Motocykle na pasach awaryjnych. Poszli po rozum do głowy

Od 1 października w Hiszpanii na motocyklu legalnie wjedziesz w korku na pas awaryjny. W Polsce to nadal lawirowanie między lusterkami w nadziei, że żaden kierowca nie kichnie i nie otworzy drzwi. Czuję tę różnicę krzyżem.

Motocykle na pasach awaryjnych. Poszli po rozum do głowy

Hiszpania właśnie ogłosiła coś, co u każdego polskiego motocyklisty wywołuje mieszankę zazdrości i niedowierzania. Od października tamtejsza DGT pozwoli motocyklom jechać prawym pasem awaryjnym, kiedy reszta świata stoi w gigantycznym korku na przelotowej drodze szybkiego ruchu. W palącym słońcu Hiszpanii. Myślę, że nie tylko tamtejsi motocykliści, ale też spore rzesze turystów odetchnęły właśnie z ulgą.

Przepustka do szaleństwa?

Bynajmniej. Nowy przywilej jest solidnie obwarowany. Pas awaryjny otwiera się tylko na odcinkach wcześniej oznakowanych, wyłącznie przy zatorze, z prędkością maksymalnie 30 km/h i jazdą gęsiego, jeden za drugim. Do tego absolutny priorytet mają rowerzyści, bo to oni są ustawowo przypisani do pobocza. Poza wyznaczonymi miejscami pas awaryjny dalej jest świętością, a wjazd na niego kończy się mandatem 200 euro. Hiszpan ma więc nie tyle wolność, co bardzo ciasno wykrojony korytarz ulgi.

Swoistą ironią jest to, że ten korytarz przyjechał na osłodę w pakiecie z całą listą nowych obowiązków. Od października za jazdę bez certyfikowanych rękawic poza terenem zabudowanym albo bez pełnego obuwia leci grzywna 200 euro. Doszły też ostrzejsze wymogi co do kasków, a rok później, w październiku 2027 r., homologowany garnek stanie się obowiązkowy również dla motorowerów. Innymi słowy: dostajesz pas awaryjny, ale płacisz za niego nowym regulaminem garderoby. Coś za coś, bardzo po hiszpańsku.

Motocyklista też człowiek

Hiszpanie potraktowali motocyklistę jak użytkownika drogi, którego trzeba chronić, a nie jak intruza, który ma „dla zasady” grzecznie siedzieć w morzu blaszanych kiosków tkwiących w zatorze. Zauważyli prostą rzecz, którą każdy z nas zna z autopsji: w korku i tak będziemy filtrować, więc lepiej dać temu bezpieczne ramy niż udawać, że problem nie istnieje.

A jak to wygląda u nas? Postanowiłem sprawdzić, ale zaledwie po kilku minutach stania w czerwcowym korku na obwodnicy zacząłem rozważać sprzedaż nerki za klimatyzowaną kabinę. Polskie prawo nie ma żadnego odpowiednika hiszpańskiego pasa awaryjnego. Jazda poboczem czy pasem awaryjnym na autostradzie jest zabroniona i karana, kropka.

To, co nam zostaje, to klasyczny slalom między autami. I tu przypomnienie dla kierowców, którzy trąbią z oburzeniem: samo przeciskanie się między samochodami nie jest w Polsce zabronione. Przy czym wszystko zależy od niuansu. Gdy auta stoją, to legalne omijanie. Gdy ruszą choćby na 5 km/h, robi się z tego wyprzedzanie, a wtedy motocyklista musi wrócić na swój pas i jechać w ogonku jak grzeczne dziecko. Granica jest cienka jak nerwy w godzinach szczytu.

Chociaż w mieście nie musimy gotować się w skwarze

Jedyny realny prezent, jaki dostaliśmy ostatnio, to buspasy. Od 24 czerwca motocykliści mogą korzystać z nich w całym kraju, choć to rozwiązanie tymczasowe, ważne do początku 2028 roku, i wciąż ustępuje lokalnym znakom. Lepsze to niż nic, ale do hiszpańskiego pomysłu na rozładowanie zatorów na trasach szybkiego ruchu wciąż nam daleko.

Najbardziej gorzkie jest to, że hiszpański przepis nie jest żadną kosmiczną technologią. To kilka linijek w rozporządzeniu i trochę farby na asfalcie. Tymczasem polski motocyklista dalej wybiera między staniem w korku a przeciskaniem się na własną odpowiedzialność, modląc się, żeby ubezpieczyciel nie uznał, że auto akurat się toczyło.

Przy czym jako motocyklista przyznam na Autoblogu, że polscy kierowcy robią robotę. Jeszcze kilka lat temu filtrowanie było spacerem przez pole minowe i zawsze trafiał się jakiś Adrian czy inny Mariusz w Skodzie, który celowo otworzył drzwi albo zajechał drogę. Bo tak. On nie pojedzie, to motocykl też nie. Ostatnie kilka lat to bardzo widoczna zmiana na lepsze. Nie wiem, na ile to efekt kampanii typu „Wszyscy się zmieścimy”, ale z tego miejsca w imieniu motocyklistów doceniam i dziękuję.

Może kiedyś ustawodawca też zrozumie, że jednoślad w korku to nie problem, tylko jego rozwiązanie. Na razie zostaje nam zazdrościć Hiszpanom i ćwiczyć jazdę na półsprzęgle.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.