Użytkownicy e-TOLL dostają maile, że nie muszą płacić. Również użytkownicy: płacić?
Państwo, które przez lata każdego z hakiem holowniczym traktowało jak ciężarówkę, w końcu stwierdziło, że tak jednak nie wypada. Od 21 września rodzinny zestaw z kamperem albo lawetą przestaje być w oczach urzędnika TIR-em.

Do tej pory wystarczyło zwykłe kombi albo SUV z podpiętą przyczepą z rowerami. Jeśli po zsumowaniu DMC auta i przyczepki wychodziło więcej niż magiczne 3,5 tony, taka urlopowa konfiguracja trafiała do tego samego koszyka co 40-tonowy zestaw wiozący palety z cementem. A więc wymagała rejestracji w e-TOLL, pobrania aplikacji, doładowania konta. Później już zostawały modlitwy, żeby na płatnym odcinku obwodnicy nie zabrakło środków, bo kara jest konkretna.
Nie trzeba było mieć ciężarówki ani nawet ambicji jej posiadania. Wystarczył większy SUV i przyczepka kempingowa, żeby państwo potraktowało cię jak spedytora. Absurd tego rozwiązania widział każdy, kto choć raz musiał tłumaczyć znajomym, dlaczego rodzinny wypad nad jezioro wymaga zakładania konta w rządowym systemie poboru opłat.
Ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy
Nowe przepisy tę konstrukcję wywracają. Teraz liczyć się będzie masa samego pojazdu ciągnącego, a nie całego zaprzęgu. Jeśli więc auto ma DMC do 3,5 tony, to może holować choćby jacht, a systemu poboru opłat nie interesuje. DMC przyczepy przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Poselski projekt trafił do Sejmu w marcu, a pod koniec maja posłowie przyklepali go stosunkiem głosów 429 „za” przy jednym głosie przeciw. Rzecz w polskim Sejmie tak rzadka, że aż podejrzana. Prezydent podpisał ustawę 17 lipca, dwa dni później dokument trafił do Dziennika Ustaw, a wejście w życie ustawodawca wyznaczył na 21 września.
No właśnie, bo to ten drobiazg, który łatwo przeoczyć w euforii. Do 20 września nadal obowiązują stare zasady. Tak że z odpinaniem auta od konta w rządowym systemie trzeba jeszcze poczekać.
Na złożenie wniosku o zwrot niewykorzystanych środków e-TOLL będzie sześć miesięcy, licząc od dnia wejścia zmian w życie. Kto tego terminu nie dopilnuje, oddaje swoje złotówki Krajowemu Funduszowi Drogowemu, który z pewnością znajdzie sposoby na ich zagospodarowanie.
Wyczekiwana zmiana
Opłata nigdy nie była symboliczna i właśnie dlatego ta zmiana ma sens. Dla pojazdów ciężkich e-TOLL to cała siatka stawek zależna od klasy drogi i normy emisji, gdzie za kilometr płaci się od kilkudziesięciu groszy po ponad złotówki na najdroższych odcinkach autostrad. Po lutowej fali podwyżek te kwoty dodatkowo urosły.

Przy trasie nad morze i z powrotem nierzadko wychodziła kwota, za którą można by zatankować do pełna. Każdy, kto dostał taką notę za weekendowy wypad z przyczepą kempingową, odetchnie teraz z ulgą.
Nie wszyscy wyjdą z tego cało. Autobusy zostają w systemie niezależnie od masy, bo tu ustawodawca się nie rozczulał. Ale dla właściciela lawety, przyczepy do transportu koni albo łodzi, dla rolnika ciągnącego sprzęt i dla całej armii posiadaczy campingów zmiana jest realna. Znika obowiązek, znika aplikacja, znika stres na wjeździe na płatny odcinek i znika opłata.
Lepiej późno niż później
Zostaje pytanie, dlaczego trzeba było lat, żeby ktoś w końcu zauważył, że rodzina jadąca nad Bałtyk z przyczepką kempingową to nie flota transportowa. Przez cały ten czas przepisy rażąco odstawały od rzeczywistości, a nikt nie miał odwagi ani ochoty tego ruszyć. Widocznie potrzeba było, żeby ktoś decyzyjny sam kupił przyczepkę i poczuł na własnej karcie płatniczej, jak działa ten system.
Ale skoro już zauważył, to grzech narzekać. Państwo raz na jakiś czas potrafi odpuścić, a to w naszych warunkach niemal cud – w sam raz na opowieści przy ognisku.
Do 21 września trzymajcie jednak rękę na aplikacji, bo do tego dnia stary porządek nadal liczy każdy kilometr. Wolność zaczyna się z pierwszym dniem jesieni i ani chwili wcześniej.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.