. Chociaż tutaj część miast idzie motocyklistom na rękę.

Filtrowanie w korku? Przepisy nie regulują go wprost, a więc zakazane nie jest. O odpowiedzialności za ewentualną kolizję decydują konkretne okoliczności zdarzenia, choć łatwo się domyślić, że motocyklista przeciskający się między pojazdami znajduje się w trudniejszej sytuacji dowodowej. Hałas? Tu temat jest złożony, ale w uproszczeniu limit dla motocykla o pojemności powyżej 125 cm3 jest porównywalny z limitami dla diesla (chyba że homologacja mówi inaczej).

Jednym z niewielu przepisów napisanych specjalnie z myślą o jednośladach jest możliwość jazdy całym pasem. Ustawa pozwala motocykliście na skrzyżowaniu i tuż przed nim poruszać się środkiem pasa, jeśli ten umożliwia wyjazd w więcej niż jednym kierunku. W praktyce zajmowanie środka pasa jest często stosowane szerzej, bo poprawia widoczność motocyklisty i pozwala omijać dziury, piasek, plamy niewiadomego pochodzenia czy koleiny przy prawej krawędzi jezdni.

Wyprzedzanie to podchwytliwy temat

Już kilka razy natrafiłem na opinię, że zakaz wyprzedzania B-25 motocyklisty nie dotyczy. To prawda i nieprawda zarazem. Rozporządzenie w sprawie znaków w paragrafie 23 mówi, że B-25 zabrania kierującym pojazdami silnikowymi wyprzedzania pojazdów silnikowych wielośladowych. Motocykl jest jednośladem, więc wypada poza zakaz – auto może go legalnie wyprzedzić. Ale to wciąż pojazd silnikowy, więc jemu wyprzedzać nie wolno. Słynny przywilej działa zatem w drugą stronę: to inni dostają prawo wyprzedzania motocyklisty, a nie odwrotnie.

Jest za to znak, który jednoślad faktycznie omija – i to wprost. B-3, czyli zakaz wjazdu pojazdów silnikowych z wyjątkiem motocykli jednośladowych. Wyjątek wpisano w samą nazwę. Istnieje też jego rewers: B-4, ustawiany akurat po to, by motocykle zatrzymać. Cała reszta tablic – ograniczenia prędkości, stop, zakazy postoju, wjazdu czy ruchu – obowiązuje motocyklistę jak każdego.

Każdemu po równo

Przyjęta na początku 2026 roku ustawa wprowadziła do kodeksu wykroczeń nowy artykuł 86c, penalizujący celowe doprowadzenie do utraty styczności z nawierzchnią choćby jednego koła. Słowo „wheelie” w treści nie pada ani raz, ale jazda na jednym kole to przecież dokładnie utrata styczności jednego koła z asfaltem. Instagram nazwie to contentem, policjant – wykroczeniem.

Na koniec pytanie, które wraca przy każdej grupowej wyprawie: czy można pociągnąć na lince kolegę, któremu padł motocykl? Wbrew „olabogowaniu” na forach odpowiedź jest prosta – można. Artykuł 31 ustawy dopuszcza holowanie jednośladu zarówno przez samochód, jak i przez inny motocykl, pod jednym warunkiem: hol musi być giętki, czyli dający się natychmiast odczepić. Obowiązuje też prędkość do 30 km/h w terenie zabudowanym i 60 km/h poza nim. Legalne? Tak. Przyjemne? Mniej więcej tak jak rozstawianie namiotu podczas ulewy.

Ostatecznie okazuje się, że motocyklista nie dostał od państwa żadnej tajnej listy przywilejów. Dostał ten sam kodeks drogowy co kierowca auta, tylko znacznie mniej blachy między sobą a asfaltem. Reszta to już głównie internetowy folklor.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.