REKLAMA

Oto nowa broń Amerykanów. Nie zapytasz, a kto kierowcą jest

Amerykańskie wojsko właśnie zyskało nową zabawkę. Harbinger Praesidia to autonomiczna platforma transportowa, mająca za zadanie dostarczanie potrzebnego zaopatrzenia na polu walki, a także doładowywanie urządzeń.

Oto nowa broń Amerykanów. Nie zapytasz, a kto kierowcą jest

Armia Stanów Zjednoczonych zyskała właśnie nową, zmotoryzowaną zabawkę. Nazywa się Harbinger Praesidia, a jej kształt jest bardzo ciekawy i zmusza mnie do zadania sobie jednego, konkretnego pytania.

A gdzież on zgubił pół karoserii?

Nie da się ukryć, że to dziwnie płaski pojazd. Ale jego kształt wynika z założeń jego konstrukcji - bowiem odpowiedzialna za jego powstanie firma American Rheinmetall, dostała zlecenie na zupełnie nową generację pojazdów do zadań specjalnych.

Jest to bezzałogowy, autonomiczny pojazd lądowy typu UGV (Uncrewed Ground Vehicle). Jego zadaniem nie będzie walka, lecz przewożenie zapasów amunicji, części zamiennych i paliwa do innych pojazdów, żywności dla żołnierzy czy jakiegokolwiek innego zaopatrzenia dla walczących na pierwszej linii.

Najważniejsze w tym przypadku jest to, że pojazdy mają poruszać się autonomicznie, dzięki czemu nie trzeba narażać kierowców podczas dostarczania zaopatrzenia.

Napęd jest elektryczny, ale to lepsze, niż może się wydawać

Harbinger Praesidia według producenta jest hybrydą typu plug-in, choć patrząc na jego działanie należy go określić jako pojazd elektryczny z przedłużaczem zasięgu - silnik spalinowy nie napędza bowiem bezpośrednio kół.

Moc silników czy pojemność baterii i zbiornika paliwa są oczywiście objęte tajemnicą wojskową. Wiadomo za to, że pojazd może przejechać na jednym ładowaniu dystans 500 mil (800 km), a na samym prądzie 105 mil (169 km).

Ważną cechą Preaseidii jest funkcja zewnętrznego ładowania - może on przekazywać energię z mocą 350 kW do zewnętrznych urządzeń, takich jak radary czy stanowiska dowodzenia i łączności.

Wybór napędu elektrycznego ma dużo sensu - podczas jazdy na samym akumulatorze pojazd jest znacznie trudniejszy do usłyszenia, a także emituje mniej ciepła, co może utrudniać wykrycie przez niektóre czujniki. Do tego, największa wada pojazdów napędzanych elektrycznością - mały zasięg - został wyeliminowany przez spalinowy generator.

A pojazdy spalinowy dużo trudniej byłoby uczynić autonomicznym. A musi taki być, gdyż - co pokazała nam choćby wojna w Ukrainie - kolumny zaopatrzeniowe są dziś jednymi z najłatwiejszych celów. Jeśli część transportów będzie wykonywana przez autonomiczne pojazdy, ryzyko dla żołnierzy znacząco spadnie.

Ale autonomiczny pojazd w wojsku ma jedną, przeogromną wadę. Jeżeli będzie miał kolizję, to kto odpowie na pytanie "a kto kierowcą, do kroćset fur beczek, jest?"

Więcej o pojazdach autonomicznych przeczytasz tutaj:

Marek Stawski
Redaktor

Od 2024 r. redaktor portalu Autoblog. Zajmuje się tematyką motoryzacji rosyjskiej, chińskiej, a także samochodami klasycznymi i nietypowymi. Po pracy, na imprezach porywa towarzystwo ciekawostkami o fabrycznych oznaczeniach radzieckich samochodów. Miłośnik włoskiej motoryzacji, hawajskich koszul i wszystkiego, co smakuje miętą.