Rekord na Nurburgring pobity. Kunszt kierowcy w odwrocie

Xiaomi ogłosiło światowy rekord na Nordschleife. Czas? Akurat tym razem nie to było najważniejsze, bo Chińczycy pojechali na Nurburgring nie po prędkość, tylko po slajdy do ulotek i folderów.

Rekord na Nurburgring pobity. Kunszt kierowcy w odwrocie

Są takie rekordy, który ustanawia się nie po to, żeby wygrać, tylko żeby było o czym napisać. Xiaomi właśnie taki ustanowiło. Chiński YU7 GT okrążył Zielone Piekło, jak pieszczotliwie nazywa się Nordschleife, bez człowieka za kierownicą i zrobił to w 10 minut i 29,483 sekundy. Imponujące? I tak, i nie. Ten sam samochód z człowiekiem za sterami przejechał tę samą pętlę w 7 minut i 22,755 sekundy. Różnica to ponad trzy minuty, czyli na Nordschleife wieczność.

A przecież YU7 GT to nie byle skuter z aspiracjami. Układ napędowy generuje łącznie 1003 KM, co wystarcza, żeby rozpędzić tego SUV-a do setki w 2,92 sekundy, a finalnie do elektronicznie ograniczonych 300 km/h. Słowem: bestia, której osiągi zawstydziłyby niejeden sportowy supersamochód sprzed dekady.

10,5 minuty, ale samodzielnie

Xiaomi nazwało swój wyczyn „pierwszym autonomicznym rekordem okrążenia Nurburgringu na świecie”. Z naciskiem na Nurburgring, bo autonomiczne okrążenie toru wyścigowego nie jest nowością – NIO przejechało tak Circuit of the Americas w Austin już w 2017 roku swoim hypercarem EP9. Różnica jest taka, że EP9 powstał w sześciu egzemplarzach i kosztował około 3 miliony dolarów za sztukę, a YU7 GT to auto produkcyjne, które klient w Chinach może kupić od ręki. Więc rekord jest pierwszy, ale dopiero po dołożeniu odpowiednio dużej liczby gwiazdek i przypisów.

Po co więc to wszystko? Bo tym razem nie chodziło o setne sekundy. Auto jadące samo wolniej niż przeciętny weekendowy zapaleniec w hatchbacku nie musi udowadniać, że jest szybkie. Tutaj chodzi o udowodnienie, że jadąc autonomicznie, poradzi sobie z przeczytaniem toru pełnego ślepych zakrętów i zmian wysokości i z niego nie wypadnie.

To nie jest popis osiągów, tylko inżynierii i czujników. Człowiek za kierownicą testuje granice przyczepności. Autonomiczny samochód testuje, czy w ogóle dowiezie pasażera w jednym kawałku, nawet jeśli robi to z ostrożnością emeryta dojeżdżającego do kościoła. Xiaomi odgraża się zresztą, że to dopiero początek.

Stały klient w Piekle

Chińczycy nie pierwszy raz przyjeżdżają na Ring po nagłówki. Wersja YU7 GT z kierowcą jest jednocześnie najszybszym SUV-em w historii tego toru i pobiła Audi RS Q8 o blisko 14 sekund. Sportowy SU7 Ultra złamał tu czas 7 minut i 5 sekund, ustanawiając rekord w swojej klasie, zanim Porsche Taycan Turbo GT z pakietem Manthey odebrało mu koronę. Chińczycy zaliczają Nordschleife seryjnie, jakby kupili tam abonament.

Za tymi próbami i rekordami stoi twarda matematyka, która nie wygląda już tak efektownie. Dział samochodowy Xiaomi zanotował w pierwszym kwartale 3,1 miliarda juanów straty operacyjnej, a sprzedaż samego YU7 spadła w maju do 8736 sztuk. To piąty z rzędu miesiąc spadków od stycznia, kiedy do klientów trafiło prawie 38 tysięcy egzemplarzy. W obliczu pikującej sprzedaży nic nie podnosi morale działu marketingu tak jak plakietka z Nurburgringu.

Znak czasów

Nurburgring przez sto lat był miejscem, gdzie człowiek udowadniał, że potrafi okiełznać maszynę. Teraz staje się miejscem, gdzie maszyna udowadnia, że poradzi sobie bez człowieka. Dwie epoki na jednym torze: jedni biją rekordy, żeby pokazać kunszt kierowcy, drudzy, żeby pokazać, że kierowca jest już zbędny.

Czy Was to ekscytuje, czy lekko mrozi, zależy pewnie od tego, po której stronie kierownicy lubicie siedzieć. Jedno jest pewne: do polskiego salonu po tego Xiaomi nie pójdziecie, bo YU7 GT na razie można kupić wyłącznie na rynku chińskim za około 390 tysięcy juanów, czyli jakieś 210 tysięcy złotych. Możemy więc co najwyżej obejrzeć film z pustego fotela kierowcy i zastanowić się, czy to już przyszłość, czy tylko bardzo drogi pokaz slajdów.

Paweł Staromłyński
Redaktor

Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.