Znalazłem Poloneza na drugim końcu świata. Zostało jeszcze 481
Bezsenność w upalną noc okazuje się mieć swoje zalety. W ten sposób trafiłem na zdjęcia Poloneza Caro, zaparkowanego jak gdyby nigdy nic przy ulicy w południowoamerykańskim mieście.

O ile jazda w upale samochodem bez klimatyzacji nie stanowi dla mnie problemu (wszak graciarzem jestem nie od dziś), o tyle sen, gdy nawet w środku nocy temperatura w sypialni nie spada poniżej 30 stopni Celsjusza, nie przychodzi mi łatwo. No ale gdyby było inaczej, nie trafiłbym na zdjęcia Poloneza Caro z Ameryki Południowej.
Duma FSO była eksportowana do kilkudziesięciu krajów
Według dostępnych źródeł przez cały okres produkcji, czyli w latach 1978-2002, Polonezy były wysyłane z Żerania do ponad 70 krajów na całym świecie. Łącznie wyeksportowano 148 134 szt.
Do najpopularniejszych rynków eksportowych Poloneza należały Chiny (41 335 szt.), Wielka Brytania (29 785 szt.), Egipt (17 134 szt.) oraz Francja (15 009 szt.). Na liście są również tak egzotyczne i dalekie kierunki, jak Tajlandia, Haiti, Madagaskar czy Islandia.
Kilkaset Polonezów – dokładnie 482 szt. – trafiło także do Argentyny. I to właśnie jednego z nich odnalazłem przypadkiem na profilu ventilacion_cruzada podczas nocnego przeglądania Instagrama.
Widać, że argentyński klimat mu służy
Na zdjęciach widzimy Poloneza Caro MR93, czyli to już tzw. szerokie Caro ze zwiększonym rozstawem kół oraz plastikowym przednim podszybiem. Ten dokładnie samochód najprawdopodobniej pochodzi z 1994 roku.

Uwagę zwraca dobry stan zachowania auta, wraz z oryginalnymi kołpakami i lśniącym bordowym nadwoziem, choć wydaje mi się, że to akurat standardowy odcień z palety FSO z tego okresu. Jednak tu ekspertem nie jestem, więc może ktoś rozpozna, jaki to może być kod lakieru.
Wóz jest w wersji 1.6 GLE, czyli pod jego maską pracuje wolnossący silnik benzynowy o pojemności 1,6 l na gaźniku. Kultowe OHV w tej konfiguracji rozwijało według fabryki 87 KM.
Ten konkretny egzemplarz, jak wynika z opisu na Instagramie, został spotkany w stolicy Argentyny, Buenos Aires. Ma on stare, czarne tablice według wzoru wydawanego w latach 1995-2016, ale niestety nie da się z nich odczytać tyle informacji, co z polskich rejestracji.
Na podstawie tych blach nie udało mi się więc ustalić konkretnie gdzie i kiedy Polonez został zarejestrowany. Litera T na początku numeru zdradza jedynie, że auto było po raz pierwszy rejestrowane przed 1 stycznia 1995 roku, a tablice zgodne ze wzorem 1995-2016 otrzymało w późniejszym terminie.

Przyznaję, że do tej pory raczej nigdy nie rozważałem Argentyny jako urlopowej destynacji. Jednak fakt, że w stolicy tego kraju nadal można spotkać jednego z zaledwie 482 wyeksportowanych tam Polonezów, zaczyna mnie powoli przekonywać do odwiedzenia tego zakątka świata.
Polecieć do Buenos Aires tylko po to, żeby zrobić zdjęcie Poloneza. Brzmi sensownie, prawda?
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.