Ruszyły zmasowane policyjne kontrole. Mandaty sypią się jak polityka migracyjna
Od wczoraj na drogach w całej Europie trwa skoordynowana obława na kierowców z ciężką nogą. Potrwa do niedzieli, a jej kulminacja w Polsce przypada na piątek. Policja zapowiada brak taryfy ulgowej.

Siedem dni, trzydzieści jeden krajów i jeden cel: badanie ciężaru prawej stopy Europejczyków. To najlepiej zapowiadana obława na kierowców w roku. Policja z góry podała daty, kryptonim i to, że nasili kontrole w piątek. Teoretycznie trudno się dać złapać, gdy znasz termin. Praktyka, jak co roku, będzie inna.
Ruszyła akcja Prędkość, w wersji bardziej światowej – Speed. To coroczny, ogólnoeuropejski tydzień wzmożonych kontroli, w tym roku wyznaczony na okres od 3 do 9 sierpnia. W Polsce prowadzi go policja, ale scenariusz przyszedł z zagranicy. Organizatorem jest ROADPOL, czyli europejska sieć policji drogowych. To ona układa kalendarz i pilnuje, żeby w tym samym tygodniu drogówka mierzyła prędkość od Portugalii po Rumunię.
Bój się! Masz się bać
Sens tej jednoczesności jest prosty. Pojedynczy patrol pod miastem łatwo ominąć dzięki poczcie pantoflowej, grupie na komunikatorze czy aplikacji. Kontrola prowadzona naraz na całym kontynencie, przez siedem dni, w losowych miejscach, jest już trudniejsza do przeczekania.
ROADPOL nie ukrywa, że chodzi o efekt odstraszania: dobrze widoczne, równoległe kontrole mają nie tyle złapać konkretnego kierowcę, ile zmusić wszystkich do zdjęcia nogi z gazu. Powód jest ponury i niezmienny od lat: nadmierna prędkość to wciąż jedna z głównych przyczyn wypadków, w których ginie najwięcej ludzi.

Polska policja w komunikacie zapowiada pomiary prędkości prowadzone i statycznie, i dynamicznie, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków spowodowanych zbyt szybką jazdą. Na trasy wyjedzie wszystko, co funkcjonariusze mają do dyspozycji, w tym grupy SPEED od łapania najbardziej narwanych kierowców.
Będzie bolało
Choć nazwa akcji mówi o prędkości, kontrola na tym się nie kończy. Policjanci przy okazji sprawdzają trzeźwość, zwracają uwagę na zachowanie w rejonie przejść dla pieszych i na inne wykroczenia. Jeśli więc ktoś liczy, że skoro nie przekracza prędkości, to jest bezpieczny, może się rozczarować przy pierwszej lepszej kontroli.
W tym roku stawka jest wyższa ze względu na zmiany w przepisach. Od 3 marca 2026 roku policja zatrzymuje prawo jazdy na trzy miesiące nie tylko za przekroczenie o ponad 50 km/h również poza terenem zabudowanym, na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej. Do tego dochodzi mandat rzędu co najmniej 1500 zł i trzynaście punktów karnych, a przy najcięższych wykroczeniach kwoty sięgają nawet 5 tys. zł.
Europejskie polowanie trwa od poniedziałku, ale w Polsce największe nasilenie kontroli zaplanowano na piątek. To pokazuje, że akcja nie polega na jednorazowym zrywie, lecz na utrzymaniu presji przez cały tydzień, ze szczytem wtedy, gdy pół kraju rusza na weekend. Do tego dochodzą trwające równolegle wakacyjne działania pod hasłem bezpiecznych podróży, więc patroli na drogach jest teraz wyjątkowo dużo.
Sezonowy teatr z suszarką?
ROADPOL akurat ma na to odpowiedź, której polskim akcjom często brakuje. Organizacja zbiera dane z każdego tygodnia kontrolnego, analizuje trendy i porównuje wyniki między krajami. Nie chodzi więc o to, żeby raz do roku postraszyć, tylko żeby zobaczyć, gdzie i o ile spada liczba wypadków, kiedy na drogach jest więcej mundurów.

Można na to patrzeć cynicznie – jako na kolejny tydzień polowania na mandaty. Można też trzeźwo. Kierowca, który przez siedem dni jedzie zgodnie z przepisami, bo boi się utraty prawa jazdy, przez te siedem dni statystycznie jest bezpieczniejszy dla siebie i dla innych. Problem w tym, że po niedzieli noga wraca na gaz, a licznik statystyk zeruje się do następnej akcji.
Na razie jest jak jest. Do 9 sierpnia lepiej założyć, że za każdym wiaduktem ktoś w nas celuje. Akurat wtedy, kiedy muszę przejechać pół kraju na wesele, a później z niego wrócić. Oczywiście.
Najtańszy sposób na przetrwanie tego tygodnia jest zarazem najnudniejszy: po prostu zdjąć nogę z gazu.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.